Seksizm nasz informatyczny

Do napisania tej notki przymierzałem się już od bardzo dawna. Po pierwsze, dawno, dawno temu jeden z moich kolegów był uprzejmy zalinkować wpis swojej koleżanki, skarżącej się na seksizm w firmie, gdzie pracuje (chociaż jak dla mnie, to tam jest więcej przykładów zwykłego buraczanego chamstwa, a nie seksizmu). Po drugie, na fejsbuku co pewien czas dowiadywałem się, że winą za brak kobiet w informatyce jest seksizm. To ostatnie pojawia się w różnych odmianach na różnych portalach i stronach. Techbros wygryzają kobiety z informatyki. Kobiety boją się iść na informatyczne kierunki, bo tam, panie, seksizm panuje. I firm tworzą mało. Bo seksizm. Nie widzę podobnych tekstów o problemie z seksizmem w medycynie; powstaje więc wrażenie, być może niezamierzone przez autorów alarmistycznych artykułów, że moja dziedzina jest wyjątkowo okropna pod tym względem.

Zaraz na wstępie zastrzegam, że nie podważam niczyich doświadczeń. Bez wątpienia kobiety doświadczają seksistowskich zachowań, napotykają mizoginów, szowinistycznych wieprzków i tak dalej. Celem tego wpisu nie jest próba udowodnienia niemożliwego, że u nas, panie, to seksizmu nie ma, nie było i w ogóle bajki to są oraz feministyczna propaganda… Moja żona jest informatykiem i opowiadała mi dawno temu historie z swojej pierwszej pracy o traktowaniu przez szefostwo kobiet – szef w ramach oszczędności na sprzątaczkach chciał zmusić kobiety i tylko kobiety do sprzątania, jednakże po buncie pracownic z tego zrezygnował. Powtarzam jeszcze raz: moim zamiarem jest tylko i wyłącznie polemika z twierdzeniami, że seksizmu w informatyce jest jakoś szczególnie dużo w stosunku do innych dziedzin i że to właśnie nim można tłumaczyć fakt, że kobiety unikają politechnik.

Dodam przy tym, że sam w poprzednim roku zostałem oskarżony (przez mężczyznę!) o seksizm (wobec kobiet!). Należy więc moje wywody brać z pewnym sceptycyzmem. Dla wyjaśnienia – chodziło o temat projektu z pewnym fikcyjnym miasteczkiem zamieszkałym przez samych brzydali i brzydalki, gdzie urządzono konkurs piękności. Nie mam pojęcia, jak to można było uznać za seksistowskie; i dlatego uważam, że moje doświadczenia sugerują, że oskarżenia mogą czasami brać się tylko z nadwrażliwości niektórych osób.

Co mam na myśli? Wyobraź sobie, że na przyjęciu w gronie przyjaciół i przyjaciółek opowiadam dowcipy o babie i lekarzu (np. przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba – szerzej niżej). Jeżeli ktoś uważa, że tego typu żarty są seksistowskie, propagują szkodliwe stereotypy i tak dalej, to dla mnie nie jest partnerem do dyskusji. Jak dla mnie, tego typu przekonania przekraczają granice absurdu. Osoby je dzierżące uważam za totalitarystów, którzy powinni być wyśmiewani i wytykani palcami. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego dowcipy o Wąchocku nie są przejawem polakożerstwa, dowcipy o Stirlitzu nie oznaczają rusofobii, a stwierdzenie, że Nietscheanie z Andromedy są przeważnie tępi i niemoralni nie oznacza androfobii.

Niemniej zachowania stricte seksistowskie – to znaczy takie, w których naprawdę ktoś traktuje wszystkie kobiety jako mniej inteligentne, wszystkie kobiety jako nie nadające się do informatyki – z całą pewnością się pojawiają i w żadnym razie takich zachowań nie popieram. Tego typu zachowania powodują też prawdziwe tragedie. Pojawia się tylko pytanie, czy faktycznie w informatyce jest ich tak wiele w porównaniu z innymi dziedzinami?

Skupię się tutaj tylko na seksizmie wobec kobiet, bo też o tego rodzaju seksizmie czytam i słyszę najczęściej. Nie sugeruję przy tym, że seksizmu wobec mężczyzn nie ma, albo że jest on mniej groźny – ani nie sugeruję też, że jest, albo jest tak samo groźny. Nic nie sugeruję, bo po prostu w tym konkretnie wpisie się nim nie zajmuję.

Ponieważ tego typu zachowania trudno jednoznacznie ocenić, trudno też dać jednoznaczną odpowiedź. Po pierwsze, jeżeli jakieś zachowanie będzie przyjęte jako norma w danej zbiorowości, kobiety mogą nie dobierać tego zachowania jako seksistowskiego. Mogą też uważać za seksistowskie, ale o nim zapominać, a w innej zbiorowości mogą być bardziej wrażliwe lub bardziej skłonne do zapamiętywania takich zachowań; na przykład, uważam za teoretycznie możliwe, że jeżeli byśmy  w uczelni A przeprowadzili uświadamiającą kampanię na temat zagrożeń seksizmem, a w uczelni B nie, to być może kobiety w uczelni A zaczęłaby zauważać więcej seksizmu.

Mając to na uwadze, można jednak podjąć jakąś próbę oceny skali zjawiska poprzez badania ankietowe. A obraz, jaki się z nich wyłania, jest jednoznaczny: w dziedzinach STEM (science, technology, engineering, math) – czyli po naszemu, mniej więcej nauki ścisłe – nie ma drastycznie więcej seksizmu niż gdzie indziej. Weźmy pierwszy z brzegu przykład, badanie cytowane przez p. Noama J. Steina na tweeterze (odnośnik do tweetera, bo tam jest od razu ładna rycina obrazująca wyniki, bezpośredni odnośnik tutaj): w medycynie jest blisko dwa razy więcej kobiet raportujących, że były ofiarą seksistowskich zachowań, w dziedzinach określanych jako nauka jest mniej, a w inżynieryjnych jest wprawdzie o 1/5 więcej niż w non-SEM ogółem (tutaj akurat SEM to jest science, engineering, medicine), ale wciąż, o wiele, wiele mniej niż w medycynie (ryc. 3-3 w cytowanym artykule: 25% kobiet doświadcza zachowań określonych jako „sexist hostility” w dziedzinach inżynieryjnych, podczas gdy 20% doświadcza ich w dziedzinach określanych jako „nie-SEM” tj nie-ścisłe – a aż 45% doświadcza ich w medycynie). To samo tyczy się samych studentek, chociaż tutaj prawdopodobieństwo napotkania seksistowskich zachowań jest o 30% większe dla studentek inżynierii (ale aż 220% większe dla medycyny!). Gdyby seksizm był wytłumaczeniem, to na medycynie w ogóle nie powinno być kobiet.

Idąc za linkiem z tego tweeta, trafiamy na sondaż na blogu Scotta Alexandra, w którym widzimy, że w informatyce liczba kobiet raportujących napastowanie seksualne jest ze wszystkich ujętych dziedzin najmniejsza, zaś w dziedzinach STEM jest mniejsza i to znacząco niż w dziedzinach humanistycznych. Tak, seksistowskie zachowania a napastowanie seksualne to co innego, ale jednak są w pewien sposób skorelowane (widać to było na rycinie cytowanej poprzednio, gdzie z grubsza im w dziedzinie więcej seksizmu, tym więcej seksualnego napastowania). Bardzo ciekawa jest także dyskusja na temat wyników tego sondażu.

Tak więc te sondaże potwierdzają, że seksizm istnieje, doświadcza go wiele kobiet (włącznie z napastowanie seksualnym), jednakże, po pierwsze: brak dowodów na to, by właśnie informatyka jakoś szczególnie się wyróżniała, a po drugie: niemożliwe, żeby to właśnie ten seksizm był powodem, dla którego kobiet w informatyce jest aż tak mało. Gdyby to seksizm był powodem, to w medycynie kobiet powinno być jeszcze mniej, a tymczasem kobiety stanowią większość studentów medycyny.

Inne studium pokazuje, że kobiety w STEM często popadają w depresyjne nastroje. Artykuł słusznie podkreśla, że trudno powiedzieć coś więcej bez porównania do facetów, ale jest to kolejna wskazówka, że być może nie seksizm jest powodem wypychania kobiet z nauk ścisłych. Skąd ta depresja? Znowu, przyczyną raczej nie będzie seksizm – wnioskuję to przez porównanie do innych dziedzin, gdzie seksizmu jest więcej, a depresji mniej. Może ona wynikać z niskiej liczby kobiet w naukach STEM. Autorka bloga evolutionistx wskazuje, że być może właśnie brak przyjaciółek, gotowych do udzielenia wsparcia, mogło być powodem śmierci Kathleen Forth. W takim wypadku teoretycznie mielibyśmy argument za kampaniami typu dziewczyny na politechniki! Więcej kobiet w STEM równałoby się więcej potencjalnych przyjaciółek, więcej wsparcia, a więc – więcej kobiet zostających w STEM. Zwróćcie jednak uwagę, że autorka jest bardzo sceptyczna wobec takiego podejścia oraz że jest to inny problem niż „seksizm w naukach ścisłych”.

It does not benefit me one bit if STEM gets flooded with women who are not nerds. That is just normies invading and taking over my territory. It’s middle school all over again. evolutionistx

Podsumowując, przypadek pani Kathleen pokazuje, że – tak samo jak wszędzie – w STEM zdarzają się napastowania na tle seksualnym. Ten przypadek jednakże nie dowodzi, że napastowań/seksizmu jest w STEM więcej, lub – że to właśnie one powodują, że tak niewiele kobiet decyduje się na studiowanie nauk ścisłych.

Jest jeszcze jedna rzecz: Scott Alexander na swoim blogu napisał kiedyś (nie mogę teraz tego znaleźć, niestety), że przyczyna może leżeć w proporcjach. Jeżeli w danym środowisku jest stu mężczyzn i sto kobiet, a pięć procent mężczyzn to dranie, to tych pięciu facetów nie jest w stanie zrobić piekła z życia stu kobietom. Jeżeli jednak dalej mamy stu facetów i pięciu dupków, ale tym razem na dziesięć kobiet, to nagle przypada po dwie kobiety na dupka. Liczba dupków może być taka sama lub nawet mniejsza, ale kobiety postrzegają tą liczbę inaczej. Piękna teoria, która mogłaby wyjaśniać tragedię Kathleen Forth, ale przeczą jej wyżej cytowane dane o liczbie raportowanych seksistowskich zachowań (włączając napastowania na tle seksualnym).

Przytoczę tutaj jeszcze uwagę, przeczytaną nie pamiętam gdzie, że kampanie podkreślające, jaki to straszny seksizm panuje w informatyce i jak to bardzo wrodzy wobec kobiet są informatycy będą radykalnie przeciwskuteczne dla celu zachęcania kobiet do studiowania informatyki, tak samo zresztą jak kampanie skierowane do kobiet mające na celu zachęcić je do uczenia na politechnikach.

Podsumowując: skoro są dziedziny, gdzie zachowań seksistowskich (mierzonych bezpośrednio lub używając liczby napastowań seksualnych jako proxy) jest więcej – a mimo tego kobiet tam nie brakuje – w takim razie przyczyną niskiej reprezentacji kobiet w informatyce nie może być seksizm (a przynajmniej, nie sam tylko seksizm – inaczej nie byłoby kobiet w medycynie, a jest ich znacznie więcej niż w informatyce!). Na tym wpis kończę; pozostaje wprawdzie do rozważenia problem, co w takim razie powoduje tą niską reprezentację, ale tę kwestię zostawię sobie do rozważenia na później. Dużo później.

1. Dowcipy o babie i lekarzu mogą być seksistowskie, mogą być też chamskie. Wiadomo także, że ważny jest kontekst; są dowcipy, które opowiem bez wahania koleżankom, bo wiem, że będzie je to śmieszyć, a których w życiu bym nie powiedział np. studentkom. Za absurdalne uważam pogląd uznający ten dowcip za seksistowski z uwagi na to, że lekarz jest mężczyzną, a baba pacjentką. Za idiotę uznam kogoś, kto za seksistowski dowcip uzna coś takiego: Przychodzi trzy dziesiąte baby do lekarza. Lekarz pyta: a gdzie reszta? Baba wyciąga telefon i dzwoni 007 zgłoś się.
2. Nie każde chamskie zachowanie jest seksistowskie, nawet jeżeli jest skierowane wobec kobiet, i nie każde seksistowskie zachowanie jest chamskie. Dla mnie takie rozróżnienia są ważne i irytuje mnie, gdy niektóre kobiety biorą każde chamstwo za przejaw seksizmu.
3. Na koniec, jeżeli ktoś uzna za seksizm np. podział toalet na męskie i damskie, to moje podejście zależy od tego, co ten ktoś dalej powie. Jeżeli ten teoretyczny ktoś powie „Seksizm to słowo niewartościujące, i może być seksizm dobry i zły, a podział na toalety męskie/damskie jest obojętny” to podyskutuję, natomiast jak ten ktoś znacznie potem w imię walki z seksizmem domagać się toalet unisex, to go uznam za idiotę (go za idiotę, lub ją za idiotkę)

 

One thought on “Seksizm nasz informatyczny

  1. I consider myself quite lucky that no one told me that STEM is full of sexist men before I went to college; I might have believed them, and then I might have stayed away, and not met all of the wonderful people (men and women) I did.

    It is amazing to me, living in this world, meeting people here and there, that anyone thinks STEM is particularly bad.

    Such people, I conclude, are either individuals who happen to have had some bad luck (for bad people do indeed exist everywhere) and are over-generalizing their bad luck to everyone, or are on the outside and trying to come up with a justification for the low numbers of women in stem.

    „Well, gee,” says a guy as he machines some parts for an engine he’s building „Just doesn’t seem like women are too into this field,” and some outsider concludes that „Men think women aren’t good at STEM and this drives women out of STEM,” rather than ask whether he’s correct. Are there lots of women who’d like to work in machine shops but don’t?

    Not that there aren’t some productive ways to get more women into STEM or related fields–and both the men and women in STEM are probably better off when the gender ratio is closer to 50/50, since men and women tend to like each other’s company. But we shouldn’t try to accomplish this by insulting the men.

    Thanks for the link, by the way.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *