Linkownia czterdziesta dziewiąta

Zaczniemy od fascynującej historii dziejącej się w światku robótek ręcznych. Wielbicielki i wielbiciele robienia na drutach (chodzi o robienie swetrów, a nie kucanie na słupach trakcji elektrycznej, wy świntuchy) uwielbiają poza tym kontaktować się przez media społecznościowe. Tyle, że jakiś czas temu doszło tam do dość nieprzyjemnych sytuacji. Niektórzy zamiast robótkami, zaczęli się zajmować, kto ma najbardziej postępowe, a kto najbardziej wsteczne poglądy. Licytacja doprowadziła do sytuacji, którą chyba już jakiś czas temu opisywałem: jedna kobieta wybrała się w podróż do Indii. Rozradowana napisała, że czuje się jakby udało się jej wygrać wycieczkę na Marsa. Tropiciele wstecznictwa zawyli ze zgrozy. Jak to, zapytali, porównujesz Indie do obcej planety? Co za rasizm! Nathan Taylor, właściciel sklepiku z włóczką (chyba) i innymi duperelami próbował zabawnym wierszykiem uspokoić sytuację: prosił, by ludzie zachowywali się spokojnie i nieagresywnie. Oskarżono go o popieranie białej supremacji (white supremacy), czyli o rasizm. Stracił klientów. Najdziwniejsze jest to, że Taylor, homoseksualista żyjący z AIDS, był inicjatorem i entuzjastą zwiększenia różnorodności i takich tam postępowych akcji w świecie robótek ręcznych.

Na szczęście, po dłuższym czasie histeria zaczęła ludzi chyba męczyć. Obecnie można z pewnym wahaniem ryzykować tezę, że historia ma happy end: klienci wracają do Taylora. Wygląda na to, że ludzie mają dość ekstremistów.

Po polsku: rzecz oczywista, ale ku mojemu zdumieniu okazało się, że nie dla wszystkich. Ponoć są ludzie, którzy nie wiedzą, że papier nie jest biały sam z siebie. Jeżeli nie wiedzieliście, że papier normalnie jest szary albo żółty i trzeba go wybielić… to poczytajcie – po polsku, opis kilku technik nie używających chloru. Ze strony producenta-chwalipięty.

Ciekawostka z wikipedii: czemu zawdzięcza nazwę grypa “hiszpanka”?

Popularna jej nazwa („hiszpanka”) pochodzi od powszechnej opinii, jakoby pandemia szczególnie mocno rozwinęła się w Hiszpanii. Wrażenie to było skutkiem tego, że walczące w I wojnie światowej kraje, w których rozwijała się pandemia grypy, cenzurowały informację o skali zachorowań i śmiertelności, aby nie osłabiać morale (liczba zgonów była większa niż straty wojenne). Hiszpania pozostawała neutralna w wojnie i informacje o pandemii były otwarcie publikowane, stąd też wrażenie wysokiej zachorowalności

Jakiś czas temu wyjaśniałem synowi, dlaczego samoloty latają i jak działa ciąg, No i okazuje się, ze w sumie chyba źle wytłumaczyłem. Na moje usprawiedliwienie, Einstein też miał z tym problemy. Nie wierzycie? To poczytajcie o naukowcach próbujących stworzyć sensowne wyjaśnienia.

Wszyscy wiedzą, że Beethoven pod koniec życia był kompletnie głuchy i nie usłyszał wykonania swojej ostatniej symfonii. Otóż wszyscy się mylą! Prawdopodobnie niemal do końca życia wielki kompozytor zachował resztki słuchu w lewym uchu. Muzykolog twierdzi tak na podstawie zapisków kompozytora: Beethoven pod koniec używał notesika do konwersacji z nieznajomymi i wspominał tam czasami o tym, że coś tam słyszy.

Dlaczego w Chinach nie można umrzeć na grypę? Nie wiecie i podejrzewacie jakąś ściemę? Słusznie. To taki mało śmieszny dowcip wymyślony podobno przez speców od medycyny, mający w zamierzeniu obrazować różnice w sposobie zapisywania powodów śmierci w USA i Chinach. Powiedzmy, że do szpitali w Waszyngtonie i w Pekinie jednocześnie przyjęto dwóch identycznych staruszków z cukrzycą, obu chorych na grypę, ze słabym sercem. Obaj umierają na serce z powodu powikłań pogrypowych. Otóż ponoć w USA w przyczynach zgonu wpiszą “(1) serce (2) powikłania pogrypowe”, zaś w Chinach: “staruszek zmarł na serce”. Te różnice znane są od dawna, od dawna są krytykowane i od dawna niektórzy wzywają, by zmienić postępowanie w chińskich szpitalach, ale póki co – w ich wyniku w USA statystyki pokazują kilka tysięcy śmierci rocznie na grypę, a w Chinach… kilkaset.

Do niedawna nie wiedziałem, co to jest Alexa, ale teraz już wiem. Może wy za to nie wiecie, że całkiem sporo dziewczynek na zachodzie ma na imię Alexa. I mają równie, albo jeszcze bardziej przerąbane jak u nas chłopcy o imieniu Janusz albo dziewczyny o imieniu Grażyna. Niestety.

Z cyklu trudno uwierzyć, że ktoś tego nie wie: nie doceniamy ludzi. Pewien naukowiec pokazywał ludziom rysunki rowerów i pytał, który z nich najlepiej odpowiada rzeczywistości. Zdumiewająco wielu z nich, nawet tych, co rzekomo codziennie jeździ na rowerze, nie miało pojęcia, gdzie są pedały. Albo łańcuch. A teraz uwaga, będzie odrobinę seksistowsko: mężczyźni wypadli w teście lepiej.

Czy można nosić miecze na plecach? Ależ oczywiście! Na przykład, można zaprojektować specjalną pochwę, jak to zrobił Shadiversity:

Chcecie więcej ciekawych odnośników? Klikajcie na blog benedante  (na przykład stamtąd możecie kliknąć na opis starożytnych gier), albo vaviper.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.