Blog

Razib Khan pisze o napojach, które towarzyszyły ludziom od wieków… lub od niedawna, oraz o genetycznych zmianach, które są powiązane z ich spożywaniem.

Znalazłem stary, ale ciekawy post Scotta Alexandra o jego doświadczeniach jako lekarza w Haiti: o nieznośnych pacjentach, gotowych powiedzieć wszystko, byle tylko dostać jakieś leki (łącznie z facetem upierającym się, że ma upławy z pochwy).

Mury w przeszłości oznaczały wolność, a nie jej brak. Dzięki murom można było się bronić przed bandytami. Oznaczały niezależność. Zwycięzcy często rozkazywali pokonanym zburzyć mury.

Continue reading „Linki, linki wszędzie…”

Od pewnego czasu nie piszę nowych opowiadań – usiłuję stworzyć bowiem Wielkie Dzieło, książkę, powieść – bo w końcu pisarz, to ktoś, kto pisze, i to pisze nie streszczenia lektur, blogi czy też listy do redakcji – ale pisze książki właśnie. Zabrałem się do pracy początkowo z zapałem, pisałem dużo i wytrwale, i szybko nastukałem rzecz dosyć pokaźnej objętości.

Continue reading „Maraton pisarski czas zacząć…”

Odwieczna tradycja nakazuje, by bloger wstawiał od czasu do czasu zbiór łączy do mniej lub bardziej ciekawych artykułów, zwykle w żaden sposób nie powiązanych ze sobą, ani nawet z tematyką bloga. Jako stary konserwatysta nie mogę się sprzeciwiać tradycji.

Stonehenge jest tajemnicze i starodawne. Z kolei Fridgehenge (link) ma zaledwie kilka lat i nie wiąże się z nim żadna tajemnica. Po prostu pewien Anglik postanowił wykorzystać do czegoś stare lodówki i zbudował z nich replikę Stonehenge.

Koleżanka z wery dzieli się przemyśleniami na temat średniowiecznej sztuki, pełnej metafor, które dzisiaj nas tylko śmieszą.

Continue reading „Silva Rerum albo Las Rzeczy (internetowych)”

Kolejny wpis ściśle techniczny, tym razem bardzo krótki.

Stawiając bloga każdy oczywiście ma nadzieję na miliony odwiedzin każdego dnia – nie mówiąc już o tłumach reporterów błagających o możliwość przeprowadzenia wywiadu. Oczywiście każdy, kto ma jakiekolwiek doświadczenia w prowadzeniu strony wie, że w praktyce blog niereklamowany będzie także blogiem nieodwiedzanym. Przynajmniej początkowo. Patrząc na doświadczenia z moją stroną na google+, nie spodziewałem się więc jakichkolwiek wizyt przez pierwszy miesiąc. Później – sądziłem, że trafi tutaj może z tuzin osób, guglających przypadkowe słowa kluczowe. Wreszcie – znowu, opierając się o moje doświadczenia – zakładałem, że po publikacji opowiadania w Nowej Fantastyce odwiedzi mnie kolejny tuzin, tym razem już szukających właśnie mnie.

Continue reading „Jak się pozbyć fanów z Chin”

Właśnie skończyłem przeglądać strony,  poprawiłem coś z setkę źle działających linków, brzydkich fontów i niewyświetlających się obrazków i mogę wreszcie uznać, ze strona jako-tako działa. Tak wielkie osiągnięcie jakoś trzeba to uczcić – a jako potomek zabużańskiej szlachty zaściankowej znam tylko dwa sposoby świętowania: picie na umór i pisanie na blogu. Chora wątroba nie pozwala na to pierwsze. Pozostało wybrać temat wpisu.

Uwaga, dalej będzie wyjątkowo mało literacko. Wręcz nudno dla tych, którzy nie pieją z zachwytu, widząc ładnie skonstruowane zapytanie SQL. W skrócie: dalej opiszę moje perypetie związane z instalacją i konfiguracją oprogramowania.

Continue reading „Technikalia, czyli jak postawić bloga”

Ten blog powstał w najdziwniejszy możliwy sposób.

Otóż, zdarzyło mi się kiedyś bawić w self-publishing. Od dziecka chciałem być pisarzem, najlepiej bogatym – przyznam szczerze, że wizja geniusza docenianego dopiero po śmierci jakoś mnie nie pociągała – po któryś więc urodzinach, przerażony nieuchronnie nadciągającą czterdziestką, postanowiłem przystąpić do spełnienia młodzieńczych marzeń. Napisałem powieść – absolutnie genialną, mówię wam! – wysłałem do kilku wydawnictw i już liczyłem, ile to nie zarobię i ile luksusowych chat sobie postawię za bestseller. O dziwo, nie dostałem odpowiedzi. To znaczy, owszem, Novae Res odpowiedziało, że wydadzą, ale…  za moje pieniądze. Strasznie tym wszystkim urażony (w końcu pisałem genialnie!) postanowiłem, że ja im pokażę i wydam sam, jako ebook!

Tak, wiem. Głupi byłem.

Continue reading „Na każdym blogu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy”