Kto uwierzy w inspiracje?

Przeczytałem właśnie recenzję filmu “Midway” Emmericha. Nie o filmie jednak chcę pisać, ani nie o opiniach widzów i krytyków. Coś innego mnie trapi. Otóż w mojej książce o roboczym tytule “Pożar na pustkowiu”, napisana kilka lat temu, która nie wiadomo, czy się ukaże, czy też nie (bo wydawnictwo “wstępnie zainteresowane” może się rozmyślić przecież, “wstępnie” nic nie znaczy poza “przeszedłeś pierwszy filtr i uznajemy, że nie jesteś kompletnym grafomanem”) drugi tom był bardzo mocno inspirowany historią walk na Pacyfiku. Jeden rozdział dość dokładnie odzwierciedla właśnie bitwę o Midway. Pisząc go, miałem na myśli film z 1976 roku oraz kilka książek i artykułów poświęconych właśnie zmaganiom amerykańsko-japońskim. Zmaganiom, dodajmy, dość zapomnianym. Jeżeli jednak, powiedzmy, moja powieść by się ukazała (na co mam nadzieję), to przecież każdy będzie myślał, że inspirowałem się filmem Emmericha z roku 2019.

Dość to deprymujące, kiedy człowiek coś wymyśla, pisze i w momencie pisania są to rzeczy mało popularne, nieznane i tak dalej, a po kilku latach nagle rzeczywistość nas dogania. W tej samej powieści jest także parę innych rzeczy, które zaplanowałem/napisałem ZANIM tematy z nimi związane pojawiły się w szerszej świadomości; a teraz każdy pewnie będzie myślał, że po prostu nawiązuję do  ostatnich zdarzeń.

Ech, smuteczek.

Z innych wieści: nie ma żadnych wieści. Napisałem przypominajkę do wydawnictwa, ale w sumie sformułowałem ją w najgłupszy możliwy sposób – a głupio mi teraz pisać po raz drugi, rozsądniej (bo nie chcę się za bardzo narzucać). Czekamy.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.