Linkownia trzydziesta trzecia

Właściwie miałem zamiar nie wrzucać kolejnego zestawu odnośników, a nawet – miałem zamiar zrobić dłuższą przerwę w prowadzeniu bloga. Sesja się zbliża, do tego na ogródku chwasty trzeba pielić, mało czasu na pisanie. Tymczasem jednak nagromadziło się sporo ciekawych artykułów, których żal nie omówić.

Zacznijmy od ciekawostek. Ludziom z BBC udało się znaleźć kolejny dowód na straszliwy ucisk kobiet, potworny seksizm i nie dający się opisać słowami skandal. Otóż kobiety w Grze o Tron mają mniej “czasu antenowego” (artykuł po polsku), to jest: gdyby policzyć, ile łącznie mówią faceci i ile łącznie mówią kobiety, to pogaduchy kobiet zajęły nawet nie jedną trzecią całości! Skandal straszliwy. Jestem wstrząśnięty. Zwłaszcza, że najwięcej, okazuje się, gada Tyrion.

Kolejny wpis po polsku. O problemach budżetowych w średniowieczu, gdy terminy gonią, goście zaraz przyjeżdżają, a tu reprezentacyjny budynek jeszcze nie gotowy. Co robić, panie, co robić? Ano można dokonać recyclingu. Bierzemy stare rzeźby sprzed stu lat, wprawiamy w fasadę, do tego parę niedoróbek i włala, można się chwalić gościom, może nie zauważą, że nie wszystko gra.

Dalej po polsku: a właściwie dlaczego wszyscy chcą kolonizować Marsa, a nie Wenus? Otóż nie wszystkich dało się przekonać prostym: a bo na Wenus jest gorąco, ciśnienie, a do tego planeta ździebko mała. Był taki jeden, co opracował plan kolonizacji.

Wciąż po polsku, dla pokrzepienia serc: cała kupa produktów w Europie pochodzi z Polski. Liony (batoniki takie, nie lubię), Gilette (wiadomo), Persil, dostawcze Volkswageny, opony Michelin, meble Ikea, oraz cała masa sprzętu AGD firm takich jak Samsung czy Whirlpool. Co za radość, zakłócona tylko jedną smutną myślą: wszystkie te przykłady, co do jednego, operują pod szyldami zagranicznych koncernów (świece Korona Candles zostały przejęte przez Niemców) i nie są kojarzone z Polską.

Nazbierało się także recenzji Gry o Tron. Przeczytałem ich sporo, większość anglojęzycznych. Zalinkuję tylko jedną, autorstwa Piotra Muszyńskiego.

No, to teraz coś starszego, z blogu pana Krzysztofa Sokołowskiego: o Vanity Publishing i dopuszczaniu książek wydawanych przez, na przykład, Novae Res do kandydowania do Zajdlów. Oraz, na koniec polskiej części linkownika: przypadkowo odnaleziono zaginione opowiadanie Lema. Nazywało się tak samo jak inne, już dawno wydane, i dlatego nikt go nie zauważał.

To już wszystko po polsku. Teraz coś po zagranicznemu, bo trzeba się czasami pochwalić, że się umi po zagranicznemu. Najpierw, prześliczne grafiki, z Mulan i innymi postaciami Disneya namalowanymi tak, przy przypominały klasyczne, XIX-wieczne obrazy. Następnie, bo za wesoło i słodziaśnie było, Schopenhauer: na czym właściwie polegała jego filozofia? Neel Burton wyjaśnia. Tego samego autora, artykuł o filozofii nauki i o tym, czym jest nauka.

Kim był pierwszy człowiek, którego znamy imię? To znaczy, jakie jest najstarsze zapisane imię żyjącego kiedyś człowieka? Odpowiedź prawidłowa: cholera wie. To znaczy, żył sobie taki egipski faraon, którego imię to obrazek sokoła-obrazek ust. Z czego egiptolodzy wnioskują, że zapewne zwał się Iry-Hor. Oczywiście, są też tacy, którzy sądzą, że wcześniej był niejaki Ka. Albo później.

Coś cudownego: na pewno słyszeliście o tkaninie z Bayeux, przedstawiającej podbój Anglii przez Wilhelma Zdobywcę. No to w muzeum w Ulster machnęli tkaninę z Gry o Tron, przedstawiającej wydarzenia z serialu, wykonane w stylu tkaniny z Bayeux. Pod odnośnikiem kilka obrazków oraz link do wideo całości.

Teraz politycznie: artykuł z całą kupą grafów, statystyk i tak dalej, pokazujących dlaczego wojna kulturowa między konserwatystami a liberałami wciąż trwa (mimo niedawno deklarowanego głośno zwycięstwa liberałów).

Dalej politycznie: w USA, uniwersytety stają się jednorodne pod względem poglądów politycznych. 78% przebadanych wydziałów nie zatrudniało nawet jednego republikanina.

Następnie klikbajtowy tytuł: naukowcy stworzyli dźwięk, który zagotowuje wodę. Nie do końca prawda: raczej, odkryli, jaka jest maksymalna głośność dźwięku w wodzie, taka, by dźwięk wody nie odparował.

Teraz oczywista oczywistość: niewyspani programiści piszą gorszy kod. Wszyscy to wiedzieliśmy (łącznie z twórcą komiksu o Dilbercie), ale teraz Nauka to potwierdziła.

Wiedzieliście, że starożytni Majowie czcili Batmana? Nie wiedzieliście? I dobrze, bo to nieprawda. Kolejny artykuł z bzdurnym tytułem i grafiką, która myli czytelnika. Majowie mieli bóstwo z ciałem człowieka i głową nietoperza. Pewien artysta zainspirował się tym i stworzył dzieło pokazujące, jakby wyglądał Batman, gdyby był bóstwem Majów.

Kobiety są z Wenus, a mężczyźni piją piwo, czy jakoś tak. W każdym razie, nie są dokładnie tacy sami: na przykład, mężczyźni i kobiety inaczej definiują sukces.

Przejmujemy się jeszcze Wieśkiem, czy już się nie przejmujemy? Ja tam już nie czuję takiej ekscytacji, jak wcześniej i mam bardzo niskie oczekiwania, ale… coś tam z pierwszego wybuchu euforii mi pozostało. Tak czy inaczej, Netfliks kończy filmowanie i celuje w listopad 2019 ze startem wyświetlania.

Uff, zbliżamy się do końca linkownika. Przedostatni odnośnik ciekawy będzie dla osób interesujących się zagrożeniami dla wolności akademickiej w USA; no wiecie, przypadkami, gdzie studenci zmuszają wykładowców do rezygnacji z funkcji, ucieczki z uczelni i tak dalej. Jedna wykładowczyni odmówiła złożenia samokrytyki i zamiast tego skrytykowała ostro tezy studentów, twierdząc, że wiele z nich to kłamstwa. Na przykład, to nieprawda, że rasizm i przemoc zmusza akademików z mniejszości do ucieczki z uczelni. Wprost przeciwnie: “mniejszościowi” akademicy zostają na uczelniach częściej niż inni.

I wreszcie artykuł, który na mnie wywarł spore wrażenie i chętnie bym napisał o nim więcej. Nassim Taleb o nietolerancyjnych mniejszościach. Wyobraźmy sobie maleńkie miasteczko, gdzie mamy ledwo kilka sklepików z żywnością. Wprowadza się tam ortodoksyjny, fanatyczny weganin, który odmawia kupowania w sklepach, gdzie sprzedają tam mięso. Póki jest jeden, ludzie mają go w nosie. Gdy jednak takich fanatycznych wegan pojawia się więcej i więcej, sklepikarze mają dylemat: zwykli ludzie kupują w sklepach z wegańskim żarciem; a weganie w sklepach z mięsem nie. Gdy więc mniejszość staje się wystarczająco duża i gdy jest wystarczająco nieskłonna do kompromisów, sklepiki jeden po drugim mogą przejść na wegańskie potrawy i wkrótce ciężko będzie kupić gdziekolwiek mięso. Niby przypadek nierealistyczny, powiecie? Ale skąd się bierze w takim razie popularność koszernego jedzenia albo restauracji halal w krajach, gdzie osób domagających się takiego rodzaju jedzenie jest ledwo parę procent? Nietolerancyjna mniejszość po prostu narzuca swoje zwyczaje reszcie, która jest mniej fanatyczna i bardziej skłonna do kompromisu. Kto nas może obronić przed fanatykami, w takim razie? Chyba tylko inni fanatycy.

 

 

 

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.