Linkownia czterdziesta piąta

Szykuje się kolejna długa przerwa na blogu. Nie chodzi o to, że brakuje mi tematów do pisania. O nie! Chętnie bym pisał o całym mnóstwie rzeczy, ale żadna z nich nie pasuje do blogu, bądź co bądź, literackiego. Tymczasem więc powolutku pracuję nad kolejnym projektem (tym razem fantasy w założeniu dla nieco młodszych czytelników, nie wiem, czy założenie uda się utrzymać).

Aby jednak coś się działo, wstawiam kolejny zbiór odnośników.

Na początek filmik o tym, jak należy się posługiwać poprawnie mieczem świetlnym.

Kolejny filmik interesujący dla ludzi lubiących średniowiecznych łuczników, średniowieczne zbroje i pytania w stylu “po co właściwie na zbrojach często jest takie duże >>V<<“? Filmik naprawdę świetny, choćby dlatego, bo dzięki niemu (a właściwie, dzięki komentarzom) dowiedziałem się, dlaczego na średniowiecznych obrazkach łucznicy czasami są tak dziwacznie powyginani, a także, co się dzieje z porządną strzałą trafiającą w porządny, średniowieczny pancerz.

Dla lubiących dziwaczne ciekawostki: w latach osiemdziesiątych pewien zespół rockowy grający chrześcijańską muzykę zaszył na płycie program w Basicu dla Commodore C64.Odpowiedź na pytanie, dlaczego gołębie tak dziwacznie ruszają głowami, gdy chodzą (odpowiedź: by im się obraz nie rozmazywał). Protestujący w Hong Kongu stworzyli własny hymn (tzn. stworzył go właściwie jeden facet, ale z pomocą wielu innych osób).

Po polsku: Raymond Chandler lubił fantasy, ale science-fiction chyba nie bardzo. Pod odnośnikiem wyciąg z jego listu, gdzie parodiuje “typowe” amerykańskie sf. Najciekawsze jest w tym być może to, że w latach 50tych użył słowa “google” (Miałem dokładnie cztery sekundy, aby podkręcić dezintegrator, ale Google poinformował mnie, że to nie wystarczy).

Na blogu benedante całe mnóstwo dodatkowych odnośników: o czytaniu książek versus słuchaniu audiobooków, spadku ludności w Europie południowo-wschodniej, recenzji wegańskich burgerów, o sceptycznym podejściu do raportów o kobietach-wikingach i tak dalej. Najciekawsza dla mnie historyjka o przedmieściu na Florydzie, w którym sąsiedzi zaczęli się naprawdę nienawidzić. Kiedyś to miła miła okolica, z przyjaznymi sąsiadami. Teraz wszyscy na siebie krzyczą, łypią na innych spode łba, kablują policji… nie, nie chodzi o to, że wzywają policję do prawdziwych przestępstw, bo w tym by nie było nic złego. Jedna sąsiadów wysłała sama do siebie czekoladowe penisy tylko po to, by móc oskarżyć inną grupę o napastowanie seksualne. Co się zmieniło? Nie wiadomo. Ci sami ludzie, którzy kilka lat temu pomagali wszystkim potrzebującym.

Jest jedna historia, o której wszyscy piszą, więc nie byłem pewny, czy jest sens jest zamieszczać, ale co tam: w Chinach biznesmen troszkę nie lubił innego biznesmena. Najął więc płatnego zabójcę, by ten zajął się problemem. Płatny zabójca nie chciał sam sobie brudzić rączek, więc najął innego płatnego zabójcę, oczywiście za sumę już mniejszą. Tamten z kolei poszukał jeszcze innego, i tak dalej, aż w końcu piąty z kolei płatny zabójca wkurzył się, że ma dostać tak mało i wsypał policję.

Nie znam zbyt wielu zachodnich publicystów, ale nazwisko Eda Westa wiele razy obijało mi się o uszy i czasami jego felietony czytywałem. Tym razem Ed West pisze o niebezpieczeństwie polaryzacji w polityce, ale w dość nieoczekiwany sposób. Otóż, kiedy większość ludzi zaczyna być singlami, gdy kobiety i mężczyźni zamiast wchodzić w trwałe związki zaczynają siebie unikać, przestają się także rozumieć, a polityka staje się naprawdę paskudna.Teza wydaje się wam głupia? To przeczytajcie, bo West argumentuje dość rozsądnie.

Jak to się dzieje, że współczesnym alpinistom udaje się dokonywać wyczynów, które kiedyś uznawano za ekstremalnie trudne? Odpowiedź brzmi: postęp nauki. Nawet, gdy mowa o wspinaczce bez zabezpieczeń. Serio! Nie wiedziałem nawet, że wydawałoby się tak prosta sprawa, jak buty do wspinaczki, mogą znacząco ułatwić (lub utrudnić) wspinaczkę. Do tego sprawa ćwiczeń: alpinista może i wspina się bez zabezpieczeń, ale za to może znacznie więcej wcześniej trenować w zabezpieczeniach i próbować różnych niebezpiecznych i ryzykownych technik, wiedząc, że jakby co nie zginie.

Czy Spartanie naprawdę byli takimi wspaniałymi wojownikami? Czy w Sparcie dobrze się żyło? Cykl artykułów z acoup.blog rozwiewa wszelkie wątpliwości. Najbardziej urocza historyjka to ta, jak w ogniu walki Spartańscy jeźdźcy zeskoczyli z koni i złapali za tarcze leżące na ziemi, należące do innego miasta. Sądzili, że sprawią przeciwnikom niemiłą niespodziankę. Tymczasem z tego powodu przeciwnicy nie wiedzieli, że walczą ze Spartanami i solidnie im wklepali. Wniosek? Owszem, Spartanie może i byli nieco lepszymi wojownikami niż sąsiedzi, ale nie byli supermanami. Często przegrywali bitwy; mieli za to Reputację przez gigantycznie wielkie “R” i to ta Reputacja (przez ogromniaste “R”!) bardzo im się przydawała. Za to żyli w państwie fatalnie rządzonym, które było piekłem dla ogromnej większości mieszkańców.

Na blogu Scotta Alexandra felieton o roli finansowych bodźców. Otóż niby finansowe bodźce nie działają tak bardzo, jak to się przyjmowało kiedyś w ekonomii. Scott najpierw omawia wyniki badań: gdy zapytać człowieka “jak sądzisz, czy gdyby ktoś dostał dochód podstawowy ot tak, za nic, czy by przestał pracować?”, to człowiek odpowiada “tak, oczywiście!” (no dobra, 50% człowieków tak odpowiada 😀 ), ale jak zapytać “a ty byś przestał pracować” to odpowiedź zwykle brzmi “nie”.  Scott jednak zauważa, że bodźce nie muszą działać na wszystkich. Jego pierwszy argument można mniej więcej streścić tak: jeżeli potrzebuję kogoś do czyszczenia kibla, to nie muszą zgłosić się wszyscy. Wystarczy, że bodziec finansowy (oferowana zapłata) zadziała na jedną osobę – i to już może mieć gigantyczne efekty w prawdziwym świecie.

Nigdy wcześniej nie słyszałem o Gordonie Tullocku, dziwne, bo facet musiał być łebski jak mało kto. Artykuł omawia kilka jego interesujących spostrzeżeń. Pierwsze: co się dzieje, gdy samochody stają się bezpieczniejsze? No wiecie, poduszki powietrzne, automatyczne hamulce i tak dalej. Zwykły człowiek powiedziałby coś w rodzaju “eee no pewnie będzie mniej wypadków śmiertelnych”. Tullock natomiast powiedział “skoro jest mniejsze ryzyko związane z wypadkami, ludzie zaczną jeździć bardziej ryzykownie”. Jego sposób na to, by nakłonić ludzi do bezpieczniejszego jeżdżenia, jest dość drastyczny (he, he. Przeczytajcie), ale prowokuje do myślenia. Oprócz tego o korupcji (skoro w źle zarządzanym kraju korupcja w gruncie rzeczy jest korzystna, to dlaczego jest zła) i biologii (jaka jest optymalna strategia wyszukiwania pożywienia przez pewien gatunek ptaków?).

A na koniec, obrazek. Gdzie sądzono i skazywano najwięcej czarownic?

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.