Językowo nieźle, ale…

Dostałem dzisiaj opinię od znajomego pisarza (ja nie będę wymieniał nazwiska…), na podstawie krótkiego fragmentu początku “Między brzaskiem a świtem”. W skrócie brzmi tak: “językowo nieźle, ale trzeba jeszcze podszlifować. Trochę brakuje do poziomu druku. Jeżeli wydawcy zaakceptują, będziesz musiał sporo popracować z redaktorem. Za mało opisów”.

Najgorsza recenzja jaka do tej pory dostałem, ale najwięcej znacząca, bo od fachowca, weterana, który zęby zjadł na pisaniu fantastyki (chociaż nie fantasy).

Hmmm. Bardzo mnie martwi “trochę brakuje do poziomu druku” oraz “za mało opisów”. Po pierwsze, rzecz podesłana znajomemu pisarzowi JUŻ jest efektem kilku iteracji szlifowania; a co do drugiego, właśnie mocno starałem się początek skrócić i boję się go rozszerzać: czytelnicy testowi sygnalizowali mi, że początek trochę wolno się rozkręca. Do tego jeszcze znajomy wytknął mi jedną rzecz, lekką niespójność – bez “spojlowania” trudno wyjaśnić, o co chodzi. W skrócie to pozostałość po kilkukrotnym przepisywaniu początku.

No cóż. Zobaczymy. Obiecywałem sobie, że jeżeli tego utworu wydawcy nie przyjmą, to potem spróbuję jeszcze tylko raz. Studentom kiedyś powtarzałem, że nie każdy musi być informatykiem. Pisarzem tym bardziej nie każdy być musi i być może należy zaakceptować swoje ograniczenia.

Poza tym – mogłoby być gorzej. Znajomy mógł napisać, na przykład “chłopie, co ty mi tu przysłałeś. Weź się za sadzenie ziemniaków, a pisanie sobie daruj”. Mógłby zjechać wszystko od góry do dołu.

W sumie: mam trzy opinie od profesjonalnych pisarzy na temat mojej twórczości w ogólności (oraz jedną od pisarza początkującego). Jedną pozytywną, dwie właśnie w stylu “to jeszcze nie jest poziom druku”. Z jednej strony – jest taka naturalna chęć, by się obruszyć i obrazić jak za przeproszeniem nieletnia panienka: jak to nie poziom druku, jak mi (opowiadania) drukowali? Z drugiej strony – jak tu lekceważyć opinie ludzi, z których jeden wydał książek tuzin, a drugi z pięć tuzinów?

Pozostaje powtórzyć: zobaczymy. Jak sądzę, skończę ostatnią – piątą – próbę do końca tego roku. W ciągu pół roku będę wiedział, czy spodobały się moje dotychczasowe rzeczy. A potem…

Zobaczymy.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.