Fantastyk dawnych czar – Numer 5 (32) 1985

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Od dłuższego już czasu nie publikowałem kolejnych recenzji posiadanych przeze mnie Fantastyk. Wprawdzie zapewne nikt specjalnie za tymi recenzjami nie tęskni, ale jak się już cykl zaczęło, wartałoby go kontynuować. Co niniejszym czynię.

Numer 5 (32) 1985 pochodzi z zakupu na allegro, więc przeczytałem go dopiero niedawno. Poprzedni właściciel traktował egzemplarz dobrze, niestety pismo drukowane było wtedy na papierze średniej jakości, okładka jest o fakturze starej tektury, kolorowe ilustracje w środku wyglądają biednie i peerelowsko. Zawartość też nie jest szczególnie bogata.

Na wewnętrznej stronie okładki paradna recenzja Diuny, przetłumaczona z angielskiego. Mamy tam Fremów, ekologię i rozważania, czy film Davida Lyncha zapoczątkuje cykl podobny do Gwiezdnych Wojen. No nie zapoczątkował, chociaż film, wbrew opinii wielu, nie uważam za nieudany.

Adam Hollanek we wstępniaku narzeka na przydziały papieru i podręczniki. W poczcie – perełki. To znaczy: radosna tfurczość uczniów szóstej klasy Szkoły Muzycznej. Ło matko, jakie to piękne.

Zamiast ilustracji – okładka zbiorku, w którym opowiadanie przeczytałem pierwszy raz.

I wreszcie na stronie czwartej mocne uderzenie. Robert Silverberg, w tłumaczeniu Roberta Szmidta. Bardzo dobre opowiadanie, które wcześniej przeczytałem w zbiorku Pożeglować do Bizancjum. Przypominając sobie teraz to dziełko doszedłem do wniosku, że pisząc Dzień, Noc i Poranek przed ostatnim polowaniem zainspirowałem się niektórymi elementami świata stworzonego przez Silverberga. To znaczy, gdybym wam o tym nie powiedział, pewnie byście się nie domyślili. Ale i u mnie są Obserwatorzy, tyle, że pałętają się gdzieś na marginesie.

Dziełko bardzo ciekawe, trochę o sensie pracy, o wierze, trochę może nawet o kryzysie wieku średniego – a raczej, bardzo już po-średniego. Przewrotne, niby proste, a jednak skłaniające do refleksji. Silverberg zdobył za nie Hugo w roku 1969.

Galeria. Ło matko, jak ta budząca w 1985tym roku grafika zgrzebnie teraz wygląda.

W przerwach lektury opowiadania Silverberga można się nacieszyć przykładami siermiężnej grafiki komputerowej uchodzącej w oczach redaktorów Fantastyki w 1985 roku za ostatni krzyk techniki pokazujący, do czego teraz są zdolne komputery. Te grafiki mają uwiarygadniać krzykliwe hasło z okładki: że “komputer już maluje, ale jeszcze nie pisze”. Jak wiecie, obecnie w roku 2020 komputer zarówno maluje, jak i pisze: dawałem kiedyś odnośnik do edytorów, w których mazaliśmy sobie “o tu ma być drzewko, a tu trawka, a tu niebo” i w odpowiedzi komputer generował fotorealistyczne pejzaże. Albo w których zaczynaliśmy zdanie, a komputer na jego podstawie generował resztę tekstu, i czasami nawet ten tekst był inteligentniejszy od niektórych komentarzy na onecie (przyznaję, że nie jest to próg szczególnie trudny do przekroczenia).

Galerii ciąg dalszy. Osoby zawiedzione kiepską jakością zdjęcia pocieszam, że na papierze to dużo lepiej nie wygląda.

Wszystkich oczywiście publikować obrazków z galerii oczywiście nie będę. Na pewno sporo im odbiera z glorii fakt wydrukowania na papierze kiepskiej jakości, w kiepskich kolorach. Nawiasem mówiąc nie rozumiem, co się stało, że oprogramowanie mojego bloga nagle przestało umożliwiać obejrzenia powiększeń obrazka po kliknięciu na nie. Wybaczcie, nie moja wina.

Po opowiadaniu Silverberga: Poezja. Moje zdanie na temat miejsca poezji w piśmie poświęconym fantastyce już wyrażałem, więc tutaj tylko dodam, ze wiersze pana Kawińskiego tylko mnie w opinii upewniły.

We wkładce powieść Jamesa P. Hogana pt. Najazd z przeszłości. Swego czasu rzecz mi się bardzo podobała. Jest to utopijna wizja społeczeństwa, w którym niczego nikomu nie brakuje, a ludzie robią tylko co, co chcą, tylko po to, by zdobyć szacunek innych ludzi – oraz o tym, co się dzieje, gdy takie utopijne społeczeństwo zderza się z mini-kapitalistycznym. Samo dziełko, chociaż miejscami obecnie wydaje mi się nieco naiwne, zdobywa się jednak miejscami na realizm choćby przyznając, że niektórych przekonać się nie da, a i utopijne społeczeństwo, aby przetrwać, musi czasami pokazać nieco zębów.

Pora teraz na fantastykę polską. Tutaj nie spodziewałem się wiele i słusznie. Wszystkie trzy opowiadania reprezentują poziom od “dwa metry poniżej mułu” do “od biedy da się czytać”.

Panie Radomirze, czy aby to na pewno ilustracja do opowiadania? Ależ tak, proszę pana. A czy ta ilustracja oddaje treść “Snu”? Ależ z całą pewnością, proszę pana! Ale przecież ta ilustracja nie ma sensu! W rzeczy samej, proszę pana.

Pierwsze, w kategorii “dwa metry poniżej mułu”, jest Sen Zbigniewa Beli. Takie szkolne wypracowanko, zadanie domowe na temat “Napisz opowiadanie z elementami fantastyki”. Nieco nieświeżej groteski, bez puenty, bez sensu. Nieskromnie stwierdzam, że piszę lepiej. Nieskromnie stwierdzam, że mój syn – siódma klasa podstawówki – pisze lepiej.

Panie Radomirze, ale to przecież część galerii, a nie ilustracja! Ma pan rację. Ale co ja poradzę, że zamiast ilustracji redaktorzy postanowili wstawić… TO

Kolejna opowiadanie jest autorstwa Emmy Popik. Różne rzeczy pani Popik tworzyła, ale pamiętam, że dawało się toto czytać. Miałem więc nadzieję, że i Szamana da się przeczytać. No i tak, przeczytać się dało. Napisane poprawnie. Taki realizm magiczny w wersji SF. Postapo w oniryczno-delirycznej posypce. Czerwona kobieta, fioletowy szaman, szarzy ludzie i mumia starego żołnierza. Plus za to, że nie ma happy endu. Nie podobało mi się, ale głównie dlatego, bo ja takich nastrojów poetyczno-magicznych po prostu nie lubię.

Naprzeciwko tłumu, na odległość kamieniem stała kobieta w obszernej czerwonej szacie. Płonęła tkanina ostrym kolorem, od uczuć gwałtownych i nieobliczalnych, od krzyku namiętności i zwierzęcych pragnień. Czerwone włosy kobiety szalały w powietrzu, choć nie było wiatru, unosiły się i poruszały plątaniną żmij. Czerwone wargi zaciśnięte i przygryzione pokazywały, że kobieta się nie podda …

Podobało się? Jeżeli tak, to i reszta się pewnie spodoba, bo całość jest w takim stylu. Skromnie przyznam, że tak pisać nie potrafię, chociaż nie wiem, czy to dobrze, czy też nie. Mój syn, dodam dla porządku, też tak pisać nie potrafiłby. I też nie wiem, czy to źle, czy też dobrze.

Ale teraz, panie Radomirze, to już chyba obrazek coś przedstawia, prawda? Pewnie tak. Ale proszę nie pytać co. (grafika Jerzy Hudyma)

I wreszcie trzecie opowiadanie. Wariant autorski Marcina Wolskiego. Z czego obecnie znany jest pan Wolski, może nie wnikajmy, bo na blogu miało być milusio, jednorożcowo i niekontrowersyjnie. Kiedyś jednak pan Wolski był znany z całkiem udanych satyr i powieści (np. Agent Dołu). Miałem więc nadzieję, że opowiadanie będzie też albo zabawne, albo przyzwoite. Zabawne nie jest. Czy przyzwoite?

Hm… Powiedzmy. Przyzwoite to jest tak obszerne i tak nic nie znaczące słowo, że zgodzę się, opowiadanie jest przyzwoite.

Ale “przyzwoite” to też trochę mało. To ledwo jadalne, odgrzewane danie, z przewidywalną puentą, akcją opartą o wałkowany przez wielu innych autorów pomysł. Nie widzę tam nic oryginalnego, wszystko jest wtórne, tyle – że napisane poprawnym warsztatem.

Poczucie obowiązku wymaga jednak nieskromnie wspomnieć, że ja piszę lepiej i bardziej oryginalniej. Ale… mój syn (z siódmej klasy podstawówki) pisze chyba gorzej.

Uff, niesmaczny dział prozy polskiej mamy za sobą. Co dalej? Recenzje. Dla mnie ciekawe, bo jedna z nich tyczy zbiorku, który kiedyś czytałem, ale za Chiny Ludowe i Demokratyczne nie byłem w stanie przypomnieć sobie ani autora, ani tytułu. Mowa o Progach Tolerancji Bronisława Kijewskiego. Recenzent autora chwali i pamiętam, że mi, siusiumajtkowi w za dużych okularach, opowiadania pana Kijowskiego też się podobały. Aż dziw, że nazwisko kompletnie nieznane.

Dalej nieco publicystyki: czym jest science fiction (nuda). Do tego wywiady z pisarzami z ZSRR (czy też ZSRS) nieco ciekawsze ze względu na wejrzenie w realia dawno minionego świata. A na koniec? Funky!

I tym optymistycznym akcentem kończymy recenzję. Czuj duch!

2 thoughts on “Fantastyk dawnych czar – Numer 5 (32) 1985

    1. Mój syn niedawno skończył prawie cały cykl. Pędrak ma coś z trzynaście lat i czyta mało, a Diunę pochłonął. Herbert jednak umiał pisać 😀

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.