Wojownik i wiedźma

Przejście otwarło się tuż przed południem, na zachód od wsi – dokładnie tak, jak obiecywała wiedźma. Mgła wirowała, rozbłyskując dziesiątkami barw – wszystko do tej pory bez jednego dźwięku i gdyby chłopiec stał ledwie sto kroków dalej, już nie zauważyłby dziejących się tu cudów – i nagle rozpękła się, ukazując jasny tunel o drżących ścianach. Równocześnie gwałtowny wiatr przewrócił chłopca na ziemię, a przeciągły grzmot przetoczył się po niebie. Rościk roześmiał się, szczęśliwy. Widział wcześniej już wiele Przejść, a jednak za każdym razem był tak samo oczarowany. Wciąż leżąc, podniósł głowę i spojrzał ponownie w kierunku nowo powstałego tunelu. Natychmiast poderwał się na nogi. Ktoś nadchodził.

Dawno, dawno temu zastanawiałem się nad stworzeniem gry komputerowej. To miała być strategia, z możliwością tworzenia drużyn, z bohaterami i bardzo niewielkimi armiami. Ważne było, by mały rozmiar armii miał uzasadnienie. Do tego chciałem mieć osobne lokacje zamiast jednej, ciągłej mapy. Tak powstał świat. Gry nie napisałem, nie miałem czasu, a potem nie miałem też już ochoty. Świat jednak pozostał.

W końcu napisałem dla tego świata jedno opowiadanie. Bardzo poważne fantasy. Z ważnymi problemami. Z aborcją, eutanazją i karą śmierci. Przy okazji podkreślam, że ja nie argumentuję ani za, ani przeciw; ja po prostu tworzę światy, sytuacje i patrzę, co z tego wynika, lub co z tego mogłoby wyniknąć. Co się dzieje, gdy do świata pacyfistów, którzy nie mordują, a eutanazję uważają za coś naturalnego a zarazem odmiennego od morderstwa, przychodzi wojownik?

Opowiadanie przyjęte do Esensji i opublikowane we wrześniu 2014. Tekst dostępny tutaj. Ilustracje są autorstwa Joanny Szczepańskiej.

Co mnie zaskoczyło, to opowiadanie zdobyło największą liczbę polubień – dwadzieścia trzy (nie dwadzieścia trzy tysiące, słownie dwadzieścia trzy. Sława jak cholera…). Do tego na stronie Esensji na fejsbuku  komentarze, że ludziom się podobało: prosimy o więcej takich tekstów. Dlaczego zaskoczyło? Bo osobiście nie uważam go za specjalnie dobre. Dziwne – dziełka, które mi się podobały, miały największy problem z publikacją i budziły najmniejszy odzew (na przykład „Struny umarłych”).

Struny umarłychOpka na sieciSmutna historia o miłości