Robimy kokosy! Ale takie malutkie…

Dzisiaj wracamy do tematu pod tytułem „jeszcze cię nie wydali, a już liczysz kasę”. Wczoraj dyskutowaliśmy na ulubionym forum o rynku czytelniczym, szansach na debiut, zarobkach i tak dalej. Wnioski, ogólnie, bardzo niewesołe. Wszyscy przędą cienko. Chciałoby się zrzucić winę na dystrybutorów, że opóźniają terminy płatności wydawcom, ale nie można: dystrybutorzy też przędą cienko i ponoć ledwo dyszą. Wydawcy ledwo dyszą. Księgarnie płaczą, że spada im sprzedaż. I jeszcze ten VAT i za duże ceny książek, i jeszcze za dużo tytułów, płytki rynek, niskie nakłady. Skoro niskie nakłady, to rośnie ich koszt. Skoro rośnie koszt, idą w górę ceny. Wyższe ceny – znaczy, mało komu chce się kupować. I tak to się kręci…

Do tego wydać książkę to ryzyko, jedna się sprzeda, inna nie. Książka więc musi zarobić nie tylko na siebie, ale może także na inną, która akurat okazała się kompletnym niewypałem. Każda książka, a już zwłaszcza debiutanta, to ryzyko.

Poszukałem paru danych i porównania z rynkiem w Czechach. Czechy kraj nieduży, trzy i pół razy mniej (niż nas) Czechów łazi po ziemi. A nakłady książek są porównywalne: tam od dwóch do trzech tysięcy egzemplarzy, u nas koło trzech tysięcy. Dlaczego? Bo nas jest więcej, ale Czesi czytają. Młodzi, starzy, w wielkich miastach, w wioseczkach. Narzekają, że za dużo tytułów, że za drogie książki… ale czytają, chociaż liczba czytelników spada. Sami zresztą patrzcie (z roku 2014, dane z roku wcześniej).

I co? I nic. Są pisarze, którzy zarabiają sporo. Jest ich niewielu (google twierdzi, że nie więcej niż trzydziestu w Polsce), ale są. Trzeba więc pisać dobrze i dołączyć do ich grona. I mieć nadzieję, że czytelnikom tak się książka spodoba, że polecą książki kolegom, koleżankom… I może zaczniemy czytać tyle, co Czesi. Gdyby u nas czytano tak, jak tam… Mielibyśmy średni nakład dziesięć tysięcy egzemplarzy. A to, proszę państwa, obecnie uznawane jest za bestseller.

No dobrze. Ponarzekaliśmy, czas się wziąć do pracy. Moje książki, oczywiście, dla wydawcy ryzykiem nie będą 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *