Kobiety w informatyce, albo kto czego chce, kto jakie ma możliwości.

Pora zakończyć cykl wpisów dotyczących kobiet w informatyce. Dla przypomnienia, zastanawiamy się, dlaczego kobiet w informatyce jest tak mało (nieco ponad 14% w Polsce, przy średniej dla UE wynoszącej 16.7%). W poprzednich trzech wpisach argumentowałem, że tak niska liczba kobiet nie może być wyjaśniona ani przez seksizm, ani przez różnice w umiejętnościach kobiet/mężczyzn. Dodatkowo zastanawiałem się nad wpływem stereotypów i brakiem wzorców osobowych, dochodząc do wniosku, że one także nie mogą być wyjaśnieniem. Obecnie podsumuję cały cykl oraz przedstawię inne wytłumaczenie, które według mnie znacznie lepiej przystaje do rzeczywistości. Wytłumaczenie  to kombinacja dwóch czynników: faktu, że kobiety mają więcej opcji, oraz posiadają średnio inne preferencje dotyczące wymarzonych zawodów.

Zanim przejdę dalej, najpierw kilka zastrzeżeń. Jeżeli, drogi czytelniku/czytelniczko są to dla Ciebie sprawy oczywiste, pomiń zastrzeżenia i przejdź od razu do opisu dwóch hipotez mających w mojej opinii być najprawdopodobniejszym wyjaśnieniem obserwowanym niskim procentem kobiet/informatyków.

W gruncie rzeczy zamiast tego tekstu mógłbym zalinkować po prostu kilka innych artykułów, które dochodzą do podobnych lub wręcz identycznych konkluzji. Jako pierwsze polecam memo Damore’a, byłego programisty Google’a (zwolnionego za napisanie tego memo). Następnie, wyjaśnienie, dlaczego jest mało kobiet wśród filozofów oraz artykuł innego filozofa, który oprócz dyskusji o feminizmie omawia także przyczyny niewielkiej liczy kobiet-informatyków. Reakcję na memo Damore’a (także omawiającą zagadnienie braku równomiernej reprezentacji kobiet w STEM) można znaleźć w artykule Stuarta Regesa, Shanu Athiparambatha, oraz także na slatestarcodex.com (blogu Scotta Alexandra). Wreszcie artykuł z psychologytoday autorstwa Lee Jussima (tego od badań dokładności stereotypów, między innymi), który w sumie mógłby całkowicie zastąpić całą moją pisaninę.

Statystyka trudna rzecz

Dla każdego powinno być oczywiste, że pisząc “kobiety mają inne preferencje” nie mam na myśli każdej kobiety, ani nawet ich większości. Nie mam także na myśli preferencji w sensie absolutnym. W każdym wypadku chodzi o średnią. Średnie mają to do siebie, że mogą być używane tylko do opisu całych populacji, ich charakterystyk i osiąganych przez nie wyników. Średnie nie mogą być używane, gdy dyskutujemy o pojedynczych jednostkach. Co więcej, średnie dotyczące całej populacji nie mogą być używane do opisu nawet jakiejś podpopulacji, jeżeli ta podpopulacja nie była wybrana losowo.

Przykładem używanym niemal zawsze w takich przypadkach jest wzrost. Kobiety średnio są niższe niż mężczyźni. Jest to prawda, którą każdy może sprawdzić na własną rękę, po prostu przechodząc ulicami większego miasta. A jednak równocześnie prawdziwe są także inne stwierdzenia:

  • Istnieją kobiety wyższe od przeciętnego mężczyzny i mężczyźni niżsi od przeciętnych kobiet
  • Liczba kobiet o idealnie przeciętnym wzroście stanowi mniejszość wszystkich kobiet
  • Gdybyśmy wybrali zespół kobiet-koszykarek, to tylko idiota użyłby średniej dla wszystkich kobiet, dla opisywania zespołu koszykarek. Kobiety-koszykarki są wybrane tak, by były nadprzeciętnie wysokie.
  • Rozrzut wzrostu wśród facetów jest większy, niż różnica między średnim wzrostem kobiet a średnim wzrostem mężczyzn.

Przechodząc do konkretów, jeżeli poniżej piszę, że kobiety średnio preferują inne rzeczy, niż mężczyźni, to oczywiście nie oznacza to, że każda kobieta woli co innego niż każdy mężczyzna. Gdybym napisał “mężczyźni średnio bardziej lubią farfocle” (czymkolwiek te farfocle są, to tylko przykład), oznacza to, że zarazem:

  • Teoretycznie jest możliwe, że większość mężczyzn nie lubi farfocli
  • Być może i kobiety, i mężczyźni lubią farfocle, ale po prostu mężczyźni lubią farfocle bardziej
  • Zapewne istnieje spora liczba kobiet lubiących farfocle równie mocno jak mężczyźni
  • W klubie wielbicieli farfocli, gdybyśmy pomierzyli sympatię dla farfocli, możliwe, że kobiety-klubowiczki i mężczyźni-klubowicze niczym by się nie różnili pod względem lubienia tych tajemniczych farfocli (czymkolwiek one są) – a nawet mogłoby się zdarzyć, że dla kobiet w tym konkretnym klubie poziom farfoclofilii jest większy (paradoks Berksona).

Proste i oczywiste, prawda? Mi też się tak wydawało, ale czytając reakcje na memorandum Damore’a, okazuje się, że nie dla wszystkich tak jest.

Na koniec, fakt, że coś uważam za bardziej (mniej) prawdopodobne, nie oznacza, że uważam coś za prawdę objawioną (wzgl. za fałsz). Nie jestem specjalnie przywiązany do swoich poglądów, i jest gotów je zmienić pod wpływem argumentacji – chociaż, jak każdy, mam pewne uprzedzenia/skrzywienia.

Zastrzeżenia i podsumowanie: seksizm nie jest wyjaśnieniem

Zwróćcie uwagę, że nie argumentowałem, że seksizmu w informatyce nie ma (jest, znam sporo anegdotek to obrazujących, pochodzących z doświadczeń mojej żony albo koleżanek), albo że nie jest szkodliwy (skoro powoduje samobójstwa, to szkodliwy jest). Nie argumentowałem także, że nie warto seksizmu zwalczać (bo warto). Co więcej, możliwe, że jakąś rolę seksizm odgrywa w zniechęcaniu kobiet do informatyki. Argumentowałem tylko, że seksizm nie może odgrywać głównej roli. Dlaczego? Bo seksizm w informatyce nie jest szczególnie wysoki w stosunku do innych pól, gdzie proporcja kobiet znacząco wzrosła. Gdyby seksizm w informatyce był powodem, dla którego jest tak mało kobiet-informatyków, to powinno być także mało kobiet w medycynie, bo badania zdają się wskazywać, że tam zachowań seksistowskich jest więcej. A tymczasem na kierunkach medycznych studiuje więcej kobiet niż mężczyzn.

Zastrzeżenia i podsumowanie: braki umiejętności nie są wyjaśnieniem

Tutaj przyznaję: osobiście uważam, że zapewne istnieją pewne niewielkie różnice w zdolnościach mężczyzn/kobiet jeżeli chodzi o informatykę oraz uważam, że niemal na pewno istnieje różnica w rozrzucie tych cech. Warto tutaj przypomnieć zastrzeżenia z punktu wyżej o statystyce: średnie różnice w zdolnościach dotyczą populacji jako całości, a nie pojedynczych osobników. A więc: “średnio mężczyźni” tyczy mężczyzn jako całej grupy, a nie każdego mężczyzny z osobna – tj nie każdy mężczyzna jest lepszy, to bzdura, tylko jakby policzyć średnią z jakiejś miary określającej poziom umiejętności mężczyzn i kobiet, to wtedy ta wyliczona średnia być może by się różniła (tzn. te miary, które mamy, faktycznie się różnią, ale nie wiadomo do końca, czy odzwierciedlają faktyczne różnice w umiejętnościach – stąd to moje “być może”). Przeciętny mężczyzna nie ma się co podniecać, że średnio mężczyźni są nieco lepsi z matematyki, zwłaszcza, że w najlepszym razie te średnie różnice są bardzo niewielkie i praktycznie nie do wykrycia w codziennym życiu. W przypadku rozrzutu, sprowadza się to do tego, że jest więcej mężczyzn-debili i mężczyzn-geniuszy, i znowu – dla przeciętnego mężczyzny nie ma to znaczenia.

Kiedy więc ma to znaczenie? W przypadkach skrajnych. To znaczy, gdy mówimy nawet niekoniecznie o geniuszach, ale o samej elicie, śmietance, tych najlepszych, tych na samej górze. Niewielkie różnice w średniej i rozrzucie nie mają znaczenia praktycznego dla przeciętnego człowieka, ale im dalej odchodzimy od średniej, tym bardziej się one uwidaczniają. I znowu, przeciętny mężczyzna nie ma się co wywyższać z tego powodu, że wśród noblistów jest większość mężczyzn, bo przeciętny mężczyzna nie jest, kruca, noblistą.

Oznacza to dalej, że obserwowane niewielkie różnice w zdolnościach (np. matematycznych)  oraz w rozrzucie tych cech nie mogą wyjaśniać niskiego procentu kobiet informatyków, bo żeby zostać informatykiem, nie trzeba być geniuszem. Tutaj te niewielkie różnice może mogłyby wyjaśnić, gdyby kobiet było powiedzmy, czterdzieści procent. Ale nie wtedy, gdy jest ich procent czternaście z drobiazgiem.

I na koniec przypomnienie: tak samo jak w przykładzie z farfoclami powyżej, gdzie w klubie wielbicieli farfocli farfoclofilia jest tak samo wysoka dla kobiet i mężczyzn (mimo różnic w jej poziomie w populacji ogólnej) tak samo tutaj, kobiety-informatycy po prostu muszą być tak samo dobre jak mężczyźni-informatycy.

Być może jakiś nikły wpływ różnice w umiejętnościach mają na procent kobiet w informatyce. W sensie, że na tysiąc mężczyzn, trzystu nadawałoby na informę, a kobiet dwieście dziewięćdziesiąt dziewięć (liczby wzięte z sufitu). Jednakże, tak jak w wypadku seksizmu, ten wpływ nie może być czynnikiem decydującym.

Moim zdaniem, oczywiście.

Zastrzeżenia i podsumowanie: stereotypizacja nie może być wyjaśnieniem

Stereotypy oczywiście istnieją i mogą być fałszywe. Teoretycznie też może się wydawać, że istnienie stereotypów albo brak wzorców osobowych mogłyby wyjaśniać, dlaczego kobiety nie idą na informatykę. Wiadomo także, że ocenianie konkretnego człowieka na podstawie stereotypów dotyczących grupy, do której człowiek należy, jest niezbyt rozsądne. Czyli, jeżeli znam Ziutka, który ma łysą głowę, chodzi w dresach i wygląda jak samobieżna szafa trzydrzwiowa, to wcale nie oznacza, że Ziutek nie może mieć wrażliwej duszy, kochać opery i hodować w doniczce aksamitki. Z drugiej strony, stereotypy na temat chodzących w dresach łysoli mogą nieźle przystawać do rzeczywistości (czyli w grupie łysych dresiarzy będzie mniej wielbicieli opery niż w grupie elegancików w garniturach) i raczej to nie istnienie stereotypów powoduje, że łysole-dresiarze nie kochają opery.

W tym wypadku owszem, mamy stereotypy, ale z drugiej strony od wielu lat w filmach/serialach pojawiają się non-stop kobiety-programistki, hackerki i tak dalej. Wzorce osobowe więc istnieją i to istnieją od wielu lat. I wreszcie, najważniejsze: stereotypy dotyczą wielu sfeminizowanych zawodów (typu notariusz czy prawnik), a w przeszłości dotyczyły niemal wszystkich zawodów (kiedyś mieliśmy stereotyp lekarza-mężczyzny, a nawet stereotyp psychologa-mężczyzny i nauczyciela-mężczyzny). Dlaczego stereotypy i niewielka liczba wzorców osobowych mają tłumaczyć mało kobiet w informatyce, a nie w zawodzie notariusza? Dlaczego stereotypy i brak wzorców powstrzymują kobiety od kariery w informatyce, a w przeszłości nie powstrzymały przed karierą w szkolnictwie czy medycynie?

Dlatego właśnie uważam, że stereotypy i brak wzorców nie mogą wyjaśniać całej różnicy. Może wyjaśniają jakiś jej ułamek, ale na pewno nie całość.

Na tym kończę część podsumowującą i przechodzę do hipotez jak dla mnie o wiele bardziej prawdopodobnych.

Po co mam iść na informatykę, skoro mogę na prawo – czyli kobiety są bardziej wszechstronne

Wielu mężczyzn lubi cytować badania i artykuły twierdzące, że średnio mężczyźni są lepsi z matematyki. Cytują z lubością te artykuły nawet wtedy, gdy sami z matmy są kiepscy. Jest także mnóstwo badań pisanych przez różnego rodzaju naukowców, publicystów, naukowczyń i publicystek oraz aktywistów/aktywistek dowodzących, że żadnych różnic nie ma, a ponadto jak są, to są wynikiem dyskryminacji, stereotypów i patriarchalnego modelu społeczeństwa. Co ciekawe, mało kto cytuje (albo podważa) innego rodzaju badania, które dowodzą dość jasno, że kobiety mają znacznie lepsze wyniki w kategoriach takich jak “czytanie” czy “znajomość słownictwa”.

Niestety artykuł, który chcę zacytować, jest za paywallem; a i tak chodzi mi tylko o jeden akapit. Dlatego daję odnośnik do blogu chicagoboyz, gdzie można znaleźć akapit, o który mi chodzi. Argument jest mniej więcej taki: kobiety dobre z matematyki zwykle są też dobre z innych przedmiotów (i interesują się różnymi przedmiotami). Mężczyźni dobrzy z matmy często są dobrzy tylko z matmy (i mogą się interesować tylko przedmiotami ścisłymi). Znowu, oczywiście nie wszystkie kobiety i nie wszyscy mężczyźni, ale jest to reguła sprawdzająca się wystarczająco często, by spowodować efekty w prawdziwym życiu. Jeżeli Iga może równie dobrze pójść na informatykę, jak i na prawo, a Maciek może pójść tylko i wyłącznie na informatykę, to oczywiście jest większe prawdopodobieństwo, że Maciek zdecyduje się na informę (100%) niż Iga (dla której szanse wyboru informatyki mogą być pół-na-pół). W efekcie nie trzeba przywoływać ani różnic w umiejętnościach “ścisłych”, ani w różnicach preferencji. Wystarczy, że kobiety mają większy wybór (bo są bardziej wszechstronne), aby skutkowało to tym, że mniej kobiet niż mężczyzn zdecyduje się na wybór informatyki.

Autorka dalej twierdzi, że może to być efekt nie seksizmu czy mizoginii, ale wrogości humanistów wobec ścisłowców:

Consider a student who gets an A in every subject. Let’s call her Nadine. She’s the type of student who could excel in whatever she chooses. Her engineering professors might be telling her that an electrical engineering degree is a great career choice that will open doors and pay well. But her non-STEM professors may be telling her something completely different: “You won’t use your fantastic writing skills. And besides, you’ll just sit in a cubicle crunching numbers.” Nadine can begin to feel she’s untrue to her full set of talents if she picks engineering. So Nadine jumps the STEM ship.

Szerzej o tym we wspomnianym wyżej artykule z psychologytoday, gdzie cytowany jest artykuł Wang, Eccless, Kenny (2013): jest o 70% więcej dziewczyn posiadających równie dobre umiejętności humanistyczne (ang. verbal skills) i ścisłe, w stosunku do chłopców o takim samym “combo”. Natomiast chłopcy blisko dwukrotnie częściej posiadają tylko umiejętności matematyczne/ścisłe. W innym studium (Stoet, Geary) w większości krajów nawet jeżeli przeciętna dziewczyna była równie dobra jak przeciętny chłopak z przedmiotów ścisłych, to i tak była jeszcze lepsza z testów oceniających umiejętności czytania (ze zrozumieniem), tj. będących proxy dla umiejętności humanistycznych. W takim wypadku oczywiście chłopcy będą częściej wybierali dziedziny, gdzie umiejętności humanistyczne będą mniej ważne, czyli przedmioty ścisłe, czyli także informatykę.

Introwertyków ci u nas dostatek – czyli typowy informatyk to INTJ albo INTP

Nie da się ukryć, że my, informatycy, jesteśmy nieco inni. Tak, każdy człowiek jest inny. Tak, stereotypy o informatykach unikających kąpieli i ceniących bardziej nową kartę graficzną niż dziewczynę są krzywdzące i nieprawdziwe. Niemniej są pewne typy człowieka, które można częściej napotkać wśród informatyków, niż wśród nie-informatyków.

Istnieje taki test, Myers-Briggs (dwóch pań, matki i córki), oczywiście bez większej wartości naukowej. Jak chcecie, możecie wykonać ten test: mi wychodzi zwykle INTP albo INTJ. Już samo to “wychodzi albo to, a czasami to” oznacza, że test jest nie do końca wiarygodny. Z drugiej strony, coś tam zdaje się o osobowości człowieka wyłapywać.

I teraz ciekawostka: badanie typów osobowości wśród twórców oprogramowania (linkuję Capretz et al dotyczące studentów z Pakistanu, ale tam są cytowania innych prac tego typu) pokazuje, że wśród nich najczęstszym typem osobowości jest ISTJ, w różnych studiach pojawiające się wartości to: 19%, 25%, 35%, 23%, 14%. Czyli pięć studiów, we wszystkich najliczniejsza grupa to ISTJ (z 16tu możliwych!). Na drugim miejscu jest już różnie, ale studia pokazują często INTJ (cztery studia: 16%, 15%, 15%, 7%) oraz INTP (15%, 12%, 15%, 8%). Oprócz tego zdarza się jeszcze ESTJ oraz ENTP, ale tutaj wyniki są mniej spójne w odróżnieniu od typów ISTJ, INTP, INTJ.

Dlaczego to ciekawe? Bo wystarczy nieco poguglać, by się dowiedzieć, że w populacji ogólnej typ INTP to około 3% (czyli studia pokazują od 2.5 do pięciokrotnie większej częstości tego typu wśród twórców oprogramowania), INTJ to nieco ponad 2% (czyli mamy od trzech i pół do ośmiokrotnej nadreprezentacji), zaś ISTJ to 11.6% (czyli nadreprezentacja mniejsza, ale jednak). I teraz w przypadku mężczyzn, INTP jest 4.8%, a kobiet 1.7%. INTJ u mężczyzn to 3.3%, a u kobiet … 0.9%. ISTJ u mężczyzn to 16.4%, a u kobiet… 6.9%. Nawet dla ENTP, mężczyzn mamy 4%, a kobiet 2.4%, podczas gdy dla ESTJ mężczyzn mamy 11%, a kobiet nieco ponad 6%.

Czy to jasne? Trzy grupy najczęstsze wśród programistów, czyli ISTJ+INTP+INTJ, to w tych studiach od prawie jednej trzeciej (no, trochę brakuje do 1/3, ale niewiele) do blisko sześćdziesięciu procent programistów. Wśród mężczyzn te trzy grupy stanowią koło jednej czwartej populacji, a wśród kobiet – siedem i pół procenta.  Dodajmy ENTP i ESTJ, i mamy 40% mężczyzn, oraz szesnaście procent kobiet.

Najwidoczniej zawody informatyka są atrakcyjne w różny sposób dla różnych ludzi (oczywista oczywistość). Niektóre typy osobowości garną się do tej pracy bardziej, inne mniej. A te typy, dla których praca informatyka wydaje się bardziej atrakcyjna, są częstsze wśród mężczyzn. Częstsze? Ha! Więcej jak trzy i pół razy częstsze dla typów najbardziej garnących się do zawodu!

Gdybyśmy sądzili tylko po typach osobowości, powinniśmy mieć albo 22-28% kobiet informatyków. Faktycznie mamy w Polsce około 14%, co oznacza, że resztę powinno wyjaśnić co innego. Moim zdaniem większa wszechstronność załatwia dużą część reszty, bardzo niewielką część może wyjaśniać  następnie brak wzorców osobowych i stereotypizacja, a dla seksizmu i dyskryminacji pozostanie zupełnie znikoma część. Przypominam, że nie oznacza to, że ich nie ma – tyle, że sądzę, że nie pełnią znaczącej roli w odstraszaniu kobiet od zawodu.

Maszyny są nudne, czyli co kręci facetów, co kręci kobiety

Kolejny argument jest poniekąd podobny do poprzedniego i nieco nadmiarowy: kobiety i mężczyźni średnio lubią co innego. I znowu, tak wiem, są wyjątki. Idealnie średnia kobieta i idealnie średni mężczyzna nie istnieją. Niemniej patrząc na całe populacje, można wysnuć pewne – niedoskonałe, oczywiście – uogólnienia.

Oczywiście, introwertyków ciągnie do czego innego, niż ekstrawertyków, więc ta sekcja poniekąd dubluje poprzednią. Chodzi jednak o preferencje na skali przedmioty/ludzie. Korelacja między typem osobowości a tą skalą z całą pewnością istnieje, ale nie sądzę, by była idealna. Być może więc INTJ ciągnie do informatyki nie z powodu osobowości jako takiej, ale dlatego, bo INTJ na skali przedmioty/ludzie znajdują się bliżej pozycji “przedmioty” niż “ludziska”.

Że informatyka jest atrakcyjniejsza dla tych, co cenią wyżej interakcję z maszynami niż ludźmi, jest oczywiste i nie wymaga wyjaśnienia. Czy to dobrze, czy nie, nie wnikam – wielu twierdzi, że jest to bardzo niedobrze, bo potem informatycy projektują systemy wspaniale nadające się dla informatyków, i kompletnie nieużyteczne dla normalnych ludzi. Niemniej jednak, preferencje jakie są, takie są.

I teraz: wiele badań wykazuje, jedno po drugim, że kobiety preferują “ludzi” a mężczyźni “przedmioty”. Kobiety czego innego oczekują od pracy. Na przykład,  weźmy studium równie matematycznie uzdolnionych kobiet i mężczyzn (omówienie można znaleźć tutaj, bezpośredni link do studium jest tutaj). Mężczyźni pytani, co cenią w życiu, odpowiadali (parafrazując nieco wyniki), że chcą dobrze zarabiać, szybko awansować i mieć wpływ na świat. Kobiety w ankiecie odpowiadały, że wolą dobre relacje z przyjaciółmi, żyć blisko krewnych i rodziców, no i… że chcą mieć dzieci. Czytałem kontynuację tego artykułu, z prawie tymi samymi autorami (prawie; Benbow i Lubinsky się powtarzają, odpada Shea, dochodzi Kell): tam interesujący jest ryc.4 gdzie widać, że mężczyźni znacząco częściej odpowiadają, że cenią pracę z maszynami/komputerami, a kobiety znacząco częściej odpowiadają, że cenią pracę z innymi ludźmi.

Co więcej, różnice w reprezentacji kobiet w przedmiotach ścisłych są większe w krajach o mniejszej równości kobiet. To tym bardziej wskazuje, że nie dyskryminacja jest powodem niskiej reprezentacji kobiet; gdyby tak było, oczekiwalibyśmy relacji odwrotnej. Tymczasem średnio im większa równość, tym mniej kobiet w przedmiotach ścisłych. To sugeruje, że w bardziej równych i bogatych krajach kobiety po prostu mają większą swobodę w wyborze kariery i mogą wybierać to, co chcą – zacytuję tu wprost artykuł: “to nie tak, że większa równość płci zniechęca kobiet do robienia kariery w nauce. Raczej, większa równość płci pozwala kobietom nie robić kariery w nauce, jeżeli nie mają na to ochoty”. Im większa równość, tym większe różnice w preferencjach kobiet i mężczyzn.

Odnośniki do studium (Su, Rounds 2009) i omówienie wyników można znaleźć także w wyżej cytowanym artykule Lee Jussima. Różnice są widoczne już kilka dni po urodzeniu, a także są widoczne u innych naczelnych: np. samiczki szympansów bawią się kijkami tak, jakby to były lalki; są różnice w preferencjach chłopięcych/dziewczęcych zabawek u kotawców (takie małpki, koczkodany, nie jestem pewien, jak tłumaczyć na polski, bom nie biolog; ang. vervet monkey). Teraz odnośniki odkryte za pośrednictwem bloga Philippe Lemoine’a: same różnice preferencji na skali przedmioty/ludzie mogą wyjaśniać różnice w partycypacji kobiet/mężczyzn w informatyce (tamże sporo cytowań studiów pokazujących ogrom różnicy w preferencjach).  Takich badań jest znacznie więcej; za pośrednictwem blogu Lemoine’a można znależć także studium (Lippa 2010) pokazujący ogrom różnicy w preferencjach w skali ludzie/przedmioty.

Czy to mogą być różnice wywołane przez inne wychowywanie dziewczynek i chłopców, a więc pośrednio spowodowane przez stereotypy? No, teoretycznie tak, ale dlaczego w takim razie te różnice są większe w bardziej równych krajach, gdzie feminizm poczynił największe postępy? Oraz, dlaczego w takim razie różnice w zainteresowaniu zabawkami typowymi dla chłopców/dziewczynek pięknie się koreluje z  poziomem testosteronu mierzonego u niemowlaków?

Podsumowanie

Przedstawiłem swój punkt widzenia na powody, dla których w informatyce jest więcej mężczyzn, niż kobiet. Po przeczytaniu naprawdę wielu artykułów, przemyśleniu mnóstwa argumentów, grzebania się w stosach badań i studiów uznałem, że najprawdopodobniejszą przyczyną są po prostu różnice w preferencjach obu płci. Kobiety niekonieczne lubią to samo, co mężczyźni. Co innego je ciekawi, co innego nudzi. Ja na przykład od czasu do czasu, tak dla rozrywki, pisałem parsery. Dla czystej przyjemności. Nie lubię za to interakcji z ludźmi (wiem, dziwne, biorąc pod uwagę, że pracuję jako nauczyciel akademicki).

Mam córkę, która też jest introwertykiem. Była świetna z matematyki. Ale, ilekroć próbowałem ją zachęcić, by poszła w ślady ojca, tyle razy odpowiadała “ale mnie to nudzi”. Mam też syna. Gdyby mógł, siedziałby przy komputerze godzinami, ucząc się pythona. Z jednej strony, rzeczywiście córkę zachęcałem może mniej, nie wiem, możliwe. Jej mówiłem: spróbuj. Raz może pokazałem, jak coś się pisze. Synowi pokazywałem więcej razy. Z drugiej jednak strony, kiedy mój syn miał kilka latek, uwielbiał się dopytywać o nazwy wielkich liczb. Fascynowało go. Rysował liczby.  Nigdy go do tego nie zachęcałem. Sam także zaczął się domagać, bym mu pokazywał “jak pisać gry”.

To nie oznacza, że mój syn ma większe zdolności. Po prostu, on uwielbia komputery i dłubanie w kodzie, a moją córkę to nudzi. Go fascynują liczby i matematyka, a moja córka woli rysować.

Tak, to anegdotka, dwie osoby, ale przytoczyłem ten przykład z własnej rodziny tylko po to, by zilustrować swój pogląd. Kobiety nie są gorsze, nie są głupsze. Nadają się na informatykę tak samo, jak mężczyźni. Z tym, że jakoś tak mniej wśród nich jest dziwaczek, które są skłonne siedzieć wiele godzin przed ekranem komputera, wstukując dla rozrywki kod. Wśród facetów takich dziwaków też jest mało, ale jednak więcej jest facetów-dziwaków niż kobiet-dziwaczek. I właśnie to – nie tylko to, ale przede wszystkim to – moim zdaniem wyjaśnia przyczyny, dla których kobiet-informatyków jest tak mało.

Oznacza to zarazem, że nachalne zachęcanie kobiet do wyboru kariery informatyka wcale nie musi być dobrym pomysłem (albo np. “pozytywna dyskryminacja” którą zafundował kandydatkom/kandydatom na studia uniwersytet lubelski). Bo może się okazać, że próbujemy im sprzedać jako świetny wybór coś, co mogą uznać za nudne. A kobiety, które świetnie nadawałyby się do informatyki, świetnie też by się nadawały na biologię. I – parafrazując tutaj pewną autorkę, której książki teraz nie mogę znaleźć – wcale nie jest pewne, że dla społeczeństwa jest lepsze, że świetnie uzdolniona kobieta będzie pisać gry komputerowe, zamiast wynajdywać lekarstwo na raka.

2 thoughts on “Kobiety w informatyce, albo kto czego chce, kto jakie ma możliwości.

  1. Od dziecka jesteśmy wtłaczani w role, przy czym u kobiet mniej toleruje się nieposłuszeństwo, a u mężczyzn bycie “miękkim”. Na etapie podejmowania decyzji kobiecie zwłaszcza ciężko jest wystąpić z pewnej roli, nie ten poziom świadomości jeszcze, żeby “zmieniać swoje życie”, podąża zatem obranym dużo wcześniej kursem, czasem lekko go modyfikując. Proces dochodzenia do takich kompetencji wyjściowych jest żmudny, czasochłonny. Dodaj do tego uwarunkowania systemowe. Dlatego też edukacja jak najbardziej, tylko wektor na dzieciństwo.

    1. No, ale dlaczego to wtłaczanie w rolę nie zadziałało w przypadku zawodu notariusza na przykład? Albo sędziny? To są totalnie sfeminizowane zawody: w sądach rejonowych 65% to kobiety! Czyżby kobiety wtłaczano w rolę sędziów od dziecka? Czyżby brak tolerancji nieposłuszeństwa powodował, że kobiety idą na sędzinę, bo być sędzią, trzeba być posłusznym?

      Ja ten argument słyszę non stop, tyle tylko, że jak pisałem w poście o stereotypach i wzorcach osobowych (i w streszczeniu tego posta tutaj), nie wystarczy udowodnić, że stereotyp istnieje (vide mój przykład ze stereotypem, że dresiarze nie słuchają opery).

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.