Linkownia trzydziesta siódma

Wakacje trwają, słoneczko na niebie, mnóstwo wolnego czasu… Teoretycznie mnóstwo czasu na prowadzenie bloga, a tymczasem jakoś tak zawsze znajdzie się coś innego do roboty. Na przykład, koniecznie trzeba trochę poleżeć na kanapie i popatrzeć w sufit.

Niemniej tradycja zobowiązuje, kolejny piątek, kolejna linkownia.

Wiecie, że na Ziemi mamy umysły tak obce naszym, tak odmienne od umysłów naczelnych, kruków czy gryzoni, że ich właściwości niektórzy próbują wyjaśnić inkorporacją retrowirusa, który przybył na naszą planetę razem z asteroidą? Ośmiornice, bo to o nich mowa, są naprawdę dziwaczne. Ich układ nerwowy jest skrajnie rozproszony, do tego stopnia, że naukowcy uważają, że nie tylko każde ramię może posiadać pewną autonomię – że nawet pojedyncze przyssawki na każdym ramieniu można uznać za… samodzielny mózg.

Dlaczego kiedyś mówiło się “kaleki”, potem “upośledzeni”, potem “sprawni inaczej”? Dlaczego wynajdujemy coraz to nowe eufemizmy, które wcześniej czy później tracą neutralny wydźwięk i trzeba szukać eufemizmów dla czegoś, co kiedyś było eufemizmem? Profesor lingwistyki John McWhorter próbuje to wytłumaczyć w swoim eseju. Każde słowo jest obciążone skojarzeniami, a eufemizm jest próbą wprowadzenia nowego określenia, wolnego od tych skojarzeń. Niestety, nowe określenie z czasem po prostu musi obrosnąć tymi samym skojarzeniami, bo przecież rzeczywistość pozostaje niezmienna – stąd potrzeba szukania nowego eufemizmu.

Każda książka fantasy musi mieć mapę. Oczywiście, są wyjątki. Jak wiadomo Sapkowski najpierw zaczął pisać opowiadania, a mapę stworzył dopiero po rozpoczęciu Sagi. W efekcie, w obiegu jest kilka map, każda z pewnymi nieścisłościami. Jedną stworzył autor czeskiego tłumaczenia. Na jej podstawie CD Projekt Red stworzył swoją. Aby uniknąć problemów licencyjnych, Netflix uznał, że lepiej zignorować mapę CDPR i stąd kolejna mapa. A oprócz tego są jeszcze mapy fanów…

Ach, netfliks i CDPR. Czyli wiadomo, wiedźmin. Wiadomo już, kto będzie robił muzykę do serialu. Nie jestem zachwycony.

Wróćmy do nauki. Wszyscy wiedzą, że homo sapiens przybyli do Europy i wyparli neandertalczyków, chociaż czy ich wyrżnęli (i zjedli), czy też zmiana była bardziej pokojowa, nie wiadomo. Tymczasem rzeczywistość wygląda na to, że była bardziej skomplikowana. Najwidoczniej było kilka fal ludzi; na przykład, odkryto czaszkę homo sapiens sapiens w Grecji sprzed ponad dwustu tysięcy lat; ciekawe to jest nie tylko z uwagi na wiek znaleziska, ale i na to, że na tym terytorium potem przez kolejne dziesiątki tysięcy lat panowali neandertalczycy. Najwidoczniej homo sapiens sapiens próbowali wedrzeć się do Europy i zostali pokonani.

Czy demokracja jest lepsza dla gospodarki niż inne systemy? Na dłuższą metę, bez wątpienia tak, twierdzą naukowcy. Ale tylko na dłuższą metę. W perspektywie życia jednego pokolenia różnice są tak niewielkie, że niezauważalne. Zwykli ludzie mogą więc poczuć się demokracją rozczarowani.

Konserwatyści kochają muzykę country (no, bez przesady, ja jakoś specjalnie nie kocham), a liberałowie (w sensie amerykańskim) nie. Dlaczego? Wiąże się to ze średnimi różnicami w charakterach i stosunkiem do zmian i tradycji.

W Izraelu odkryto osadę sprzed dziewięciu tysięcy lat. Osiedle zamieszkiwało jakieś trzy tysiące ludzi, zajmujących się rolnictwem, ale także polujących i hodujących zwierzęta. Piramidy w Egipcie powstały dopiero jakieś cztery tysiące lat później…

W ciągu setek lat okręty często lądowały na rafach, a ich załogi i pasażerowie przez całe lata byli pozostawieni sami sobie. W efekcie powstały mikrospołeczności, których analiza może okazać się całkiem ciekawa. Czasami katastrofy kończą się kanibalizmem, mordowaniem najsłabszych i tak dalej – ale czy zawsze? A jeżeli nie zawsze, to czym się różnią przypadki, w których rozbitkowie dawali sobie jakoś radę od tych, w których nawzajem się pożerali?

Coś, co powinno być lekturą obowiązkową dla każdego fana SF, oraz dla każdego czytelnika tego bloga (z uwagi na przygotowywany wywiad z Romkiem Pawlakiem): kolonizację Marsa może uniemożliwić czynnik rzadko brany przez uwagę przez pisarzy SF. Grawitacja. W doświadczeniach na szczurach w warunkach całkiem pozbawionych grawitacji, samice rzadko zachodziły w ciążę i nigdy nie donosiły ciąży do końca. Bądź co bądź, jesteśmy efektem ewolucji na Ziemi i można przypuszczać, że także rozwój płodu jest dostosowany do warunków ziemskiej grawitacji. Tak, na Marsie zero-G nie ma, ale grawitacja jest jednak bardzo niska. Można więc co najmniej spodziewać się znacząco niższej płodności i większej liczby poronień.

Fajnie by było być nieśmiertelnym? Może i tak, ale wielu twierdzi, że w końcu każdy nieśmiertelny padnie z nudów. Na blogu Alistair Young można stwierdzić śmiałe stwierdzenie, że to nieprawda; w końcu co roku ludzie piszą więcej książek, niż w ciągu roku można ich przeczytać! No nie wiem. Motywy w książkach się powtarzają, wiele z nich jest zwyczajnie nudna. Chyba, że nieśmiertelność będzie się wiązała z zapominaniem.

Dobrze być po “dobrej stronie historii”. Tyle, że czasami “dobra strona historii” jest wymyślana dopiero post factum. Jeden historyk przypomina ciekawostkę, dla mnie nieznaną: na Południu USA poparcie dla instytucji niewolnictwa było znacznie większe tuż przed secesją, niż sto, czy nawet siedemdziesiąt lat wcześniej. Pod koniec osiemnastego i na początku dziewiętnastego wieku właściciele niewolników sami uważali tę instytucję za przestarzałą, która kiedyś tam, ewentualnie, w naturalny sposób zniknie. Nie bronili jej z przyczyn moralnych, nie uzasadniali niewolnictwa rzekomą wyższością białej rasy. Zamiast tego pisali, że odziedziczyli instytucję po przodkach i cóż, trzeba z tym jakoś żyć. Dopiero ich synowie i wnukowie zaczęli dorabiać ideologię.

Za @newrealpeerreview, z cyklu w dzisiejszych czasach nie da się odróżnić lewicowych poglądów od ich parodii: artykuł profesor antropologii o kulturowym znaczeniu emoji “małego penisa” (rączka pokazująca przy pomocy dwóch palców, jaki mały jest twój kowboj).

could the small-penis emoji have the potential to bolster the credibility of an argument—or even to enact racial justice?

Na koncie @newRealPeerReview na twitterze regularnie publikują tego typu przykłady nowoczesnej nauki, artykułów opublikowanych w różnego rodzaju pismach od gender studies po antropologię: o tym, że biali heteroseksualni mężczyźni zdominowali kulturę brania prochów, że branie prochów jest utożsamiane z hegemoniczną męskością, a z drugiej strony, że napranie się na imprezie jest wbrew konwencjonalnym standardom stoickiej męskości. Aha, jeszcze, że seksualne fantazje o byciu gwałconą (naprawdę istnieją kobiety, które mają takie fantazje, co nie znaczy, że naprawdę chcą, by fantazje się spełniły – fantazje to nie pragnienia) to epigenetyczna legacy trauma wywołana kolektywnymi cierpieniami kobiet w przeszłości – z obowiązkowym porównaniem do… Holocaustu (!!!). Wprawdzie z ostatnich przykładów nic nie przebije tzw. autoantropologii (kiedy kobieta/facet pisze artykuł analizujący sam siebie), ale i tak można się trochę pośmiać.

Za pośrednictwem blogu benedante, odnośnik do artykułu o tradycyjnych lewicowcach, którzy odrzucają retorykę i hasła nowoczesnej, przebudzonej lewicy. Którzy wciąż uważają, że należy walczyć o rozwiązanie problemów klasy robotniczej, a nie problemów bogatych białych kobiet z klasy średniej. Dla mnie: bardzo interesujące.

Na koniec, kilka ciekawostek zebranych z blogu vaviper (tutaj odnośnik do jednego ze zbiorów na tymże blogu). W czasie wojny Amerykanie zrzucili na spadochronach dziesiątki tysięcy pianin. Były to specjalne wersje, trwałe, z minimalnym zużyciem metalu, przeznaczone do działań frontowych, by podwyższyć morale żołnierzy. Dalej: Amerykanie są coraz słabsi: siła uścisku (grip strength) jest znacząco mniejsza, niż w poprzednich pokoleniach. Cóż, siła jest coraz mniej potrzebna, coraz częściej wyręczają nas maszyny. By głupią śrubkę odkręcić, wystarczy złapać za wkrętarkę, zamiast się męczyć ze śrubokrętem. Czego konserwatyści uczą się na amerykańskich uczelniach? Jak sobie radzić z prześladowaniami, jak bronić swoich poglądów przed napastliwymi kolegami i profesorami.

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.