Fantastyk dawnych czar: numer 27 (12/1984)

Spis Treści (lista wszystkich zrecenzowanych Fantastyk)

Gdy wziąłem ten numer do ręki, pierwsze, co mi się rzuciło w oczy to cena. Pięćdziesiąt złotych. Nie mam pojęcia, czy to było dużo, czy mało; z ciekawości zacząłem szukać, niestety znalazłem tylko ceny dla roku 1982, czyli – biorąc pod uwagę tempo inflacji – niekoniecznie aktualne dla roku 1984. Otóż w roku 1982 kilogram cukru kosztował 46 złotych, mleko spożywcze 2% 1L – 10 złotych. Ćwierć kilo margaryny Palma: 30 złotych. Kilogram kiełbasy: 190. Kilogram schabu z kością: 360 złotych. Obecnie: Nowa Fantastyka: 10 złotych. Kilo cukru: coś chyba ze dwa złote. Czyli wtedy: miałeś do wyboru kilo cukru, albo poczytać coś do poduszki. A teraz za czasopismo masz pięć kilo białej śmierci. Znaczy się, postęp.

Okładka świąteczna, mikołajowa, z życzeniami, nieco spartańska, bez zapowiedzi. Okładki w Fantastyce zresztą zawsze były porządnie zrobione.

Na wewnętrznej stronie okładki: nagrody literackie Fantastyki oraz Złote Sepulki (i jeszcze jakiś tam drobiazg). Laureaci: Zajdel, Petecki. Nazwiska raczej znane. Ciekawe dla mnie są Złote Sepulki za najlepszy debiut dla Piekary i Kresa. Przypominają, że każdy kiedyś był debiutantem, ale zarazem zasmucają, bo ja żadnej nagrody nie mam (chlip, chlip).

Rozpieszczają nas ilustratorzy. Co okładka, to jest jakiś związek z treścią. Piękne te dinozaury, no nie?

Pierwsze opowiadanie to Kiedy czas był młody Roberta nomen omen Younga. Świetne opowiadanie, które czytałem jako młodzik kilkakrotnie i które do dziś mi się podoba. O podróżach w czasie i pętli czasowej – ale także o miłości. Do tego Marsjanie, dinozaury i przestępcy – mniam. Wszystko, za co kochałem klasyczną SF. Rzecz czysto rozrywkowa, bez silenia się na głębię i bez filozoficznego zadęcia. Dzielny, choć prosty facet poznaje genialne dzieci, pokazuje im proste rozrywki, pokonuje bandytów i zdobywa serce ukochanej, gotowej dla niego przeskoczyć miliony kilometrów i lat.

Podobno autor mało znany i rzeczywiście, żadnej z jego czterech powieści nie kojarzę.

Ilustracja Tima White’a. Taaaak. Coś na niej jest i pewnie jakiś związek z opowiadaniem też jest, chociaż nie do końca chce mi się teraz go szukać

Dla odmiany opowiadanie Na stoku Harlana Ellisona potwornie mnie nudziło wtedy i potwornie mnie nudzi także teraz. Ellison pisał znacznie więcej niż Young, tworzył też scenariusze (m.in. do Star Treka) i tym większe rozczarowanie. Niby opowiadanie takie magiczne, poetyckie, o miłości, przyjaźni, poświęceniu, ale… ale nudzi. Jam jest człek prosty i w opowiadaniach SF zwykle szukam rozrywki, a Na Stoku rozrywki mi nie dostarczyło.

Spartańska ilustracja stylizowana chyba trochę na drzeworyt. Autor: J. Gutkowski

Kolejne opowiadanie w numerze to Trzecia Brama Andrzeja Bogusława Boryczko, wciąż pokłosie konkursu Fantastyki (wyróżnienie). Napisał dwa opowiadania i tyle – zniknął ze sceny. A szkoda, bo opowiadanie napisane sprawnie, z ładnie zarysowanym światem, tajemnicą i ciekawymi bohaterami.

Rzecz poniekąd o kontakcie, i chociaż z nieco naiwnym zakończeniem psującym całość, przez 90% treści wciąga i zaciekawia. Owszem, dzisiaj może wydawać się wtórne, ale mi się podoba; po zgoła trzydziestu latach wciąż pamiętam jego treść i wciąż mniej więcej mogę powtórzyć niektóre zdania. To o czymś świadczy. Trochę zaspojluję treść, bo pewnie większość i tak opowiadania nigdy w życiu nie zobaczy: kosmita przybywa na Ziemię, łapią go mnisi i niechcący (mniej więcej niechcący) uśmiercają. A potem próbują przywrócić do życia, by wrócił na statek-matkę i uchronił Ziemię przez kolonizacją obcych.

Za dobrze by było, gdyby wszystkie ilustracje miały sens, prawda?

Z kolei kolejne polskie opowiadanie takie sobie. Jeden pomysł zapisany na jednej stronie. Pół strony dłużej, już by było nudne. A tak – rzecz do przeczytania i zapomnienia.

W numerze była także powieść Clarke’a, ale w moim egzemplarzu jej nie ma – i nie mam pojęcia, co się z nią stało, bo w ogóle jej nie kojarzę. Nic, zero, nul.

W numerze jeszcze ciekawostka: fragment sztuki Lema o wrednych imperialistach z 1951 roku, narzekania na przeraźliwe świsty wydawane przez statki lecące w kosmosie, rozważania o współczesnej fantastyce i… wiersze Bożeny Gregorczuk. Ała.

I to wszystko. Na allegro za pięć złotych (czyli dwa kilo cukru, he, he). Jak za dwa dość dobre opowiadania, cena niezbyt wygórowana, chociaż przelicznik dość słaby (dwa i pół złotego za dobre opko).

Dodaj komentarz



Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.