Kolejne weekendowe luźne myśli

Kolejny dzień w weekend spędzam w pracy. Mimo moich wysiłków, nie udało mi się dać na poprzednim egzaminie pytań na tyle łatwych, by wszyscy zdali – więc mam trzech studentów na poprawce. Zasadniczo nie lubię wystawiać ocen negatywnych, ale zarazem bardzo, ale to bardzo nie lubię wystawiać ocen za nic. Bądź co bądź, oprócz sympatii wobec studentów mam także jakieś obowiązki wobec macierzystej uczelni i państwa. Z punktu widzenia uczelni – dobrze jest, by studenci musieli się napracować na ocenę i by osoby za przeproszeniem “olewające” studia ich nie kończyły. Dzięki temu teoretycznie marka uczelni powinna coś znaczyć wśród pracodawców, co z kolei powinno napędzać nam dobrych studentów. Z punktu widzenia państwa zaś – wszyscy płacą podatki, z których jestem opłacany, a nie wszyscy studiują. A więc powinienem dopilnować że ci, co studiują, się do nauki przykładają. Pozostaje też kwestia, choćby nie wiem jak to głupio brzmiało, etosu nauczyciela akademickiego. Który to etos wymaga, by pilnować, by ci, co nie zasłużyli – by ci,  co się nie uczą – nie zdawali.

Co nie zmienia faktu, że bardzo nie lubię oblewać studentów.

Nawiasem mówiąc najchętniej bym spędził weekend w domu, w łóżku – od tygodnia czuję się tak sobie. Niby temperatury nie mam – na rano 36,6, wieczorem 37 – ale mam suchy kaszel, łupie mnie w kościach, mięśnie bolą, lekki katar. Czyli co, grypa. Grypa jak nic. Oby nie koronawirus :D. Wprawdzie najbliżej Chin byłem w Hong Kongu parę lat temu, ale na moją uczelnię co rusz trafiają jakieś delegacje z Państwa Środka.

Co by tu jeszcze napisać, zanim pójdę na tę poprawkę… Może by ponarzekać? Ostatnio zalewany jestem całym mnóstwem komentarzy na mediach społecznościowych i strasznie mnie kusi, by napisać coś bardzo politycznie niepoprawnego. Na blogu jednak tego nie mogę zrobić, bo przecież, jak pamiętamy, debiutant musi być niekontrowersyjny. Nie chciałbym zrazić potencjalnych czytelników – zresztą, brak kontrowersyjności dotyczy nie tylko debiutantów. Mam kilku znajomych pisarzy i tylko jeden z nich wyraźnie pisze o swoich poglądach. Pod nazwiskiem też wolałbym nie. I człowiek teraz frustruje się, że ludzie piszą głupoty, a nie można ich naprostować…

Został mi tydzień wolnego przed nowym semestrem. Miałem zacząć pisać coś nowego, ale po części przez tę grypę, a po części przez wrodzoną skłonność do prokrastynacji, na razie nie napisałem nic. Nie wiem, czy coś się w tym zmieni. Z tego samego powodu, zamiast zmodyfikować i przejrzeć materiały na przyszły semestr – jak to zwykle robię co roku o tej porze – tym razem leżałem na kanapie, pokasłując tylko żałośnie.

Co do wiadomej sprawy – kilka osób radziło już dawno temu, bym zamiast grzecznie czekać, zadzwonił do wydawnictwa i zapytał się, czy podtrzymują zainteresowanie, czy też się wycofują. Ale skoro dopiero co wysłałem przypominajkę, to jakoś tak głupio już po paru tygodniach wydzwaniać. Odczekam jeszcze trochę. Co do opka przyjętego do Fantastyki, to nawet dobrze, że na razie się nie odzywają – bo gdyby jednak wydawnictwo podtrzymało zainteresowanie, to pewnie by było lepiej, gdyby opowiadanie pokazało się nie za długo przed ewentualnym wydaniem książki.

Oczywiście, może się zdarzyć, że “wstępne zainteresowanie” jednak w nic się nie przerodzi – powiedziałbym nawet, że skoro wydawnictwo przypominajkę zignorowało, to może już powinienem być pewny, że powieście nie chcą… Ale z drugiej strony, doświadczenia własne i anegdoty opowiadane przez kolegów i koleżanki po piórze pokazują, że niektórzy w przemyśle wydawniczym decyzje podejmują dość wolno. Poprzednio czekałem pół roku przed wysłaniem przypominajki, tej, na którą mi odpowiedzieli “tak, wstępnie nas to interesuje, proszę czekać”.

No nic. Trzymajcie kciuki. Jak do tej pory dla sześciu wydawnictw minął już miesiąc od wysłania do nich propozycji (tej nowej, tym razem fantasy) – i wciąż zostało mi jeszcze kilka adresów na mojej losowo posortowanej liście, gdzie propozycji jak dotąd nie wysłałem. Mam nadzieję, że prognoza lewicowej koleżanki (“Myślę, że to najlepsza Twoja rzecz i ktoś to weźmie“) się spełni :D.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.