Wywiad z Witoldem Dworakowskim

Witold Dworakowski jest autorem zbioru opowiadań “Pani Czterdziestu Żywiołów” oraz wielu opowieści, które czekają obecnie na publikację. Oprócz tego popełnił kilka opowiadań, z których jedno pojawiło się drukiem w “Science Fiction, Fantasy i Horror”, a trzy pojawiły się w magazynie kultury popularnej “Esensja”.

Pisze bardzo charakterystycznym stylem, który albo się kocha, albo nienawidzi. Jego historie pełne są akcji, pełnokrwistych bohaterów, a to wszystko dziejące się w sztafażu zbudowanym z najróżniejszych elementów. Kiedyś napisałem, że ma wszelkie szanse na zostanie autorem kultowym: takim, który będzie miał wierną grupę fanów uwielbiających jego prozę, a do tego drugą grupę czytelników nie mogących zrozumieć, na czym polega jego fenomen. Witold ma zaledwie trzydzieści lat, czyli zostało mu jeszcze całkiem sporo życia, by zdążyć napisać kupę świetnych książek i dowieść, że mam rację.

Witold zgodził się zostać ofiarą pierwszego przeprowadzonego przeze mnie wywiadu.

INSPIRACJE

Radomir Darmiła:
Witaj Witku, dzięki, że zgodziłeś się udzielić wywiadu. Na początek pytanie najważniejsze: Stargate, Star Wars czy Star Trek?

Witold Dworakowski: Star Wars za Moc i przygodę, Stargate za osadzenie w “ziemskich” realiach. Star Trek jakoś nigdy mnie nie wciągnął. Raz tylko obejrzałem dwuczęściowiec o Borgu. Nie zapytałeś o Babylon 5. Ani o Farscape :D.

Radomir Darmiła:
Nie, bo te seriale mają jakby mniej fanatycznych zwolenników no i – ich nazwy nie zaczynają się od “Star” 😉

Witold Dworakowski:
Ale fabularnie B5 to małe mistrzostwo świata.

Radomir Darmiła:
Mnie pierwszy sezon nudził. Gdyby nie zachęty znajomych, że serial później się rozkręca, przerwałbym po kilku pierwszych odcinkach.

Witold Dworakowski:
Ano, 1. sezon nudnawy. No i scenografia + archaiczne CGI trochę gryzą w oczy.
Farscape to samo – trzeba przebrnąć 1,5 sezonu średnich odcinków, żeby dotrwać do tego, co miodne 😀

Radomir Darmiła:
Babylon, Farscape… to wszystko stare seriale. Jesteś fanem retro? Muzyki, gier, filmów z lat osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych?

Witold Dworakowski:
Hmm. Kocham klimaty w stylu cyberpunku z neonami. Ale bardziej w dziedzinach wizualno-muzycznych (muzyka retro-electro, synthwave itp.). Według mnie te klimaty wrócą na stałe do popkultury (patrz Cyberpunk 2077) 😀 .

Radomir Darmiła:
To widać. Mam wrażenie, że pisząc książki, w głowie masz cały czas scenografię z tych starych filmów.

Witold Dworakowski:
Oj taak. Kiedyś napisałem nawet taki fragment <szuka>:

– Piękne – powtórzyła Olvich. – Coraz bardziej mi się tu podoba.
– W knajpie? – zapytała Nite.
– W mieście. Tu jest coś, czego już nie mają na Ziemi: klimat. Atmosfera
przez ogromne „A”. Toronto, Sidney czy Warszawa wyglądają jak makiety z
plastiku i szkła, za to tu… – Zawiesiła głos, szukając odpowiedniego
porównania. – Tutaj wręcz oddychasz światłem neonów.

Radomir Darmiła:
Ale nawiązujesz nie tylko do starych seriali i filmów. Innym źródłem inspiracji jest zdaje się anime, prawda? Na przykład, w jednej z twoich powieści jest księżyc o wyglądzie żywcem wziętym z anime właśnie. I teraz pytanie: jesteś tylko zaznajomiony z anime, czy też możesz uznać się za fana, mangozjeba/otaku?

Witold Dworakowski:
Otaku – nie, mangozjeb – nie. Nic ze skrajności. Ale mangę i anime bardzo lubię.
Bardzo lubię, zwłaszcza to, jak są tam przedstawione pojedynki jeden na jeden.

Radomir Darmiła:
No właśnie, masz sporo takich dość specyficznych, niszowych wręcz nawiązań. Anime – ale także związane z językiem i kulturą nazwijmy to “internetową”.

Witold Dworakowski:
Bo teraz internet i rzeczywistość to jeden byt. Nie do rozdzielenia.

Radomir Darmiła:
Sądzisz, że nie da się funkcjonować w kulturze nie znając nawiązań internetowych? Kultura memów jest częścią pop-kultury?

Witold Dworakowski:
Częściowo już jest – patrz obecni 20-latkowie. Dodatkowo, już teraz mamy pokolenie, które nie wie, czym była dyskietka. Docelowo popkultura przesiąknie kulturą memów i to będzie naturalny proces.

Radomir Darmiła:
Być może – ale są chyba wciąż ludzie nieco starsi, którzy wychowali się w innym świecie, takich starych przysłowiowych dziadków (jak ja). Masz takich czytelników? No wiesz, takich, którzy są poza twoim kręgiem skojarzeń, którzy Ciebie czytają, ale nie rozumieją nawiązań?

Witold Dworakowski:
Hmm. Mam fanów w pracy. A poza nimi – pojęcia nie mam. Zresztą, wracając jeszcze do poprzedniego pytania, to zupełnie jak z samochodami – porównaj sobie sytuację sto lat temu i dziś. Kiedyś były one nowością, której niektórzy się bali. Dziś nie da się żyć bez motoryzacji.

Radomir Darmiła:
Dzisiaj każdy producent tworzy podobne samochody, różniące się detalami. Chyba nie chcesz powiedzieć, że dojdzie do ujednolicenia kultury?

Witold Dworakowski:
Wątpię, żeby doszło do takiego ujednolicenia. Za unifikacją stoją księgowi i wizja zysków. Za kulturą jako taką – nie.

Radomir Darmiła:
Mówisz? Ale o wydawaniu książek, produkcji filmów też przecież ostatecznie decyduje, co się sprzeda, a co nie. Dlaczego by kultura miałaby więc być bardziej odporna na księgowych liczących zyski? Kiedy Grey odniósł sukces, pojawił się wysyp greyopodobnych powieści (weźmy nawet naszą pewną wspólną znajomą).

Witold Dworakowski:
Pomijasz generator kultury w postaci fanów. Tam się dzieją dzikie rzeczy. Memy to odłam dużo szerszego procesu.

Radomir Darmiła:
W sumie prawda. Samochodów nie można konstruować samemu w garażu – książkę tak. Z drugiej strony, kiedyś samochody można było tworzyć samemu. A co, jeżeli kiedyś jakiś pan Zatroskany Prawodawca postanowi, by uregulować kwestię tworzenia kultury? Niezły pomysł na dystopię. Już teraz przecież mamy próby regulowania przestrzeni internetu.

Witold Dworakowski:
Obym nie dożył takiej dystopii :). Ale doświadczenie podpowiada, że każdy zakaz da się obejść.

Radomir Darmiła:
Lubisz stare seriale, muzykę nawiązującą do lat 80-tych czy 90-tych… A co z literaturą? Lubisz klasyczne SF? Lem, Zajdel, Wiśniewski-Snerg, Dick, Harry Harrison, Stableford, Philip Jose Farmer?

Witold Dworakowski:
Szczerze? Niezbyt :). Z Lema cenię “Niezwyciężonego”, “Dzienniki gwiazdowe” i “Śledztwo”.

Radomir Darmiła:
Bluźnierca!

Witold Dworakowski:
Za to uwielbiam cykl hyperioński Simmonsa i serię “Przestrzeń Objawienia”
Reynoldsa. Jak to się teraz mówi: sztos.

Radomir Darmiła:
W twoich powieściach masz miszmasz różnych pomysłów. Faszystowskie nanozombie, starożytni Atlantydzi, psychokinetycy, atomówki i miecze. Skąd czerpiesz inspiracje?

Witold Dworakowski:
Inspiracje czerpię skąd się da. Filmy, seriale, książki. Anime (bo wyrosłem na anime). Stare seriale animowane (“SWAT Kats”! “Exosquad”!). Z Internetu (conceptships.blogspot.com!). Z popkultury (superbohaterowie!). Nic nowego się już nie wymyśli, więc trzeba brać z tego, co jest. Kwestia sprowadza się do tego, CO i JAK się wymiesza.

O PISANIU I BYCIU PISARZEM

Radomir Darmiła:
Jesteś fanatykiem jazdy na rowerze. Aż prosi się o pytanie: czy podczas jazd przychodzą ci do głowy jakieś fajne pomysły na książkę?

Witold Dworakowski:
Nie, podczas jazdy nie przychodzą żadne pomysły. Czasem tylko obracam w głowie pewne sceny. Rower jest od tego, żeby wyczyścić przestrzeń miedzy uszami. Zresetować się.

Radomir Darmiła:
Przejdźmy do spraw nieco poważniejszych. Piszesz SF, ja zresztą też. Czy powieści SF są już współcześnie częścią mainstreamu, czy wciąż należą do getta? A jeżeli do getta, to czy pisarze SF powinni dążyć do uznania SF za część mainstreamu?

Witold Dworakowski:
1. Nie wiem. 2. Nie wiem.
W poważaniu mam przynależność gatunkową. Grunt, żeby historia była dobra.

Radomir Darmiła:
Pewien nasz znajomy pisarz twierdzi, że autor ma obowiązki wobec społeczeństwa. Jaka jest twoja opinia? Czy pisarz jest rzemieślnikiem dostarczającym rozrywki, artystą rozszerzającym kulturę, czy wychowawcą? Czy autor powinien dokonywać autocenzury?

Witold Dworakowski:
Moim skromnym zdaniem wszystko sprowadza się do tego, CO ma przekazać dana historia. I tyle. Opowieść może być megafonem autorskich przekonań, jeśli te przekonania mają jakąś wartość fabularną albo dają postaciom jakąś podbudowę. Autor jest tym, kim chce być i co chce przekazać. Nikim więcej, nikim mniej.

Radomir Darmiła:
Ale co myślisz ty, jako pisarz: masz ochotę przekazywać swoimi historiami jakieś głębsze treści, mające wpływać na społeczeństwo, czy po prostu dobre historie? Co sądzisz o tej “odpowiedzialności za słowo”, którą tak fetyszyzował nasz kochany X (imię i nazwisko wycięliśmy :D).

Witold Dworakowski:
Dla mnie najważniejsze jest to, żeby czytelnik miał fun z historii, którą dostał. Jeśli dodatkowo skłoni go do myślenia, to tym lepiej. Jeśli nie – nic się nie stanie :D.
A co do odpowiedzialności za słowo – da się ją ocenić po feedbacku odbiorców. I tyle :D.
Oraz:
W dupie mam autocenzurę. Gdybym szedł w autocenzurę, nie powstałaby linia fabularna o pogrobowcach III Rzeszy.

Radomir Darmiła:
Czy można utożsamiać książki z autorem? Jak bardzo poglądy i charakter autora można odgadywać po poglądach jego bohaterów?

Witold Dworakowski:
Można albo i nie można. Zależy od autora. Z niektórych mimowolnie “wypływają” pewne poglądy. Inni walą nimi po oczach.

Radomir Darmiła:
W twoich powieściach masz mnóstwo silnych, napakowanych kobiet. A jak w życiu prywatnym?

Witold Dworakowski:
Pomidor. Oraz: nie wiem, czy “napakowane” to dobre określenie. Czerwonej Sonji u mnie nie znajdziesz 😀

Radomir Darmiła:
Piszesz ręcznie, a potem przepisujesz do komputera. Dlaczego?

Witold Dworakowski:
1. Bo lubię.
2. Bo dla mnie wygodniej jest się rozwalić w fotelu z podkładką i kartkami na kolanach, niż garbić się przy klawiaturze komputera. Mógłbym co prawda kupić laptopa, ale ja nie lubię laptopów. Ściślej rzecz ujmując: laptopowych klawiatur.
3. Bo jeśli pracujesz z tekstem, to istnieje pokusa, żeby wracać do już napisanych sekcji i w kółko je poprawiać. Na papierze jednak masz ograniczone miejsce na adnotacje itd. Kiedy się skończy, nie zostaje nic innego, jak pisać dalszy ciąg historii.

Radomir Darmiła:
Jak mocno beta-czytelnicy wpływają na zmiany wprowadzane w Twoich książkach?

Witold Dworakowski:
Jeśli beta-czytelnik ma uwagi, które załatają/ulepszą historię, to te uwagi uwzględniam. Beta jest od tego, żeby jej słuchać. Zwłaszcza że podczas betowania tekstu pojawiają się naprawdę fajne pomysły na zmiany tego czy tamtego.

POCZĄTKI

Radomir Darmiła:
Kiedy zacząłeś pisać? Mam wrażenie, że pierwsze wersje Twoich powieści musiały powstać, gdy byłeś jeszcze nastolatkiem. Mam rację?

Witold Dworakowski:
Pisać zacząłem w podstawówce, w wieku jednocyfrowym na maszynie do pisania. Łucznik 1303.

Radomir Darmiła:
Coś z tego zostało? Poza majtkiem Bezmaykiem?

Witold Dworakowski:
Zostało 7 “tomów” czegoś, co jest “bardziej” niż zbiór krótkich historii, ale “mniej” niż powieść Bardzo fajnie patrzeć, jak to ewoluowało. Format A6, wszystko z maszyny do pisania, własnoręcznie zrobione ilustracje. A potem: coraz mniej rysunków, coraz więcej tekstu, pierwsze intrygi, zwroty fabularne i nawiązania do naszego świata. To tutaj Osama bin Laden został porwany przez kosmicznych piratów, po czym został ich dowódcą.

Radomir Darmiła:
Debiutowałeś w SFFiH (“Science Fiction, Fantasy i Horror”). Która to była próba, tzn za którym razem przyjęli ci opowiadanie? Czy SFFiH dobrze płaciło?

Witold Dworakowski:
Pierwsza próba i pierwszy sukces. Ależ chodziłem szczęśliwy…

Drugie opowiadanie też miało tam pójść drukiem, ale niedługo później pismo padło. W kwestii płacenia – nie wiem, czy mogę zdradzić kwotę. Ale za tę kwotę do pełna byś nie zatankował :).

Radomir Darmiła:
Wydałeś te pieniądze od razu, czy zachomikowałeś?

Witold Dworakowski:
Wydałem. Nie mam pojęcia, na co 🙂

Radomir Darmiła:
Miałeś potem sporą przerwę. SFFiH to który rok, 2012? 2014?

Witold Dworakowski:
2011. #64

Radomir Darmiła:
Skąd ta przerwa? Nie próbowałeś się przebijać z opowiadaniami? Odrzucali? Czy zająłeś się Prawdziwym Życiem (TM)?

Witold Dworakowski:
Nie wiem, czy to można nazwać przerwą, bo 3 teksty poszły w Esensji, ale pod kątem papierowym – rzeczywiście, przerwa. Z “Panią Czterdziestu Żywiołów” (opowiadaniem, nie zbiorem) uderzyłem do SFFiH, ale padło. Potem do pewnego pisma paranormalnego – pierwotnie przyjęli, potem zrezygnowali. Wysłałem króciaka do magazynu “Kontury”, ci go przyjęli, ale pismo padło.

Radomir Darmiła:
Ha, o tych z Esensji nie wiedziałem. Też coś z ardabakui i psychokinetykami? Poszło to potem do jakiegoś zbiorku opowiadań?

Witold Dworakowski:
Esensja = 1 opowiadanie o pogrobowcach III Rzeszy i 2 o psychokinetykach.

Radomir Darmiła:
Wszystkie te dziełka poszły pod pseudonimem. Ja robię tak samo i znam swoje powody, dla których nie publikuję pod prawdziwym nazwiskiem – a jakie są twoje?

Witold Dworakowski:
Nie lubię mojego nazwiska … I tyle 😀

Radomir Darmiła:
Wydałeś książkę i niemal natychmiast znalazła się na chomiku. Co o tym myślisz?

Witold Dworakowski:
Chomik = Każdy robi to, co chce i zna konsekwencje. Tyle 🙂

PLANY NA  PRZYSZŁOŚĆ

Radomir Darmiła:
Czas teraz zapytać o plany wydawnicze. Tzn. ja coś wiem, bo mi pisałeś, ale nie wiem, czy możesz powiedzieć coś oficjalnie…

Witold Dworakowski:
Dogrywam w Genius Creations wydanie czterech książek. Dwie tak naprawdę składają się na jedną historię – wątek psychokinetyków i III Rzeszy, spleciony z odrębnych opowiadań i mikropowieści. Kolejne dwie książki to główna linia fabularna, o Neorzymianach, psychokinetykach i ardabakui. Linia, której zwieńczenie teraz piszę.

Radomir Darmiła:
Mówisz o tym, czego fragmenty podsyłałeś mi do czytania?

Witold Dworakowski:
Tak jest. Moje małe opus magnum :).
Nb. małą podbudową do tej powieści są posty, które od pewnego czasu wrzucam na fanpage’a.

Radomir Darmiła:
Do tej pory miałeś dwie różne linie fabularne, w różnych konwencjach. W najnowszej książce łączysz te światy. Dlaczego? Nie chcesz wyjść poza dotychczasowe pomysły i stworzyć powieść niczym nie połączoną z dotychczasowymi?

Witold Dworakowski:
Ja jestem prostym bytem jednozadaniowym. Jeśli zaczynam projekt, to go kończę i dopiero wtedy przechodzę do następnego. A ten konkretny projekt wymaga wykorzystania postaci wątków z innych historii. Po co mają się marnować?
Ale spoko, mam pomysł na one-shota. Takiego zakręconego, z dzikimi pomysłami :).

Radomir Darmiła:
Burza Blizą naznaczona też początkowo wyglądała na one-shota. A potem wyszło, że wpasowujesz ją w cykl. Pewnie się okaże, że tamten one-shot też jakoś połączysz z ardabakui 😀

Witold Dworakowski:
Nope. Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć “dość”. Plan jest jasny. 7 książek i koniec.

Radomir Darmiła:
A co z fantasy? Myślałeś kiedyś, by odejść od SF i napisać fantasy w swoim stylu, mieszając znane wątki, wrzucając rekwizyty z filmów, anime i innych gatunków do powieści z półnagimi herosami i magią?

Witold Dworakowski:
A wiesz, bawiłem się w coś takiego. Nie za bardzo to wyszło. Ale pojawiły się w tym projekcie pewne motywy, wątki i postaci, które wykorzystałem ponownie, już w “oficjalnym” cyklu. Ale do klimatów technomagicznych może wrócę. Kiedyś.

Radomir Darmiła:
To na koniec pytanie o Wałbrzych.
Mam wrażenie, że masz relację miłość-nienawiść do tego miasta. Masz zamiar się wyprowadzić? Osadzić tam więcej akcji? A może zbombardować miasto w którejś z kolejnych powieści?

Witold Dworakowski:
Wałbrzych. Wpierw nienawidziłem, potem zaakceptowałem. Jest tu dużo rzeczy, na które się patrzy, a których się nie widzi. Są też rzeczy zagrzebane w historii, które warto wykopać i naświetlić. Stąd między innymi wzięła się mikropowieść “Kryptonim »Rüdiger«”, w całości osadzona w Wałbrzychu i jego wojennych tajemnicach.

Hitlerowcy, fabryki broni ukryte wewnątrz chodników kopalni węgla, multum tajemniczych sztolni i schronów, tajemnicze historie z okresu, kiedy do miasta weszli Rosjanie… Patrz zresztą na zainteresowanie, które wybuchło w związku ze złotym pociągiem :P. Aspekt historyczny to coś, na czym to miasto powinno stać.

Powieściowego bombardowania nie będzie. Będzie za to… wizja. To, jak to miasto mogłoby wyglądać w XXVI wieku. Miks retro z techno. Tak to widzę.

Radomir Darmiła:
Jeszcze raz dzięki za poświęcony czas.

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.