Linkownia numer dwadzieścia pięć

Łukasz Orbitowski pisze o kacu po zakończeniu pracy nad książką (uwaga, wulgaryzmy). Nie podzielam uczuć, ale ciekawie jest poczytać o pracy innego pisarza.

Adrian Chmielarz (twórca gier komputerowych, dla mnie znany, chociaż rozumiem, że nawet wśród graczy nie wszyscy muszą kojarzyć faceta od Metropolis) napisał o swojej fascynacji serialem True Detective oraz wskazówkami, które rozsiali w serialu twórcy (albo, jak nieco ironicznie zauważa, w których rozsianiu pomógł twórcom świat).

Mnie z kolei fascynuje rozwój AI. Niedawno DeepMind pokonał ludzi w StarCrafta, co wielu uznawało za kolejny krok w rozwoju sztucznej inteligencji (bo DeepMind nie powstał specjalnie po to, by wygrywać StarCrafta, ale się tej gry nauczył). Nie wszyscy są pod wrażeniem. Czy DeepMind wygrał, bo był inteligentny, czy dlatego, bo wykonywał akcje szybciej, niż to możliwe dla człowieka?

Z blogu mojego przyjaciela z Kanady, zestaw odnośników do kilku ciekawych artykułów, m.in. do człowieka argumentującego, że z Brexiterami trzeba rozmawiać, a nie czekać, aż wymrą (jak mamuty).

W dyskusjach na sieci czasami przeciwnicy z satysfakcją rzucali mi w twarz artykuły dowodzące, że konserwatyści to, panie, same konformistyczne tępaki. Że konserwatyści nie wątpią w autorytety, że gotowi są do ślepego posłuszeństwa i tak dalej, w odróżnieniu od postępowych, samodzielnie myślących osób o poglądach lewicowych. Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta: owszem, gdy w eksperymentach i badaniach używa się autorytetów tradycyjnie uznawanych za konserwatywne, konserwatyści są bardziej skłonni do posłuszeństwa niż liberałowie (w amerykańskim sensie, po naszemu… no, powiedzmy, że lewicowcy). Ale gdy jeden badacz w końcu postanowił sprawdzić, co się stanie, gdy zbada się stosunek do autorytetów tradycyjnie uznawanych za lewicowe, wyniki go zaskoczyły.

Jednym z motywów w moim Imagu był fenomen wiedzy ukrytej: takiej, którą posiadają wszyscy członkowie danej zbiorowości nie wiedząc, że tą wiedzę posiadają. Z blogu isegoria (uwaga, facet prowadzący tamtego bloga jest chyba znacznie bardziej na prawo ode mnie) kolejne przykłady istnienia niepisanych reguł spełniających definicję wiedzy ukrytej – w tym takiej, która stoi w sprzeczności z oficjalnie istniejącymi zasadami.

W szkole uczono mnie o archeopteryksach, pierwszych dinozaurach z piórami. Tymczasem okazuje się, że pióro, które miało należeć do archeopteryksów, być może należało do innego gatunku dinozaura, czyli archeopteryksy na pewno nie były jedynymi…

Teraz po polsku: o prostytucji w Warszawie za króla Stasia.

Prostytucja jest oczywiście grzechem. Grzechem jest także granie w erpegi (gry RPG). Co nas prowadzi do komiksu, który wbrew pozorom został stworzony całkiem serio (chociaż nie wygląda) o straszliwych konsekwencjach grania w Dungeons & Dragons oraz o tym, jak Jezus może pomóc wyrwać się ze szponów szatana.

Telewizja kształtuje rzeczywistość, a przynajmniej niektóre seriale. CSI – Criminal Scene Investigation – oraz całkiem sporo innych seriali niby-kryminalnych zawiera mnóstwo uproszczeń, przekłamań i niedokładności. Wiele z nich można wybaczyć (np. technicy laboratoryjni zwykle analizują dowody, przekazują je dalej i nie mają pojęcia, co się z nimi dalej dzieje, a to raczej kiepsko by się nadawało do telewizji), ale efektem ubocznym jest efekt CSI: nierealne oczekiwania przysięgłych w USA wobec dowodów. Nie wiadomo, czy efekt CSI naprawdę istnieje, ale wielu prokuratorów jest przekonanych, że tak, i zaczyna przygotowywać się do rozpraw tak, by sobie z nim radzić.

Wielki news: naukowcy stworzyli rośliny, które znacznie efektywniej przeprowadzają fotosyntezę niż naturalne. Przodkowie roślin radzili sobie świetnie, póki w atmosferze było mało tlenu. Później jednak mechanizm używany do fotosyntezy zaczął zawodzić – czasami, zamiast wyłapywać cząsteczki CO2, wyłapywał cząsteczki tlenu a wówczas zamiast energii i O2 powstawał jakichś toksyczny związek. Jak działa ewolucja? Jest usterka, to się skleja taśmą klejącą, i jak działa wystarczająco dobrze, to po co psuć. I zamiast naprawić usterkę, powstał mechanizm kompensujący. Naukowcy zaś usterkę naprawili – na razie testowali na tytoniu, ale konsekwencje mogą być olbrzymie dla rolnictwa.

Pewien facet założył się, że drugi nie da rady spędzić trzydziestu dniu w odosobnieniu. Warunki wydawały się rozsądne: dla więźniów odosobnienie jest jedną z najsurowszych kar i uważa się ją nawet za formę tortur. Facet nie wziął pod uwagę, że dla więźniów to jest kara, nie traktują odosobnienia jako wyzwania, że nie oczekuje na nich sto tysięcy dolarów no i… nie trenują jogi.

Stary pomysł, ale ponieważ odgrzebali go szanowani naukowcy, a nie wstrętni rasiści tacy jako Cochrane i Harpending (żeby wymienić tylko najbardziej znanych), więc The Atlantic może o nim pisać: ludzie udomowili samych siebie. Pomysł jest bardzo prosty: w każdym pokoleniu najbardziej brutalni i agresywni mężczyźni trafiali na stryczek, zostawiając średnio mniej potomków niż ci łagodniejsi. W efekcie, stanowi hipoteza, jesteśmy obecnie łagodniejsi niż nasi przodkowie i dlatego tak gwałtownie spadła liczba morderstw (w przeliczeniu na sto tysięcy mieszkańców, liczba zabójstw jest wielokrotnie wyższa wśród łowców-zbieraczy niż w wielu wielkich miastach).

Polska jest jednym z najbardziej okrągłych krajów świata.

W warunkach naturalnych, nie wszyscy ludzie kładą się spać i wstają o tej samej porze. U łowców-zbieraczy prawie zawsze jest ktoś, kto akurat nie jest śpiący i coś robi, nawet w środku nocy. Czyżby to efekt ewolucji (ale z drugiej strony, group selection, który byłby tutaj podstawą, jest teorią wciąż bardzo kontrowersyjną)? Jeżeli (prawie) zawsze ktoś nie śpi, to (prawie) zawsze jest ktoś, kto może ostrzec resztę grupy przed drapieżnikami.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *