Łukasz Orbitowski pisze o kacu po zakończeniu pracy nad książką (uwaga, wulgaryzmy). Nie podzielam uczuć, ale ciekawie jest poczytać o pracy innego pisarza.

Adrian Chmielarz (twórca gier komputerowych, dla mnie znany, chociaż rozumiem, że nawet wśród graczy nie wszyscy muszą kojarzyć faceta od Metropolis) napisał o swojej fascynacji serialem True Detective oraz wskazówkami, które rozsiali w serialu twórcy (albo, jak nieco ironicznie zauważa, w których rozsianiu pomógł twórcom świat).

Mnie z kolei fascynuje rozwój AI. Niedawno DeepMind pokonał ludzi w StarCrafta, co wielu uznawało za kolejny krok w rozwoju sztucznej inteligencji (bo DeepMind nie powstał specjalnie po to, by wygrywać StarCrafta, ale się tej gry nauczył). Nie wszyscy są pod wrażeniem. Czy DeepMind wygrał, bo był inteligentny, czy dlatego, bo wykonywał akcje szybciej, niż to możliwe dla człowieka?

Continue reading „Linkownia numer dwadzieścia pięć”

Miałem trzy dni ciszy i spokoju, a ich efektem jest sto dwadzieścia tysięcy znaków. Super jest być z rodziną, super między ludźmi, ale pisze się jednak lepiej, gdy człowiek jest odcięty od sieci i świata i siedzi sam na odludziu, w ciszy i spokoju.

Metoda ścinków świetnie się sprawdza. Kiedyś ją omówię dokładniej, ale póki co – ta część tekstu, którą opracowałem z użyciem ścinków jest, wydaje mi się, znacznie lepsza, i szybciej ją napisałem niż część, którą pisałem dalej, z rozpędu, gdy miałem jeszcze wolny czas, a napisałem już wszystko, co sobie rozplanowałem.

Tak czy inaczej, dokończenie do czerwca kolejnego Dzieua wydaje się być w moim zasięgu. Bba. Gdybym mógł tak od rodziny uciekać co tydzień, to bym skończył tekst do końca lutego. Oczywiście potem powieść musiałaby swoje odleżeć, trzeba byłoby poprawiać, skracać…

Rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty czwarty. Miałem wtedy osiem lat, druga klasa podstawówki. Podobno czytałem wtedy Trylogię, tak przynajmniej opowiada mój ojciec, któremu ongiś z oburzeniem opowiadała o tym pani w szkole (Syn czyta Trylogię na lekcjach! A ojciec na to: dopiero teraz zaczął?! Ma pani rację, muszę mu natrzeć uszy!). W takim razie możliwe, że ten numer Fantastyki kupiłem sam za pieniądze wybłagane od rodziców. A może kupiła mi go matka bez zaglądania do środka (Fantastyka? Czyli coś jakby gadające misie, w sam raz dla ośmiolatka, no nie?). Nie pamiętam.

Continue reading „Fantastyk dawnych czar: numer 18 (marzec 1984)”

Od pięciu dni mój blog jest pod oblężeniem rosyjskich botów, próbujących trzysta razy na minutę zalogować się na konto administratora. Nie nadążam banować IP. Równocześnie, może spaść tymczasowo komfort korzystania ze strony.

Gdyby ktoś pytał, na co rosyjskim hakerom moja strona, odpowiadam: nie mam pojęcia.

Pierwszy odnośnik na dzisiaj to rozważania nad scenami walki białą bronią w filmach z blogu Erica S. Raymonda. W skrócie, ESR twierdzi, że widzowie są coraz bardziej świadomi, a sceny walk są coraz bardziej realistyczne; na przykład, że machając mieczami nie używają ruchów typowych dla walki szpadami.

Drugi odnośnik będzie po polsku, z klubu jagiellońskiego: jak walczyć z uzależnieniem od smartfona? Niektóre rady dość oczywiste (nie zaczynaj dnia od klikania!) inne dość ciekawe (ustaw profil na czarnobiały!).

Dalej po polsku – porozumienie między ASem a CD Projekt Red coraz bliższe, wróbelki ćwierkają. Redzi odpalą coś ASowi na otarcie łez, ale sześćdziesiąt milionów to raczej nie będzie. Aha, i to nie byłoby uznanie roszczeń, tylko wyraz uznania dla twórczości autora.

Continue reading „Linkownia dwudziesta czwarta”

Strasznie mi się rozpuchła poprzednia powieść.

Beta-czytelnicy radzili, by tam rozwinąć wątek, by w innym miejscu uzasadnić coś, a co innego wyjaśnić. Twierdzili, że bohaterki X jest za mało i koniecznie trzeba wcześniej ją wprowadzić. Że warto by było dodać introspekcje. Ożywić świat. Dodać opisy.

Wszystkie rady były bardzo dobre, ale miały jedną wadę, którą teraz widzę: skutkowały wzrostem objętości. W efekcie akcja powieści rozlewała się coraz bardziej, coraz bardziej szła na boki i chyba to było powodem, dla którego (przynajmniej jak dotąd) żadne wydawnictwo nie zdecydowało się na jej wydanie. Tysiąc stron to jednak trochę dużo… zwłaszcza, jak na debiut.

Continue reading „Raport z placu boju”

Po wybudowaniu domu wreszcie mam miejsce na stare książki i czasopisma, które do tej pory zalegały wciąż jeszcze u moich rodziców. W mieszkaniu jakoś nie było miejsca – może zresztą dałoby się jakieś wygospodarować, ale zawsze znajdowałem wymówkę, by staroci nie przywozić. No i tak mijały lata, aż wreszcie wymówki się skończyły, starocie powędrowały z półek, puf i szaf do pudeł, pudła trafiły do samochodu i trafiły znowu do mnie.

Mam okazję do wspomnień. Swego czasu próbowałem kolekcjonować Fantastyki: niezbyt mi to szło, bo w owych czasach nie było jeszcze allegro (dostępu do internetu w Polsce też nie było), a  ja jako zwykły uczniak nie byłem zbyt majętny. Niemniej jednak przy okazji wyjazdów do większych miast czy jakichś kiermaszach próbowałem dokupywać brakujące numery. Wyobraźcie sobie więc moje przerażenie, gdy teraz się okazało, że całkiem sporej liczby tych numerów zabrakło! Moi rodzice pożyczali Fantastyki dzieciom znajomych i gdzieś po drodze część z nich się zagubiła (numerów, nie znajomych albo ich dzieci).

Continue reading „Fantastyk dawnych czar: Numer 16/1984”

Od dawna słyszałem, jakim problemem jest to, że mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety. Tymczasem okazuje się, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż to się wszystkim wydawało: to nie mężczyźni zarabiają więcej. To żonaci mężczyźni zarabiają znacznie więcej niż kawalerowie, singielki i mężatki. Kawalerowie zarabiają mniej więcej tyle samo, co singielki i mężatki.

Continue reading „Linkownia dwudziesta trzecia”

Do napisania tej notki przymierzałem się już od bardzo dawna. Po pierwsze, dawno, dawno temu jeden z moich kolegów był uprzejmy zalinkować wpis swojej koleżanki, skarżącej się na seksizm w firmie, gdzie pracuje (chociaż jak dla mnie, to tam jest więcej przykładów zwykłego buraczanego chamstwa, a nie seksizmu). Po drugie, na fejsbuku co pewien czas dowiadywałem się, że winą za brak kobiet w informatyce jest seksizm. To ostatnie pojawia się w różnych odmianach na różnych portalach i stronach. Techbros wygryzają kobiety z informatyki. Kobiety boją się iść na informatyczne kierunki, bo tam, panie, seksizm panuje. I firm tworzą mało. Bo seksizm. Nie widzę podobnych tekstów o problemie z seksizmem w medycynie; powstaje więc wrażenie, być może niezamierzone przez autorów alarmistycznych artykułów, że moja dziedzina jest wyjątkowo okropna pod tym względem.

Continue reading „Seksizm nasz informatyczny”