A znaków nastukał sto dwadzieścia tysięcy…

Miałem trzy dni ciszy i spokoju, a ich efektem jest sto dwadzieścia tysięcy znaków. Super jest być z rodziną, super między ludźmi, ale pisze się jednak lepiej, gdy człowiek jest odcięty od sieci i świata i siedzi sam na odludziu, w ciszy i spokoju.

Metoda ścinków świetnie się sprawdza. Kiedyś ją omówię dokładniej, ale póki co – ta część tekstu, którą opracowałem z użyciem ścinków jest, wydaje mi się, znacznie lepsza, i szybciej ją napisałem niż część, którą pisałem dalej, z rozpędu, gdy miałem jeszcze wolny czas, a napisałem już wszystko, co sobie rozplanowałem.

Tak czy inaczej, dokończenie do czerwca kolejnego Dzieua wydaje się być w moim zasięgu. Bba. Gdybym mógł tak od rodziny uciekać co tydzień, to bym skończył tekst do końca lutego. Oczywiście potem powieść musiałaby swoje odleżeć, trzeba byłoby poprawiać, skracać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *