Raport z placu boju

Strasznie mi się rozpuchła poprzednia powieść.

Beta-czytelnicy radzili, by tam rozwinąć wątek, by w innym miejscu uzasadnić coś, a co innego wyjaśnić. Twierdzili, że bohaterki X jest za mało i koniecznie trzeba wcześniej ją wprowadzić. Że warto by było dodać introspekcje. Ożywić świat. Dodać opisy.

Wszystkie rady były bardzo dobre, ale miały jedną wadę, którą teraz widzę: skutkowały wzrostem objętości. W efekcie akcja powieści rozlewała się coraz bardziej, coraz bardziej szła na boki i chyba to było powodem, dla którego (przynajmniej jak dotąd) żadne wydawnictwo nie zdecydowało się na jej wydanie. Tysiąc stron to jednak trochę dużo… zwłaszcza, jak na debiut.

Dlatego też tym razem postanowiłem pisać zwięźle, na temat. Narzucić sobie żelazną dyscyplinę, rozplanować wszystkie wątki, zrezygnować z wielotorowego prowadzenia narracji i mnóstwo bohaterów pobocznych, którzy przecież zasługują na własne perspektywy i sceny. O nie. Tym razem będzie wszystko szło od punktu A do punktu B, prosto i bez wycieczek do parków rozrywki po drodze.

Jak na razie idzie dobrze. Mam już dwa rozdziały Tęczy za horyzontem,  i chociaż są tam retrospekcje, introspekcje i tak dalej, to jednak akcja się nie rozłazi. Dałem testowo kilku osobom do przeczytania i na razie ci, którzy już odpowiedzieli, twierdzą, że jest dobrze. Że wciąga.

Problem w tym, że zaczyna się sesja, egzaminy, zaliczenia. Zamiast pisać, będę musiał poprawiać prace studentów.

Niemniej sądzę, że do wakacji skończę, a najpóźniej we wrześniu znowu zacznę nachodzić wydawnictwa.

Do trzech razy sztuka.

A jak do trzech się nie uda, trudno, będzie do czterech… do pięciu… do skutku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *