Linkownia dwudziesta trzecia

Od dawna słyszałem, jakim problemem jest to, że mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety. Tymczasem okazuje się, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, niż to się wszystkim wydawało: to nie mężczyźni zarabiają więcej. To żonaci mężczyźni zarabiają znacznie więcej niż kawalerowie, singielki i mężatki. Kawalerowie zarabiają mniej więcej tyle samo, co singielki i mężatki.

Dawno, dawno temu po internecie krążył mem z technowikingiem – półnagim facetem tańczącym do ostrej muzyki. Pokaz czystego testosteronu – gdyby ten film był o jakimś chuderlaku, wykonującym dokładnie te same ruchy, byłby śmieszny, ale ponieważ facet na filmie był jak żywcem wyjęty z serialu Wikingowie, filmik śmieszny nie był. Śmieszne nie są też losy autora filmu – technowiking pozwał autora filmu do sądu, gdzie sprawę wygrał. Autor (Matthias Fritsch) musiał zapłacić odszkodowanie i zobowiązać się, że filmu nie będzie rozpowszechniał (good luck with that). Aby zebrać fundusze, postanowił nakręcić film dokumentalny o tym, jak nakręcił film z technowikingiem. A jeżeli film jest za długi, możecie obejrzeć zamiast tego technowikinga tańczącego do muzyki z memu nyan cata (bezpośredni link do tego samego filmu, który także się pojawia w wyżej linkowanym artykule z wired, gdyby komuś nie chciało się klikać).

Po polsku: w Małopolsce odkryto pierwszy w Europie dowód na to, że ludzie polowali na mamuty.

Po angielsku: dlaczego maklerzy zarabiają tyle kasy? Bo potrafią grać na giełdzie. Dzięki dogłębnej znajomości rynku, szerokiej wiedzy ekonomicznej i doświadczeniu mogą zarobić naprawdę duże pieniądze, znacznie większe niż ktoś niewtajemniczony. No chyba, że tym kimś niewtajemniczonym jest zwykła małpa. Serio serio. W takim wypadku małpa zarabia więcej.

Globalne ocieplenie: na Antarktydzie (w Antarktyce?) pojawiają się nowe, inwazyjne gatunki owadów i nie tylko.

Po polsku, z linkiem do filmu po rosyjsku: prześmieszny sowiecki spektakl z gatunku „teatr telewizji” o Hobbicie. Nie obejrzałem całości, ale wystarczy powiedzieć, że hobbit łazi sobie tam w butach i już macie pojęcie o jakości.

Wracamy do anglosfery: na ziemi odnajdujemy życie nawet kilka kilometrów pod powierzchnią. Głęboko, głęboko pod naszymi stopami ryją robale, bytują bakterie i jakieś rośliny. Czy w takim razie nie należałoby szukać życia na obcych planetach także głęboko pod skorupą tych planet? Moja odpowiedź dla autora: po jakiego grzyba. Owszem, z punktu czysto naukowego robal ryjący dwa kilometry pod powierzchnią Marsa byłby przełomowym odkryciem, ale większość z nas byłaby skłonność do fundowania poszukiwań życia na obcych planetach po to, by sobie z tym życiem pogadać.

Ostatnio linkowałem księżniczki Disneya w klimacie Noir, a teraz będą księżniczki Disneya w klimacie… Eeee nie wiem jakim. Porąbanym. Z mieczami, potworami i takie tam.

Wracając do nauki: w Indiach jest grupa ludzi, która z nie do końca jasnych dla mnie powodów nazywa się naukowcami, ma tytuły profesorskie i stanowiska na uczelniach, a którzy mają poglądy raczej kontrowersyjne. Chociaż może „kuriozalne” lepiej by oddawało moje odczucia na ich temat. Między innymi, dokładna analiza hinduskich tekstów religijnych pozwoliła odkryć, że starożytni Hindusi praktykowali chirurgię kosmetyczną. Jak w tym dowcipie o starożytnych Rusinach, co odkryli telegraf bez drutu…

Na zakończenie: cycki, bo cyckami można wszystko zaczynać i kończyć. Pewna arystokratka pokłóciła się z drugą arystokratką o to, jak należy poukładać kwiaty na przyjęciu, czy o coś równie poważnego. Ten spór można było rozstrzygnąć tylko w jeden sposób: pojedynkiem do pierwszej krwi. Polska baronowa zasugerowała, by walczyły pół nago, z przyczyn higienicznych – bo inaczej przy ranach kłutych do ran mogłyby dostać się kawałki tkaniny, co mogłoby spowodować komplikacje przy leczeniu. No i się zaczęło. Odesłano wszystkich mężczyzn, panie się rozebrały, złapały za szpady i ruszyły…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *