Linkownia dwudziesta szósta

Przez jakiś czas pewnie nie będę aktualizował teraz bloga – zaczyna się semestr, sporo pracy, poza tym… cały czas poprawiam Tęczę za horyzontem i chyba mi to nawet wychodzi (miło zobaczyć w recenzji początkowego fragmentu „masz trzydzieści stron takich, że gdybym przeczytał w Empiku, to kupiłbym tę książkę„).

A tymczasem, na pociechę: trochę linków.

Na początek, skąd się wzięły słowa takie jak „paznokieć” albo „pierścień”? Dlaczego mówimy „sam jak palec”, skoro palców jest pięć i ewidentnie nigdy nie są same? Blog „Obcy Język Polski” wyjaśnia.

Ze strony Rafała Kosika wpis stary, o niecnych zwyczajach wydawców, czyli, jak to zrobić, by książka była gruba? Bo przecież po chudą czytelnik nie sięgnie, nie przy takich cenach…

Dalej: o inteligencji szopów praczy i o tym, jak zamiast rozwiązywać zagadki idą na skróty, „oszukując” przy testach na inteligencję (też mi oszustwo…).

Kiedyś, dawno temu, żył sobie król, który nie chciał, by jego dziecko czytało bezeceństwa w Biblii i tak dalej. Kazał więc przygotować wersje ocenzurowane bajek i książek dla swojego dziecka. Wydawcy tak się rozochocili, że kontynuowali proceder nawet wtedy, gdy książę miał czterdzieści lat, a zwrot „dla użytku delfina” (ad usum Delphini)  — czyli dla Ludwika Burbona — wszedł na stałe do języka francuskiego.

Z mojego ulubionego Ebenezera Rojta o zjawisku przypisywania wierszyków znanym poetom i o tym, że zjawisko nie jest nowe, ale kiedyś przynajmniej przypisywane wierszyki od biedy można było uznać za nieznane utwory Wielkich Autorów, a dzisiaj? Świat na psy schodzi, panie…

Dla pisarza ciekawe są liczby podane przez pewnego odważnego człowieka, który napisał poradnik poprawnej polszczyzny, sam wynajął profesjonalnych redaktorów, korektorów, speców od składu, rzecz wydrukował i zaczął sprzedawać. Za profesjonalizm szacunek, ale efekty nie porywają.

Niektórzy ludzie nie potrafią wyobrazić sobie obrazów. To znaczy, jednym wychodzi to lepiej, albo gorzej. Są tacy, którzy potrafią sobie wyobrazić plastycznie każdy szczegół. Inni – tacy jak ja – potrafią przywołać tylko ulotne obrazy, krótkotrwałe klisze o wyblakłych kolorach. Są jednakże tacy, którzy nie potrafią nawet tego. Nie potrafią i koniec – co więcej, nie zdają sobie z tego sprawy. Sądzą, że kiedy inni mówią o przywoływaniu obrazów, to taka figura stylistyczna. Oto odnośniki do arcyciekawej relacji człowieka z afantazją (po angielsku) oraz do opisu po polsku samego zjawiska.

China pokonuje kolejne przeszkody do zostania światową potęgą. Coraz więcej publikuje się tam porządnej nauki. Pamiętam jeszcze dwadzieścia lat temu, jak żeśmy się podśmiewali i z ich angielszczyzny, i z tych marnych artykułów tą kiepską angielszczyzną pisaną. Na konferencji uciekałem, gdy prelegent miał być z Chin, bo nigdy nie dało się niczego zrozumieć. A teraz? Nikt się już nie śmieje.

Po polsku bardzo nowatorskie podejście do Pięćdziesięciu Twarzy Greya jako współczesnej bajki dla nowoczesnych, niezależnych kobiet pragnących tradycyjnego, twardego, władczego faceta, ale takiego, co zarazem uszanuje ich niezależność i się dla nich zmieni.

Teraz będzie już tylko po angielsku. Najpierw: czy ślady w prastarych skałach pozostawiły jakieś pierwotne formy życia, śluzowate kolonie bakterii ryjące w poszukiwaniu pożywienia? Dalej o skamielinach: w Tanzanii odkryto kolejny gatunek z grupy Tytanozaurów.

Dalej o zwierzętach: pszczoły być może potrafią odejmować i dodawać. Mała rybka, wargatek sanitarnik, przeszedł test z lustrem mający świadczyć o samoświadomości. Jutro jest dzisiaj: można już teraz zdalnie, myślami, sterować szczurem.

I na koniec, na pocieszenie: ultra śmieszna historia o tym, jak pewna antropolożka opowiadała Hamleta badanym przez siebie łowcom-zbieraczom i co oni z tego zrozumieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *