Kolejny rok za nami i kolejny raz w sumie nie ma czego podsumowywać. W pracy – jestem teraz na etacie starszego wykładowcy, więc mam zwiększone pensum… ale czuję się tak, jakby się nic nie zmieniło, a nawet jakbym miał mniej godzin. Dlaczego? Bo w tym roku nie miałem prawie w ogóle zajęć z studentami zaocznymi. Nie chodzi o studentów jako takich, ale o czas zajęć. Półtorej godziny w środku niedzieli odczuwa się zupełnie inaczej niż sześć godzin w środę od ósmej do czternastej.

Jeżeli chodzi zaś o moje pisanie… Cóż, liczyłem na więcej. W roku 2019 miało się ukazać moje opowiadanie “Przynoszę wam pokój”, jednakże Prószyński i S-ka zaprzestali wydawać “Fantastyka wydanie specjalne” i opowiadanie zostało przesunięte na nieokreśloną przyszłość do wydania w zwykłej “Fantastyce”. Wstępnie, są szanse na 2020 rok, ale biorąc pod uwagę, ile innych opowiadań pewnie jest w takiej samej sytuacji, prędzej liczę na 2021. Albo, że za rok dostanę wiadomość “no niestety, nie udało się”. Żadnego nowego opowiadania nie napisałem. Wysłałem dwa opowiadania napisane parę lat temu, oba zostały odrzucone, ale w sumie nie przejąłem się tym za bardzo, bo to stare rzeczy były 😀

Wydawnictwo, które wyraziło wstępne zainteresowanie powieściami, na razie się nie odzywa. Przypomniałem się im miesiąc temu, ale w najgłupszy możliwy sposób. Już chwilę po wysłaniu przypominajki miałem ochotę wycofać email i napisać go od nowa. Tak czy inaczej, żadnych wieści, więc nie wiem, czy “wstępne zainteresowanie” się w coś przerodzi, czy też skończy się również na “eee właściwie, to jednak nie chcemy. Have a nice day“. Biorąc pod uwagę to, co słyszę na temat rynku wydawniczego w Polsce, w szczególności jeżeli chodzi o fantastykę, wcale nie byłbym zdziwiony.

Skończyłem kolejną powieść, właśnie ją szlifuję. Dostaję nieco sprzeczne rady, co zmienić. Skróć początek. Wydłuż początek. Za dużo dialogów. Za mało opisów. Ale trzeba skrócić. Dwie opinie, że napisałem rzecz przeciętną (“not bad, not great“). Dwie opinie bardzo pochlebne (“dooobre!” “najlepsza twoja rzecz, którą napisałeś!”). Piąta opinia… bardzo powściągliwa. No podobało się? Może być. Ale dobre, złe, jakie? Czytałam gorsze. Ło matko, aż tak złe?! Nie, dobre. Takie 7/10. No cóż, w przyszłym roku zaczniemy wysyłać do wydawców, w kolejności losowej i zobaczymy.

Pozostaje sobie życzyć, by przyszły rok był znacznie lepszy.

Niby miałem blogować na tematy niekontrowersyjne, bo debiutant nie powinien zrażać potencjalnych czytelników. Tymczasem, gdy przejrzałem statystyki za rok 2019, w czołówce są właśnie wpisy nie powiązane z literaturą, za to właśnie polityczne i ideologiczne. Zastanawiam się poważnie, czy ich nie skasować; z drugiej strony, trudno, skoro już je popełniłem, niech zostaną. Blog i tak jest rzadko odwiedzany, odliczając boty to jest raptem kilkadziesiąt osób miesięcznie.

Pomijając jeden wpis, który stał się ulubionym celem botów po angielsku lub chińsku zachwycających się moją wiedzą, najpopularniejsze teksty na blogu za rok 2019 to:

  1. Edukacja seksualna a ciąże nieletnich: gdzie wyrażam irytację, że ktoś na podstawie mniejszej liczby urodzeń nastolatek w Szwecji wyciąga daleko idące wnioski, podczas gdy prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć “albo edukacja nie ma wpływu, albo ma wpływ odwrotny, albo nie wiadomo” (Ze wskazaniem na trzecią możliwość jako najrozsądniejszą pozycję do zajęcia w dyskusji). Wpis został zalinkowany w dwóch miejscach, co mu na pewno pomogło. Najbardziej popularny oznacza zaledwie 235 odwiedzin, z tego 149 jako strona wejściowa.
  2. Zajawka Wieśka albo driady z Brooklynu: moja reakcja na pierwszy trailer wiedźmina z Netflixa. Praktycznie mówiąc cały ruch pojawił się po dwudziestym grudnia. Podejrzewam, że większość osób znajdujących tę reakcję musiała być zawiedziona treścią.
  3. Wywiad z Romualdem Pawlakiem: tutaj pomogły linki z fejsbuka, większość ruchu pochodzi właśnie stamtąd.
  4. Wywiad z Witoldem Dworakowskim: gdzie dyskutuję z Witkiem o jego powieściach, planach i retro pomieszanym z techno.
  5. Seksizm nasz informatyczny: pierwszy artykuł z cyklu o tym, co powoduje małą liczbę kobiet w informatyce. Większość osób wpada z google’a i najwidoczniej rozczarowana, że nie piszę o seksizmie jako głównym powodzie braku reprezentacji kobiet, reszty artykułów z cyklu nie czyta.
  6. Kobiety w informatyce: artykuł podsumowujący cykl o kobietach w informatyce, stawiający radykalną tezę, że być może informatyka jest dla kobiet po prostu mniej ciekawa, a na dodatek mają więcej opcji w życiu, bo są średnio bardziej wszechstronne. Znowu – większość wpada z google’a i nie czyta reszty cyklu.
  7. Smutna historia o miłości ze szczęśliwym zakończeniem: znowu, ludzie wpadają na to guglając “smutne historie o miłości” i chyba nie tego się spodziewają, bo to jest tylko opis mojego opowiadania 😀
  8. Nie czepiaj się, to tylko fantasy: gdzie wyrażam irytację argumentem, że skoro w serialu latają smoki, to należy przymknąć oko na różne niespójności i głupoty.
  9. Wywiad z Jonathanem Edelsteinem, moim znajomym początkującym pisarzem z Nowego Jorku.
  10. I tutaj po równo: Warchoły i pijanice – recenzja dwóch książek, jednej Jacka Piekary, drugiej Jacka Komudy; oraz Chłopiec do umierania, opis mojego opowiadania; i na koniec Ocean niespokojny, recenzja bardzo starej książki Markowskiego. Zaledwie siedemnaście wejść w ciągu roku (jako strona wejściowa) i od trzydziestu do siedemdziesięciu odwiedzin ogółem.

Z kolei narzędzie google wskazuje, że najczęściej poszukiwane frazy to “driady z brooklynu”, “kobiety w informatyce”, “europejski styl życia” oraz “umieranie to parszywa robota”.