Linkownia dwudziesta czwarta

Pierwszy odnośnik na dzisiaj to rozważania nad scenami walki białą bronią w filmach z blogu Erica S. Raymonda. W skrócie, ESR twierdzi, że widzowie są coraz bardziej świadomi, a sceny walk są coraz bardziej realistyczne; na przykład, że machając mieczami nie używają ruchów typowych dla walki szpadami.

Drugi odnośnik będzie po polsku, z klubu jagiellońskiego: jak walczyć z uzależnieniem od smartfona? Niektóre rady dość oczywiste (nie zaczynaj dnia od klikania!) inne dość ciekawe (ustaw profil na czarnobiały!).

Dalej po polsku – porozumienie między ASem a CD Projekt Red coraz bliższe, wróbelki ćwierkają. Redzi odpalą coś ASowi na otarcie łez, ale sześćdziesiąt milionów to raczej nie będzie. Aha, i to nie byłoby uznanie roszczeń, tylko wyraz uznania dla twórczości autora.

Jak po polsku, to dalej też po polsku: raport NIKu na temat zanieczyszczeń w wielkich miastach. Otóż, o ile w skali kraju samochody odpowiadają za jakieś 10% szeroko rozumianego smogu, o tyle w wielkich miastach generują ponad 60% stężenia cząsteczek PM10! W wielkich miastach to nie stare piece kopcą, tylko kierowcy. Po niektórych cytatach nóż się w kieszeniach otwiera:

Ewa Polkowska: „Mamy do czynienia z coraz bardziej powszechnym usuwaniem z pojazdów elementów służących ochronie środowiska, np. filtrów cząstek stałych, w skutek czego po drogach porusza się duża liczba samochodów stwarzających zagrożenie dla środowiska naturalnego”.

Jak dotąd nie jest ścigane, coraz powszechniejsze wycinanie z pojazdów elementów służących ochronie środowiska, w tym m. in. filtrów cząstek stałych. Mimo że jest to karalne taką usługę oferują setki warsztatów a internet pełen jest wskazówek, jak taki filtr usunąć

Nie pamiętam, czy już o tym pisałem, ale historia ciekawa, więc warta przypomnienia. Jak z filmu: dawno, dawno temu bezduszny naukowiec postanowił przeprowadzić eksperyment, mający dowieść, co odpowiada za nasze cechy: geny, czy środowisko. W tym celu rozdzielał trojaczki. Tzn. normalnie, kiedy do agencji adopcyjnych trafiają trojaczki, są adoptowane razem, a tutaj właśnie nie, because science. Sprawa wyszła na jaw, gdy jeden z adoptowanych trafił na uczelnię i tam zaczęli go mylić z bratem (którego nigdy wcześniej nie widział). Wtedy się okazało, że jest ich trzech. Na pierwsze spotkanie przyszli w identycznych butach…

Ciekawy wywiad. Na przykład:

My first thought was, Why hasn’t anyone told this story before? Well, people have tried. There were three attempts, and every time, it got shut down.

There are really powerful people who don’t want this story to be told. That’s not an understatement at all.

Od dawna słyszę, że automatyzacja to nie problem, bo pojawią się nowe zawody. No pojawiają się. Na przykład kobieta, która udaje facetów na aplikacjach randkowych. Najpierw z klientem rozmawia, by móc go jak najlepiej udawać, a potem podejmuje dyskusję z kobietami, doprowadza do randki na żywo, a potem klient idzie już sam.

Zapomniana trochę historia kobiet w informatyce pojawiła się na wired. Sam artykuł godny przeczytania  i faktycznie jest tam kilka historii, o którym nie słyszałem. Mój problem z tym artykułem polega na czym innym: otóż autor(ka?) podaje to jako przykłady kobiet, które mogłyby trafić na okładkę Newsweeka obok Billa Gatesa i Steve’a Jobsa. Fajnie, ale patrząc na to, co te niezwykłe kobiety dokonały, mam ochotę krzyczeć. Na przykład, jedna z nich pracowała w zespole opracowującym protokoły sieciowe, a potem z mężem założyła firmę, która została za kupę kasy wykupiona przez Cisco.

Serio? Jeżeli to ma być kryterium, to na okładkę Newsweeka powinna trafić nie tylko ta kobieta, ale także jej mąż i parę tuzinów innych facetów o podobnych osiągnięciach.

Naprawdę, jeżeli artykuł miał mnie przekonać, że Newsweek źle zrobił, nie stawiając na okładkę Estrin zamiast Gatesa, to wykonał do duszy robotę.

Bardzo kontrowersyjna rada: nie dawaj książek w prezencie, jeżeli nie są naprawdę dobre. Dlaczego? Bo jak ktoś przeczyta przeciętną książkę, to będzie miał mniej czasu na przeczytanie tych najlepszych.

Dalej: link o marihuanie. Otóż wychodzi na to, że używanie marihuany jest powiązane z większym ryzykiem chorób psychicznych. Jednym z powodem może być to, że marihuana używana obecnie jest o wiele czystsza i potężniejsza, niż ta, którą kiedyś palili hipisi. Efekty? Ludzie popadają w paranoję, mordują bez powodów najbliższych i tak dalej. Oczywiście, nie na każdego zadziała to tak samo, niektórzy będą palić, i nic im się nie stanie.

Świetny artykuł, z pomysłami idealnie się nadającymi do fantastycznego świata: o kaście kowali w Afryce Północnej, ich roli w społeczeństwie (są nie tylko kowalami, ale także rzemieślnikami a nawet błaznami). Co ciekawe, autor stawia tezę, że kowale ci mogą pochodzić od murzynów (z plemienia Yoruba?), bo też obróbka metalu w Afryce ma długą historię. Ciekawostka: ta kasta wymyśliła nawet swój własny język biznesowy, używany wtedy, gdy się chce pogadać w obecności klienta ale tak, by ten nie wiedział, o co chodzi.

Teraz będzie dużo, dużo obrazków: pewna córka zamieściła zdjęcie matki trzymającej obraz łabędzia, który sama namalowała. Wtedy inny facet zamieścił zdjęcie, na której trzyma obraz przedstawiający kobietę trzymającą obraz łabędzia. No i się zaczęło…

Linki z blogu Scotta Alexandra: mrówki, które wchodzą w kółko aż padną; wielkie wymieranie owadów (bardzo niepokojące!); oraz niesamowita historia o tym, jak Amerykanie stworzyli kiepski projekt promu kosmicznego, Sowieccy szpiedzy przechwycili projekt i uznali, że Amerykanie nie mogli być tak głupi, by zrobić taki prom i tak naprawdę to na pewno służy do przenoszenia pocisków nuklearnych. Sowieci więc skopiowali prom, tak na wszelki wypadek.

Coraz trudniej odróżnić mi parodie od prawdziwych historii. Na przykład, w google’u była prezentacja oprogramowania przyjaznego dla rodzin. Na to wstał jeden z pracowników, oburzony i zaczął prezentera obsztorcowywać, że prezentacja jest homofobiczna i obraźliwa. Jak tworzycie oprogramowanie dla dzieci, to mówcie, że dla dzieci, a nie przyjazne dla rodzin, bo niektóre rodziny mogą nie mieć dzieci!

Kończymy linkami po polsku: po pierwsze, jak na pewno wszyscy wiedzą, znowu wychodzi Fenix. Pan Krzysztof Sokołowski z tej okazji przypomina historię czasopisma. Po drugie, link do genialnej strony o bezpieczeństwie. Jest tam mnóstwo cudownych historiach o włamaniach do bankomatów, ale nie tylko. Pod odnośnikiem znajdziecie historię, jak można okraść supermarket z dużej kasy przy pomocy odkurzacza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *