Linkownia dwudziesta druga

Pierwsza po Nowym Roku linkownia, a w niej pierwszy odnośnik, do dzieł rosyjskiego artysty malującego morze. Jest się czym zachwycać, moim zdaniem. Te fale, rozświetlone na seledynowo przez promienie słońca. O tak, fale to facet umiał malować.

Evolutionistx omawia dowody świadczące za tym, że nie powinniśmy czytać i oglądać wiadomości. Nasze mózgi nie wyewoluowały do radzenia sobie z takim zalewem informacji o morderstwach i katastrofach, w większości dziejących się daleko, daleko od nas. We wpisie między innymi o wpływie codziennego kontaktu z brutalnymi zdjęciami na psychikę.

Czy używaliście kiedyś dzieł tak starych, że prawa do nich wygasły? Ja i owszem: jest cała kupa ilustracji, wierszy i książek, które można bez obawy używać, kopiować i tak dalej, bo ich autorzy dawno umarli. Przeszukując zbiory dzieł public domain zauważyłem kiedyś ze zdziwieniem, że nie ma tam utworów nowszych, niż z 1921 roku. Okazało się, że w USA (bo większość dostępnych w internecie dzieł pochodziło stamtąd) najpierw przedłużono prawa autorskie w 1976 roku o czterdzieści siedem lat, a później o kolejnych parę lat w 1998 – to drugie prawo zwykle nazywa się prawem Myszki Miki, bo wróbelki w internecie ćwierkają, że w tym prawie chodziło głównie o to, by animacje związane z tym sympatycznym gryzoniem nie stały się darmowe. W każdym razie, w tym roku, pierwszego stycznia, wreszcie te przedłużone czasy zaczęły mijać i znowu stare dzieła zaczynają przechodzić na publiczną własność.

Za Scottem Alexandrem: powodująca po części uśmiech, a po części chęć uderzenia się otwartą dłonią w czoło historyjka o tym, co się dzieje, gdy dwie grupy policjantów zwalczających narkotyki, udające dilerów, próbują się nawzajem złapać.

Teraz o ministrze, który przekonywał rolników, by przestali narzekać i wzięli się do roboty. No, może niedokładnie tak: w Tajlandii minister radził tamecznym rolnikom, jak sobie radzić z kryzysem. Ktoś wreszcie się wnerwił i powiedział ministrowi na raucie „jak to takie proste, to sam spróbuj zostać rolnikiem”. No dobra, znowu trochę ubarwiam, ale chodzi ostatecznie o to, że minister faktycznie został rolnikiem i zaczął stosować własne rady. Już pewnie się śmiejecie, że pewnie zbankrutował i z podkulonym ogonem wrócił do rządu, by dalej – jakby nic nie zaszło – radzić innym, co robić. Otóż nie. Minister odniósł sukces. Chapeau-bas, panie ministrze.

A teraz z cyklu od stu lat toczymy wojnę i nikt o tym nie wie, miasteczko Huéscar w Hiszpanii technicznie rzecz biorąc było w stanie wojny z Danią, od 1809 do 1981. Nikt o tym nie wiedział, póki lokalny historyk nie odkrył tego przypadkiem grzebiąc w miejskich archiwach. Natychmiast podpisano pokój, moim zdaniem: niepotrzebnie. Trzeba było zorganizować jakiś sportowy event do rozstrzygnięcia starożytnego sporu. Na przykład, mecz ping-ponga. Kto wygrywa, wygrywa wojnę. TO dopiero byłaby wiadomość!

W histmagu historia polskich komputerów. Bez większych niespodzianek, ale osoby zaciekawione rodzimą informatyką na pewno nie pożałują lektury.

Na blogu profesora Vetulaniego (po polsku) esej o historii rozwoju mózgu, między innymi o tym, że w obrębie rzędu owszem „większy może więcej”, ale już porównując gatunki należące do innych rzędów (na przykład: naczelne z gryzoniami) zdarza się, że mniejsze mózgi mogą być sprawniejsze (na przykład, małpiatki są inteligentniejsze od kapibar). Nasze mózgi są wyjątkowo wyjątkowe: mamy sześć do siedmiu razy większe mózgi, niż można by się spodziewać po ssakach naszego rozmiaru – chociaż nie aż tak bardzo wyjątkowy, jak na naczelne  (szybkie porównanie naszego mózgu i innych naczelnych podsumowane na rysunku tutaj, obrazującym, które obszary mózgu uległy redukcji, a które powiększeniu).

Kolejny odnośnik jest do historii o samochodach amerykańskich prezydentów. Najciekawsza jest anegdotka o Johnsonie: posiadał amfibię i kiedyś z gośćmi wjechał do jeziora, wrzeszcząc przy tym „O mój Boże, wysiadły mi hamulce! Wszyscy zginiemy!”. Żartowniś.

Interesujące dla informatyków: analiza Ameb może pozwolić na opracowanie nowych heurystyk dla NP-trudnych problemów – Ameby bowiem radzą sobie zdumiewająco dobrze w ich rozwiązywaniu (tzn artykuł mówi o jednym problemie: TSP, Traveling Salesman Problem). Oczywiście superkomputery są szybsze, ale używają innych podejść i dlatego badania nad amebami są tak ciekawe.

Teraz będzie optymistycznie. Polska jest szósta na świecie pod względem bezpieczeństwa dla kobiet, pierwsza w kontynentalnej Europie. To znaczy: w przeliczeniu na liczbę ludności, najmniej u nas kobiet pada ofiarami morderstw, brutalnych pobić i gwałtów. Znam feministki podchodzące do tej wiadomości bardzo sceptycznie i mówiące o szarej strefie, masowaniu statystyk przez policję i tak dalej, ale mimo wszystko miło pomyśleć, że pod wieloma względami jest u nas całkiem fajnie.

Dawno, dawno temu, a dokładniej jakieś 5000 lat temu, w Europie i całej zachodniej Eurazji istniało wiele miast o relatywnie dużym rozmiarze, niektóre posiadające do dwudziestu tysięcy mieszkańców. A później nagle znikły. Dlaczego? Nowy artykuł sugeruje, że powodem mogły być epidemie.

Jak wygląda najsmutniejsze zwierzę świata? O tak:

 

To ryba, żyjąca w głębinach nieopodal Australii (link po polsku). Brzydka i składająca się głównie z tłuszczu.

Nieraz miałem wrażenie, że współczesne komputery nie są wcale bardziej reaktywne, niż moja stara Amiga. Klikam w te klawisze czasami, klikam, i wydaje mi się, że efekt pojawia się z zauważalnym opóźnieniem. Ktoś sprawdził te wrażenia i faktycznie: w stosunku do prehistorycznych maszyn, wzrosło opóźnienie związane z klawiaturą. Niektórzy twierdzą, że różnice dotyczą okresów tak krótkich, że teoretycznie ludzki mózg nie powinien tego zauważyć – ale autor rozprawia się z tą teorią.

Za moment skończę pisać ten wpis. Ale co to właściwie znaczy: za moment? Ile trwa moment i skąd się to określenie wzięło? Atlas Obscura wyjaśnia użycie w nowoczesnym angielskim (podobne do użycia we współczesnej polszczyźnie) oraz historię pojęcia.

To tyle na dzisiaj. Następna linkownia prawdopodobnie dopiero za dwa tygodnie, a może nawet później. Wcześniej na blogu pojawią się: recenzja starej książki Michała Markowskiego, wpis o numerze 16tym starej Fantastyki oraz o seksizmie w informatyce. Kolejność nieznana: wszystkie te wpisy mam na razie przygotowane z grubsza w formie szkiców, zobaczymy, który będzie mi się chciało ukończyć jako pierwszy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *