Będę bluźnił: Gattaca jest lepsza niż Matrix

Matriksa pierwszy raz zobaczyłem w kinie jako student. Drugi raz Matriksa zobaczyłem w kinie, jako student. Trzeci raz tak samo. I nie był to ostatni raz, gdy widziałem ten film. Powiedzieć, że mnie zachwycił, to nic nie powiedzieć. W gronie moich znajomych – nerdów jak ja, studentów informatyki, fanów sf – Matrix od razu zyskał status kultowego. Przerzucaliśmy się cytatami. Zastanawialiśmy się nad symboliką kolorów. Dyskutowaliśmy nad możliwymi sekwelami.

Gattacę pierwszy raz widziałem bodajże w czasie wakacji, chyba na kablówce i chyba jakoś tak miesiąc czy dwa przed Matriksem – ale nie widziałem jej wtedy do końca, więc się nie liczy. W całości zobaczyłem wiele lat później. Też chyba w telewizji, chociaż nie pamiętam dokładnie, w każdym razie na pewno miałem wtedy już córkę. Tak czy inaczej, byłem wtedy sporo starszy. Nie miałem za bardzo z kim go współprzeżywać. Nie zapamiętałem z niego cytatów i nie myślałem o tym, jaki powinien być dalszy ciąg.

Matrix wprowadził nowe techniki, nową estetykę, do dzisiaj jest mniej lub bardziej naśladowany. Scena pierwszej walki Trinity była parodiowana w całym szeregu innych dzieł. Walki zresztą odróżniały Matrix od wielu innych filmów, nie tylko sf. Wprowadził nową jakość.

Efektów specjalnych w Gattace nie widać specjalnie. Najbardziej pamiętne scena to dwóch facetów płynących przez morze. Sceny walk? Akcji? Nie żartujcie sobie.

A jednak teraz, po tylu latach, nie mam wątpliwości. Gattaca jest filmem o klasę lepszym od Matriksa. Matrix – to najwyższe osiągnięcie kina rozrywkowego. Kung-fu okraszone mistycyzmem, historia o Wybrańcu nawalającego z ciężkiej broni do wszystkiego, co ma pecha, że jeszcze nie zostało zbawione. Film, który pytania o naturę rzeczywistości stawia tylko po to, by zaraz je zbyć i dać na nie jasną odpowiedź. W Gattace zaś… są same pytania.

Gattaca to także, wbrew pozorom, film przerażający, potwornie realistyczny i … pesymistyczny. Gattaca może się zdarzyć. Świat, w którym nie w wyniku odgórnych nakazów, ale w wyniku naturalnego rozwoju nauki powstaje dystopia. W której od urodzin wiadomo kim jesteś i co możesz osiągnąć. I jeden bohater, skazany na porażkę, skazany na śmierć – każdą sekundą życia udowadniający światu, że wszyscy wokół się mylą. Bohater gniewny, zafiksowany na jednym celu – szlachetny oszust. A jednocześnie bohater tragiczny, bo przecież wiadomo, że on nic na dłuższą chwilę nie zmieni.

Matrix oceniany jest przez widownię znacznie wyżej. Zrobiony jest pod względem warsztatowym też chyba lepiej i nie chodzi tutaj mi tylko o efekty specjalne. Za to jeżeli chodzi o aktorstwo, o głębię postaci, o stawiane pytania, o prowokowanie do myślenia… Gattaca zostawia Matrix daleko w tyle.

Ale też Gattaca nie każdemu będzie się podobać. Jeżeli Solaris uważaliście za nudziarstwo, są spore szanse, że Gattaca zanudzi was także.

Zaryzykujcie jednak i dajcie jej szansę.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.