Linkownia czterdziesta

Dzisiejszą linkownię zaczniemy od wpisu Jakuba Ćwieka sprzed mniej więcej roku na temat tych wrednych pisarzy, którzy zamiast dwadzieścia cztery godziny na dobę pisać, podpisywać książki i się uśmiechać, ośmielają się czasami jeszcze spać. Część świetnie się rzecz wpasowuje w moje własne rozważania pt O czym może blogować debiutant: otóż, najlepiej, by pisarz nie miał żadnych poglądów. Poza tym wniosek z lektury jest taki, że nieważne, jak się będziesz zachowywał, część czytelników i tak cię uzna za buca.

Dalej po polsku: polscy astronomowie opracowali trójwymiarową mapę drogi mlecznej. W środku ładny, chociaż krótki film (niecałe dwie minuty). Najciekawsza rzecz: uważano, że kształt naszej galaktyki to płaski dysk, tymczasem się okazuje, że na brzegach ten dysk się nieco wypacza.

Wciąż po polsku: mało wam było gier na podstawie książek polskich autorów? To będzie więcej: na podstawie cyklu Jacka Piekary o inkwizytorze Mordimerze powstanie gra. Twórcy pozyskali od inwestorów kasę i już wkrótce zabiorą się do roboty, chociaż wymieniane sumy nie powalają na kolana, gdy pamięta się o budżecie wiedźmina. Życzę im szczęścia, chociaż jak dla mnie Piekara znakomity pomysł rozwlekł do granic możliwości i nawrzucał za dużo tortur i seksu do powieści.

Skoro wspomniałem wiedźmina, to inny (nie aż tak) stary felieton pana Marcina Zwierzchowskiego, niedawno przeze mnie wygrzebany: kto komu więcej zawdzięcza, Sapkowski grze, czy gra Sapkowskiemu? Każdy oczywiście ma swoją opinię (ja również), ale, jak to mówią, mądrego człowieka warto poczytać.

Przy okazji badań archeologicznych jaskini pod olsztyńskim zamkiem doszło do małej sensacji: archeolodzy, oprócz średniowiecznych artefaktów, odnaleźli koło dwustu narzędzi neandertalczyków, wykonanych przed czterdziestu tysiącami lat! Oprócz tego odkryto piec, który być może służył do fałszowania monet (tak spekulują archeolodzy, no bo po co komu piec ukryty w środku jaskini), szkielet psa i zbutwiałe drewno.

Czy wiecie, jak duża byłą największa małpa z rzędu naczelnych? Po wyprostowaniu, trzy metry. Gigantopitek żarł bambusy (jak panda), zapewne chodził na czworakach, ale kto go tam wie. Więcej pod ostatnim odnośnikiem po polsku.

Teraz zbiór łączy do ciekawych stron po angielsku, a angielski, wiadomo, trudny język. Zwłaszcza dla Polaków, którzy notorycznie popełniają identyczne błędy w wymowie. Ubezdźwięcznianie spółgłosek na końcu wyrazów (czyli mówimy “bet” zamiast “bed”) to błąd, o którym pewnie wszyscy wiemy, ale jest ich więcej: mnie na przykład zdziwiło, że Anglicy inaczej dzielą wyrazy – w sensie, artykuł twierdzi, że by wymawiamy “What – are – Ed – and – Janet – eating”, a Anglicy: “Wha-tare-E-dand – Jane- teating”. Może i tak, przysłuchiwałem się próbce dźwiękowej kilka razy i faktycznie jest spora różnica w sposobie wymowy “polskiej” i “angielskiej”.

Oczywiście, są osoby anglojęzyczne, które się z kolei uczą naszego języka i odnajdują w nim czasami różne skarby i skarbiki. Jedna z nich prowadzi bloga. Można tam przeczytać wiele interesujących, a czasami zabawnych spostrzeżeń. W jednym z nich autor (chyba on, autor) pisze o polskim humorze.

Chcecie zarobić? Nic trudniejszego. Wystarczy przejrzeć wpisu na blogu nintil, aby otrzymać kilka dolców za wskazanie błędów we wpisach autora. Powodzenia! Stawki różnią się w zależności od rodzaju błędu: od dwóch dolców od wskazania trywialnych błędów w rozumowaniu, nie wpływających na ostateczne wnioski, po pięćdziesiąt za udowodnienie błędności całego rozumowania. Literówki itd się nie liczą.

Narzekacie na rodzinę? Nie narzekajcie, mogliście trafić gorzej. Mogliście mieć kilka sióstr, z których dwie byłyby faszystkami, a jedna komunistką. Po prawdzie, tytuł artykułu strasznie clickbaitowy, spodziewałem się nie wiadomo jakich historii po Te siostry sprawią, że wasze Złe rodzeństwo wyjdą na anioły w porównaniu, a tutaj opis lekko stukniętej rodziny. Ale przeczytać i tak można.

Za pośrednictwem blogu benedante: odnaleziono pochówek celtyckiej kobiety sprzed ponad dwóch tysięcy lat. Dla mnie najbardziej interesująca jest trumna (tak!). Kobietę włożono do starannie wydrążonego pnia drzewa.

Na blogu Andrew Gelmana: łatwiej stworzyć debilną teorię, niż ją obalić oraz o tym, że post-factum to wszystko łatwo przewidzieć: na przykładzie faceta, który na poważnie twierdził, że na podstawie piętnastominutowego filmu z rozmowy nowo-poślubionych par jest w stanie w 94% przewidzieć, które z nich się rozpadną. Problem polega na tym, że słowo “przewidzieć” w jego przypadku było nadużyciem. Brał pary, filmował, potem gdy się okazywało, które pary się rozpadały, tworzył model przewidujący na podstawie zmiennych z wideo znane już mu skutki. Zadowolony z siebie brał kolejne pary, niestety za grzyba model nie chciał działać, więc go modyfikował i znowu model działał, tyle że tylko wstecz: to jest, wyjaśniał już po fakcie, a nie przed, dlaczego pary się rozpadły. I tak dalej…

Dalej: każdy, kto w szkole nie był kompletnym odludkiem, wie, że dziewczyny potrafią być równie okrutne i wredne jak chłopcy. Tyle, że są wredne i okrutne w inny sposób. Agresja chłopców jest łatwo zauważalna i prosta. Dziewczyny wolą “agresję sytuacyjną”: plotki, obmowy itd – w efekcie ten rodzaj agresji jest często ignorowany przez rodziców i nauczycieli. W artykule próba wyjaśnienia, dlaczego tak się dzieje oraz pokazanie średnich różnic w zachowaniu chłopców i dziewcząt.

Przypadkowo trafiłem na fascynującą grafikę, która obrazuje, jak kształt liter zmieniał się na przestrzeni wieków. Między innymi, jak z głowy wołu powstało nasze “a”. Na podstawie wersji alfabetu łacińskiego używanego w angielskim, więc nie ma tam nic o “ć” albo “ą”, niestety. Można sobie zamówić i powiesić na ścianie.

W naszej galaktyce gwiazd podobnych do naszego Słońca nie ma aż tak dużo. Mnóstwo jest za to gwiazd karłowatych, a wokół nic krąży zatrzęsienie planet. Niektóre z nich mogą się nadawać do zamieszkania. A może nie. Nie wiadomo. Nikt nic nie wie, ale sama lektura spekulacji na ten temat jest pouczająca.

Wiadomo, że potrzebujemy jodu. Chroniczne niedobory jodu są szkodliwe dla zdrowia. A jednak małpy bonobo, nasi nie tak odlegli krewniacy, żyją w basenie Konga, gdzie jodu niby brak, i sobie radzą bez wola wokół szyi. Jak? Otóż okazuje się, że jodu wcale im nie brak, bo wcinają zawierające go bagienne kłącza. Od razu przypomina się ta stara, wyśmiewana teoria o wpływie brodzenia na dwunożność naszych przodków. To znaczy, wiadomo, bzdura, ale widząc zdjęcie bonobo brnącego przez bagno trudno sobie o niej nie przypomnieć.

Jaka część populacji to homoseksualiści? Trudno powiedzieć; sondaże w Ameryce mówią o około czterech i pół procentach, i zdaje się, że liczba ta rośnie, w Polsce: też koło 5%, w Niemczech ponad siedem. A gdyby zapytać przeciętnych ludzi, jak sądzą, ilu jest przedstawicieli tzw. mniejszości seksualnych? W Ameryce zapytano i wyszło, że przeciętny Amerykanin sądzi, że co piąty jego rodak to gej lub lesbijka. Ciekawostka z artykułu: w programach amerykańskiej telewizji 8.8% postaci jest homoseksualna, czyli są nadreprezentowane.

Niektórzy z homoseksualistów/ek chcą mieć dzieci. O ich problemach można poczytać w artykule z Kanady. Jest tam interesująca dla mnie dana statystyczna: aż dwanaście procent homoseksualnych par w Kanadzie żyje razem z dziećmi. Oznacza to, że w ciągu góra dwudziestu lat nareszcie będzie wystarczająco dużo danych, by ocenić, jaki wpływ na dzieci ma wychowanie w rodzinie jednopłciowej. Obstawiam, że średnio żaden – w sensie, że po uwzględnieniu innych czynników (stabilność związku, wykształcenie, zarobki) nie będzie różnicy dla dzieci ze związków homo i hetero.

A na zakończenie: artykuł o krajach, które właśnie znikają z powierzchni ziemi, bo zatapia je podnoszące się morze.

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.