Linkownia czterdziesta druga

Koniec wakacji, zbliża się początek semestru i już czuję na barkach ciężar obowiązków, które nieuchronnie na mnie spadną po pierwszym spotkaniu dydaktycznym. Po raz pierwszy będę miał zwiększone pensum dydaktyczne (liczbę godzin do odbębnienia ze studentami). Wprawdzie, jako asystent miewałem godzin znacznie więcej – ale wtedy byłem młodszy. Ach, gdzież te czasy, gdy siedziałem w niedzielę w pracy od ósmej do dwudziestej pierwszej i uważałem to za coś normalnego!

No, ale dość narzekania, czas na odnośniki. Na początek, coś politycznego: czy PiS kupował wyborców? Tytuł dość clickbaitowy (czyli, tłumacząc na polski, klikbajtowy), chodzi zaś tylko o sprawdzenie, czy istnieje korelacja między wydatkami z programu 500+, a liczbą głosów w ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego w porównaniu do liczby głosów oddanych na PiS w wyborach 2015. Korelacja istnieje. Jak ten fakt zinterpretować, zależy już od was, drodzy czytelnicy.

Teraz już będą same odnośniki po angielsku. Jak to jest, nazywać się pan albo pani Null? Oj, nieciekawie w dzisiejszym skomputeryzowanym świecie. Christopher Null ma adres pocztowy null@nullmedia.com. System informatyczny Bank of America jednakże odmawiał obsługiwania adresów z nazwą odbiorcy “null” (czyli, mniej więcej: “puste”), pan Null więc specjalnie dla banku stworzył sobie alias pocztowy. Wkrótce Bank of America dokonał aktualizacji systemu i wkrótce pan Null odkrył, że obecnie system banku odmawia obsługi adresów, w których gdziekolwiek występuje ciąg “null”. Z kolei pani Jennifer Null ma problemy z rezerwacją biletów lotniczych online, z wysyłaniem formularzy podatkowych przez sieć i tak dalej. No, ale tak to jest, jak systemy są napisane w durnych językach skryptowych.

Z tej samej strony ciekawostka, która najpierw powoduje u człowieka chęć palnięcia się w czoło, a potem refleksję, że jednak rzecz nie taka głupia. Farmerzy czasami dają krowom do zjedzenia kawałek magnesu. Dlaczego? Bo krowy są tępe jak… krowy. Jedzą wszystko, co im się podstawi pod pysk. Zwykle jest to siano, ale w sianie czasami mogą się trafić śmieci: pół biedy, jak będzie to stara gazeta, gorzej, jeżeli śmieć okaże się być przerdzewiałym gwoździem, albo kawałkiem drutu kolczastego. Krowa zeżre. A potem taki drut może podziurawić jej żołądek. Rozwiązanie: dajemy krowie magnes, który jest za duży, by trafić za daleko w przewodzie pokarmowym. Krowa zeżre gwoździa, gwoźdź zamiast utkwić w ścianie żołądka zostaje wyłapany przez magnes. Po iluś tam latach krowa w końcu zdycha, magnes się wyciąga, śmieci oddaje do skupu złomu a magnesik daje kolejnej krowie.

To była rzecz, która początkowo się wydawała głupia, ale po zastanowieniu wcale taka głupia nie była. Czas na wiadomość o czymś tak głupim, że nawet po wyjaśnieniu dalej jest głupie. Dwóch farmerów w Australii zostało skazanych na więzienie za przemyt świńskiej spermy z Danii. Nie jest dla mnie do końca jasne, czy był to jednorazowy wybryk i przestępstwo zostało wykryte już po urodzeniu małych prosiaczków, czy też niecny proceder trwał od dłuższego czasu. Przestępcy próbowali zakamuflować spermę w butelce po szamponie, ale najwidoczniej czujni celnicy nie dali się zwieść. Może powinni zamiast tego przemycać towar w ustach, a na granicy udawać niemowy. A tak serio: bandyci naruszyli przepisy o bezpieczeństwie biologicznym, kwarantannie oraz próbowali zdobyć nieuczciwą przewagę nad konkurencją.

Mimo wszystko, wciąż uważam to za głupie. Wyobraźcie sobie, jak biedacy będą się wić, gdy wnuczek ich zapyta Dziadku, za co siedziałeś w więzieniu?

Teraz o pożarach w Amazonii: kilka faktów i sprostowań mitów. Nie, Amazonia nie jest zielonymi płucami świata. W porównaniu do średniej wieloletniej, pożarów nie jest jakoś bardzo dużo, najwidoczniej zawsze tam palili lasy i nikt się nie przejmował.

Z cyklu durne mapy: jak można podzielić Europę? Mapy średnio dokładne, ale interesujące.

Za pośrednictwem blogu vaviper, odnośnik do starożytnej chińskiej techniki łowienia ryb przy pomocy siarki. Ponoć wiele gatunków ryb pędzi do światła, jak ćmy. Rybacy wykorzystują to paląc pochodnie, albo – we współczesnym świecie – wykorzystując silne elektryczne lampy. Ale wciąż jest kilku sześćdziesięcioletnich staruszków wykorzystujących stare, dobre przepisy: pochodnia z mieszaniną siarki z czymś tam, zapalamy i patrzymy, jak durne ryby zabijają się, by wpaść do sieci. Pod odnośnikiem filmik, w którym początek jest dość niesamowity: widok, jak w ciemności wyskakują nagle ryby u mnie spowodował opad szczęki.

Za pośrednictwem blogu benedante, odnośnik do artykułu o dawcach spermy. Wiele samotnych kobiet idzie do kliniki w nadziei, że zostaną matkami cudownych dzieci: inteligentnych, pięknych i tak dalej. Biorą więc foldery, kartkują i wyszukują dawców, inteligentnych jak Einstein i pięknych jak Bellmondo. A potem, okazuje się, jest jak w tym dowcipie z ja ci dam Bellmondo: całkiem sporo odkrywa później, że dawcą był doktor kierujący kliniką.

Za pośrednictwem benedante jeszcze dwa odnośniki: pierwszy, do audytu fejsbuka. Konserwatyści narzekali, że fejsbuk ich dyskryminuje; audyt, kierowany przez republikańskiego senatora, żadnej dyskryminacji nie odkrył. Odkrył za to, że wszyscy sądzą, że są dyskryminowani. Czyli, nic się nie dzieje, rozejść się. Artykuł radośnie pisze, że oskarżenia także Twittera o dyskryminację są bezpodstawne, ale przecież jest mi znanych mnóstwo przypadków anegdotycznych, w których wyraźnie pewne skrzywienie ideologiczne widać: od eksperymentu, w którym pani Candace Owens wzięła tweety pani Yeong, dziennikarki New York Timesa i puściła je, zamieniając tylko “biali” na “żydzi” (konto pani Owens zostało błyskawicznie zablokowane, pani Yeong nie poniosła żadnych konsekwencji, o ile mi wiadomo). Albo ten przypadek, gdy sztuczna inteligencja zaczęła klasyfikować tweety pod względem “toksyczności”, okazało się, że najbardziej toksyczne są tweety niewłaściwych osób… więc sztuczna inteligencja, oczywiście, okazała się niewrażliwa na kontekst, niuanse i takie tam, bo przecież każdy wie, że kiedy homoseksualista powie spi*laj, pedale to jest to w porządku, a gdy to samo powie ktoś inny, to jest to obraza.

Być katem w średniowieczu wcale nie było łatwo. Z jednej strony, fajnie pomachać sobie mieczem, ale z drugiej… jeżeli w czasie egzekucji coś poszło nie tak (na przykład, jeżeli głowa skazańca odpadła dopiero za trzecim razem) tłum winił kata i potrafił obrzucić go kamieniami. Na dodatek, mało kto chciał z tobą gadać, ciężko było znaleźć żonę i nie mogłeś zmienić zawód, gdyby ci się znudziło. Syn kata musiał zostać katem. Więcej tego typu informacji w przecudownym artykule o pamiętniku jednego kata z Norymbergi, Frantza Schmidta, który w ciągu czterdziestu pięciu lat ściął prawie cztery setki ludzi. Facet nie chciał być katem. Odziedziczył profesję po tatusiu, który też nie chciał być katem, ale został zmuszony do przyjęcia tej fuchy przez jednego wkurzonego księcia. Ostatecznie (o tym w artykule nie ma, ale można to sobie znaleźć)  Frantzowi udało się porzucić zawód i zostać “konsultantem medycznym”.

Nie będzie chyba niespodzianką, jeżeli przyznam, że lubię anime. A skoro lubię anime, to nie będzie chyba niespodzianką, jeżeli dodam, że wśród moich ulubionych anime jest Melancholia Haruhi Suzumiya. Dlatego z prawdziwą przyjemnością przeczytałem artykuł dowodzący, że w tym serialu Kyon jest kimś innym, niż się wydaje… (mnóstwo psujów (spojlerów) w środku, kto nie oglądał serialu, niech nie czyta).

Ze staroci: po co właściwie potrzebni są dziadkowie i babcie? Teoretycznie, dla ewolucji najważniejsze jest, byśmy zostawili potomków. Bez sensu jest, by kobieta, która już nie może po menopauzie urodzić dzieci, żyła jeszcze czterdzieści czy pięćdziesiąt lat. Bez sensu? A może wprost przeciwnie? W artykule historie o słoniach: w czasie suszy stada pod wodzą najstarszych słonic miały większe szanse przeżycia, bo stare słonice pamiętały, gdzie w czasie poprzednich suszy można było znaleźć wodę. Druga historia o młodych samcach słoni, które przeniesiono do parku Pilanesberg. W Pilanesbergu Młode samce zaczęły rozrabiać jak nie przymierzając kibice Lecha na wyjeździe w Wilnie. Zabijały nosorożce, atakowały turystów no i trzeba było młodych chuliganów odstrzeliwać. Biolodzy byli zdumieni: zwykle samce przechodzą przez krótki, trwający parę miesięcy okres, gdy dostają nagle potężny zastrzyk testosteronu i stają się nadzwyczajnie agresywne, ale – no właśnie, trwa to parę miesięcy i młode samce się uspokajają, a te, po przeniesieniu, nie chciały się uspokoić. Co się okazało? Normalnie młody agresywny samiec podskakuje do starego samca, dostaje bęcki i się uspokaja. Niestety, do Pilanesbergu starych samców nie przenoszono. Biolodzy zarekomendowali więc naprawić to niedopatrzenie i wkrótce wszystko wróciło do normy – młodzież dostała bęcki, przemyślała sprawę bezsensu przemocy i się ustatkowała. Czyli – po co są dziadkowie? By narzekać na młodzież i dawać im po łbie, a babcie? By pamiętać stare, dobre czasy. A serio: najwidoczniej ludzie, którzy są już za starzy, by się rozmnażać, pełnią wartościową rolę zwiększającą szanse przetrwania rodziny. Zgromadzili doświadczenie i wiedzę, którą mogą wykorzystać (to znaczy, tak było kiedyś, przed smartfonami). Poza tym mogą się opiekować wnuczkami, co wpływa zresztą pozytywnie na zdrowie samych dziadków.

Ciekawostka: artykuł zatytułowany “part 1” nie ma części drugiej.

W kolejnym artykule naukowcy próbują odpowiedzieć na pytanie, które zwierzęta najszybciej mogłyby uzyskać inteligencję na ludzkim poziomie. Szympansy oraz bonobo są wymieniane najczęściej, oprócz tego delfiny, słonie oraz.. bakterie. Medal dla najbardziej przemądrzałego mózgowca trafia do profesora psychologii, Stevena Pateka, za historyjkę o żukach z eksplodującymi odbytami.

Dla fanów poszukiwania życia na obcych planetach: krótki artykulik o tym, jakie planety byłyby najlepsze, by powstało na nich szybko różnorodne życie. Odpowiedź: z gęstą atmosferą, długimi dniami (czyli obracające się raczej wolno), kontynentami i dużymi oceanami. Uff, ale się zdziwiłem.

Najdłuższy, najstarszy i najciekawszy artykuł zostawiłem na koniec. Opowieść o komputerowych symulacjach prawdziwych społeczności. Wszyscy znają Grę w życie, tutaj zaczyna się dosyć podobnie. Pierwszy przykład to: dlaczego w społecznościach wielorasowych dochodzi do segregacji i powstawania dzielnic typowo “czarnych” (pardon, afroamerykańskich) albo “białych”? Czy dlatego, bo tam są sami rasiści? Otóż nie, mówi profesor Schelling. Stworzył prostą grę, w której mamy planszę zajmowaną przez agentów w dwóch kolorach, powiedzmy czerwonych i niebieskich. Agenci mają preferencje, koło kogo chcą mieszkać i mogą się zamieniać miejscami z innymi. Co się stanie, jeżeli agenci chcieliby, by co najmniej połowa ich sąsiadów była tego samego koloru, co oni? Teoretycznie, gdybyśmy mieli idealnie wymieszaną planszę, bez segregacji rasowej, tak właśnie by było, prawda? A więc takich agentów trudno nazwać rasistami. A jednak, symulacja gry opartej o takie założenia prowadzi zawsze do powstawania planszy podzielonej na wyraźnie “niebieskie” i “czerwone” dzielnice. Ale to nie wszystko: co się stanie, jeżeli agent po prostu będzie chciał mieć obok co najmniej jednego sąsiada w swoim kolorze? To znaczy: “czerwony” agent będzie szczęśliwi, mając wokół niemal samych “niebieskich” agentów, o ile tylko nie będzie całkiem sam i o ile chociaż jeden sąsiad będzie “czerwony” jak on. Skutek symulacji? Taki sam, tylko trwa to nieco dłużej. Plansza ostatecznie dzieli się na “czerwone” i “niebieskie” dzielnice.

Drugi przykład z artykułu modeluje korupcję. Profesor Hammond  stworzył agentów nieco bardziej skomplikowanych, o ograniczonej wiedzy (tzn, wiedzących tylko o tym, co się dzieje w okolicy oraz otrzymujących informacje od przyjaciół – a dokładniej, agentów takich stworzyli profesorowie Epstein i Axtell, a Hammond wykorzystał ich modele przy symulowaniu korupcji). Agenci mogą być biurokratami, albo obywatelami: na dodatek mogą być uczciwi, albo skorumpowani. Jeżeli spotka się dwóch skorumpowanych ziomali, to obydwaj zyskują. Jeżeli skorumpowany trafia na uczciwego, to uczciwy zgłasza raport o ziomalu na policję. Dodatkowo, na zachowania agentów wpływają wiadomości o tym, czy ktoś został ostatnio skazany za korupcję. Jeżeli ostatnio aresztowano kogoś z jego kręgów, agent na wszelki wypadek przez jakiś czas zacznie zachowywać się uczciwie. Symulacja zaczyna się od powszechnej korupcji, po czym – po iluś turach – zawsze następuje zmiana zachowania agentów, w którym wszyscy zaczynają się zachowywać uczciwie. Po prostu, przypadkiem akurat zbiega się w czasie aresztowanie wielu ziomali, inni się o tym dowiadują, na wszelki wypadek zaczynają się zachowywać uczciwie, co zmniejsza zyski z korupcji i ryzyko wpadki, co powoduje kaskadowo zmniejszenie zysków z korupcji i zwiększenie ryzyka i… ziomale przechodzą do lamusa historii. O ile się orientuję, symulacja ma tylko jedną wadę: zakłada, że ziomal, który zachowuje się uczciwie i trafia na skorumpowanego ziomala, zamiast się ucieszyć, wkurzy się i złoży raport na policję (na wszelki wypadek, zapewne, bojąc się prowokacji).

Mimo wszystko symulacja ta sugerowałaby, że mają sens wielkie, nagłaśniane akcje przeciwko korupcji, w których równocześnie aresztuje się wiele osób.

Co ciekawe, gdy agentów w symulacjach wyposażono w wiedzę o wszystkim, co się dzieje (tzn. gdy przestali polegać na informacjach od znajomych) efekt zaniku korupcji nie wystąpił.

W innej symulacji agenci (różnych “kolorów”) boją się aresztowania, ale nie lubią też agentów innych kolorów. Jeżeli bardziej nie lubią innych agentów niż się boją, zaczynają rozrabiać – w tej symulacji, zabijają sąsiada w innym kolorze. Symulacja zawsze kończy się ludobójstwem – w którym planszę zajmują agenci tylko jednego koloru. Wprowadzenie agentów-stróżów prawa, którzy reagują na morderstwa, spowalnia ostateczny rezultat; w końcu jednak zawsze pojawia się przypadkowa fala tylu zabójstw, że stróże nie są w stanie z nią poradzić i dochodzi do genocydu.

Na koniec: symulacja społeczności w Anasazi, prehistorycznej społeczności w Ameryce, która rozwijała się przez setki lat, by potem nagle zniknąć. Tego już nie streszczę, jak ktoś jest ciekawy, niech przeczyta.

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.