Blog

Niby Dzieuo  już wysłałem do kilku wydawnictw, ale w międzyczasie jeszcze zostało kilka osób, które obiecały przeczytać, ale nie miały dotąd czasu. Właśnie dostałem dwie nowe opinie i szczerze mówiąc, trochę mnie zmroziły. Może nie powinienem ich nawet tu wrzucać, bo jeszcze ktoś z wydawnictwa albo jakiś potencjalny czytelnik przeczyta i się zrazi, hehe. No, ale w imię otwartości twórczej i takich tam: znajomy pisarz napisał jeśli ktoś lubi przygodówki w settingu lekkiej fantasy, to być może będzie zainteresowany, bo piszesz dosyć sprawnie… i to było ostatnie dobre słowo. Za dużo dialogów, zbyt rozwlekłe, zaburzona struktura. Jak na przygodówkę, zbyt wolne tempo. Tnij, przesuwaj, za dużo infodumpu. Drugi z kolei znajomy, sam siebie określający mianem „wojnoświra” napisał, że Elementy militarne dalej na poziomie, ale że za dużo dialogów, nużące rozważania, gadające głowy i do tego totalne wk#!*ca jedna z bohaterek.

Continue reading „Poprawek ciąg dalszy”

Koniec wakacji. Coś strasznego. Dzieci chciałyby jeszcze tak z miesiąc. A jak to jest z wakacjami na świecie? Różnie. W niektórych krajach mają trzy krótkie wakacje, na przykład.

Wszyscy chcielibyśmy dużo zarabiać. Jak na zachodzie. I jest jak w tym starym dowcipie: kiedy będziemy zarabiać tyle samo, co na zachodzie? Odpowiedź: już zarabialiaśmy. Pięćset lat temu, plus minus.

Jeżeli jesteś informatykiem, na pewno obiło ci się o uszy nazwisko Michała Zalewskiego, a jeżeli nie nazwisko, to przynajmniej ksywka: lcamtuf. Spec od zabezpieczeń i nietypowego nazewnictwa zmiennych w programach. Właśnie napisał (po angielsku) swoje wrażenia na temat różnic między USA (gdzie obecnie mieszka) a Polską.

Continue reading „Piąteczek i nieco odnośników.”

Powinienem siedzieć nad nową książką. Mam projekt, zarys fabuły, świat, bohaterów… I jakoś nie mogę się zabrać. Co gorsza – od dawna mnie zachęcano, bym przeczytał Grzędowicza „Pana Lodowego ogrodu”, jakoś mi się nie chciało, natomiast czyta to moja córka i moja żona – zacząłem wertować i nagle zbladłem. Wydaje mi się, że to, co miało decydować o wyjątkowości mojej nowej książki, wcale takie wyjątkowe nie jest. To znaczy – sam pomysł niczym nowym nie jest, natomiast sądziłem, że będzie pierwszy w polskiej współczesnej fantasy. Opowiedziałem córce o swoim świecie i planowanej fabule, pomyślała i powiedziała „nie jest takie same, chociaż są podobieństwa”.

Może zresztą przesadzam. Chciałbym napisać coś może nie tyle absolutnie, całkowicie nowego – tak chyba się nie da – ale napisać coś zawierające całkowicie nowe elementy. Tymczasem zawsze się na koniec okazuje, że to już gdzieś – kiedyś było.

Póki nie zwalczę lenistwa i nie wezmę się do pracy, posłucham sobie starej, dobrej muzyki. Valravn – dziw, że śpiewany duński może tak ładnie brzmieć.

Dziś piątek, więc czas na porcję odnośników do stron, które mnie w tym tygodniu zaciekawiły.

Ostatnio było dużo po angielsku, więc może zaczniemy od artykułu Jakuba Ćwieka piszącego o wątpliwych praktykach niektórych wydawców (nie wymienionych z nazwy). Podobno (nie do uwierzenia!), gdy jakiś pisarz poleca książkę, to wcale nie musi oznaczać, że ją przeczytał. Możliwe, że dostał tylko streszczenie i kilka złociszy na zachętę. No w życiu bym się nie domyślił, he, he.

Continue reading „Piątkowa Linkownia”

Zaczniemy od cyklu „fantastyka stająca się rzeczywistością”. Chińczycy eksperymentują z bronią laserową. Na razie efekty nie powalają na kolana, ale w przyszłości, kto wie…

Wszyscy znamy ten klasyczny mem o zazdrosnej dziewczynie i niewiernym facecie. Na sieci jest tego mnóstwo, na przykład jak ten z boku. Ktoś jednak poszperał i znalazł znacznie więcej zdjęć z modelami ze zdjęcia. Okazuje się, że gdy się je odpowiednio poukłada, wychodzi z tego niesamowita historia rodem z telenoweli, pełna zazdrości, przemocy i tragedii.

Jeden amator historii alternatywnych argumentuje, że Hitler mógł wygrać wojnę, gdyby nie słuchał generałów. Największą bolączką Wehrmachtu był brak ropy. Generałowie chcieli zdobywać wielkie miasta, węzły kolejowe, centra przemysłowe. Autor argumentuje, że to było bez sensu. Trzeba było od razu iść na Kaukaz, ignorować Moskwę, tak jak chciał Hitler. Ha! Na Darwina, na szczęście Hitler zmarnował czas atakując stolicę ZSRS.

Czy chciałbyś po śmierci zostać skamieliną? Jeżeli tak, to mam dla ciebie idealną lekturę. Artykuł o tym, co zrobić, by zwiększyć szanse na trafienia do muzeum paleontologii za, powiedzmy, sto tysięcy lat.

Dookoła pełno jest facetów narzekających na żony i krzyczących, że piękniejsze połówki wpędzą ich przedwcześnie do grobów. Nauka problem zbadała i wyrok brzmi: bzdura. Małżeństwo wydłuża życie mężczyznom i to raczej nie dlatego, że tylko ci zdrowsi się żenią. Z kolei kobietom małżeństwo nie służy. Co więcej: im młodszą ma żonę mężczyzna, tym dłużej będzie żyć. Statystycznie z kolei starsza żona raczej szkodzi. Natomiast dla kobiet wiadomość podstawowa jest taka, że im większa różnica wieku z mężem (obojętnie w którą stronę), tym krótsze życie. Wniosek: faceci, uganiajcie się za młódkami, będziecie dłużej żyć. Młódki, nie dajcie się złapać starszym, bo szybciej zemrzecie, wychodźcie za równolatków.

Co się dzieje, gdy chłopcy postanawiają sprawdzić, jak duży jest ocean? Najpierw kupują model statku, troszeczkę go przerabiają, montują GPS i wypuszczają na plaży. Potem stateczek znajdują prawdziwi marynarze, naprawiają, przewożą gdzie indziej, puszczają znowu na fale… I tak zabawkowy model może trafić z Norwegii do Madagaskaru.

Czy kobieta potrzebuje kobiety-psychologa? Czy mężczyzna lepiej poczuje się u psychologa-mężczyzny? Czy mężczyzna-psycholog, naukowiec, traci z oczu prawdziwe problemy kobiet? Czy kobieta-psycholog, naukowiec, może dostrzec, co trapi mężczyzn? Nie wiadomo, za to wiadomo, że wkrótce się przekonamy. W USA i Kanadzie coraz większy procent studentów psychologii to kobiety. W efekcie stosunek artykułów naukowych z psychologii poświęconych kobietom do artykułów poświęconych mężczyznom wynosi cztery do jednego. Gdyby wyłączyć z badania czasopismo specyficznie poświęcone problemom mężczyzn, to stosunek rośnie do piętnastu do jednego (to jest, na każdy artykuł poświęcony problemom specyficznie męskim, przypada piętnaście artykułów poświęconych problem specyficznie kobiecym).  Nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. W USA psychologii do 90% studiujących to studentki. W Polsce dysproporcje nie są aż tak duże. Ciężko mi znaleźć dokładne dane. Np. jeden link twierdzi, że ponad 40% kobiet i nieco ponad 30% mężczyzn idzie na kierunki humanistyczne, ale o kant pupci potłuc takie dane, skoro więcej kobiet studiuje niż mężczyzn (60% studentów to kobiety), a kierunki humanistyczne są też bardzo różne…

W czym są podobne ZSRS i Dolina Krzemowa? W mnóstwie rzeczy.

I na koniec: Czarnogóra inwestuje w autostradę mającą łączyć port Bar nad Adriatykiem z Serbią. Autostradę piekielnie drogą i najprawdopodobniej kompletnie nieopłacalną – aby był opłacalny, ruch musiałby wzrosnąć czterokrotnie. Wszyscy jednak chcą autostradę mieć, to punkt niemal narodowej dumy. Zadłużają się więc dalej i pocieszają się, że najdroższy i najtrudniejszy odcinek już za nimi. Cały projekt budzi wątpliwości z uwagi na zaangażowanie Chińczyków, którzy z chęcią Czarnogórcom pożyczą, wybudują i tak dalej.

Dzisiaj wracamy do tematu pod tytułem „jeszcze cię nie wydali, a już liczysz kasę”. Wczoraj dyskutowaliśmy na ulubionym forum o rynku czytelniczym, szansach na debiut, zarobkach i tak dalej. Wnioski, ogólnie, bardzo niewesołe. Wszyscy przędą cienko. Chciałoby się zrzucić winę na dystrybutorów, że opóźniają terminy płatności wydawcom, ale nie można: dystrybutorzy też przędą cienko i ponoć ledwo dyszą. Wydawcy ledwo dyszą. Księgarnie płaczą, że spada im sprzedaż. I jeszcze ten VAT i za duże ceny książek, i jeszcze za dużo tytułów, płytki rynek, niskie nakłady. Skoro niskie nakłady, to rośnie ich koszt. Skoro rośnie koszt, idą w górę ceny. Wyższe ceny – znaczy, mało komu chce się kupować. I tak to się kręci…

Do tego wydać książkę to ryzyko, jedna się sprzeda, inna nie. Książka więc musi zarobić nie tylko na siebie, ale może także na inną, która akurat okazała się kompletnym niewypałem. Każda książka, a już zwłaszcza debiutanta, to ryzyko.

Poszukałem paru danych i porównania z rynkiem w Czechach. Czechy kraj nieduży, trzy i pół razy mniej (niż nas) Czechów łazi po ziemi. A nakłady książek są porównywalne: tam od dwóch do trzech tysięcy egzemplarzy, u nas koło trzech tysięcy. Dlaczego? Bo nas jest więcej, ale Czesi czytają. Młodzi, starzy, w wielkich miastach, w wioseczkach. Narzekają, że za dużo tytułów, że za drogie książki… ale czytają, chociaż liczba czytelników spada. Sami zresztą patrzcie (z roku 2014, dane z roku wcześniej).

I co? I nic. Są pisarze, którzy zarabiają sporo. Jest ich niewielu (google twierdzi, że nie więcej niż trzydziestu w Polsce), ale są. Trzeba więc pisać dobrze i dołączyć do ich grona. I mieć nadzieję, że czytelnikom tak się książka spodoba, że polecą książki kolegom, koleżankom… I może zaczniemy czytać tyle, co Czesi. Gdyby u nas czytano tak, jak tam… Mielibyśmy średni nakład dziesięć tysięcy egzemplarzy. A to, proszę państwa, obecnie uznawane jest za bestseller.

No dobrze. Ponarzekaliśmy, czas się wziąć do pracy. Moje książki, oczywiście, dla wydawcy ryzykiem nie będą 😀

Wakacje zbliżają się nieuchronnie i ponuro do połowy, ludzie wracają z urlopów nad morzem pełnym sinic i opowiadają, jak to zimno było w Maroku albo jak niemożebnie gorąco w Finlandii. Tymczasem ja siedzę, obmyślając już akcję nowej powieści i czekając na opinie od ostatnich beta-czytelników.

Zanim lato się skończy, zanim się wszyscy potrujemy bakteriami coli w niegazowanej wodzie mineralnej, czas przeczytać nieco ciekawych artykułów.

Continue reading „Linkownia półwakacyjna”

Wakacje. Pora, gdy studenci nie przeszkadzają, gdy można się zamknąć w pokoju, zasunąć zasłony (żeby słońce nie przypalało) i bezwstydnie włazić pod prysznic, kiedy tylko najdzie ochota (na przykład, gdy słońce jednak przypali). Mnóstwo wolnego czasu. W sam raz, by pisać po dwadzieścia do czterdziestu tysięcy znaków dziennie, a potem szlifować, poprawiać, heblować, cyzelować… Kasować i pisać od nowa.

Pisałem cały czas od poprzedniego wpisu, dodając nowe wątki, poprawiając nieścisłości i tak dalej. Poprzedni beta-czytelnicy (hi, uniwers! Hi, Wolha! i hi, Escort, chociaż Twoje poprawki to już dawno uwzględniłem przy którejś tam poprzedniej wersji) domagali się więcej introspekcji, retrospekcji, prospekcji i ekstraspekcji (no dobra, te dwa ostatnie zmyśliłem. Nie mam pojęcia, co to jest). Uwzględniłem. Chcieli więcej miejsca dla Moany, by nie była tylko rekwizytem. Ma więcej miejsca kobieta. Wywalenia rozwiązań typu deus ex machina. Część wywaliłem. I z dumą stwierdzam, że Wielkie Dzieuo właściwie skończone.

Continue reading „Maraton pisarski zbliża się do końca”