Wakacje. Pora, gdy studenci nie przeszkadzają, gdy można się zamknąć w pokoju, zasunąć zasłony (żeby słońce nie przypalało) i bezwstydnie włazić pod prysznic, kiedy tylko najdzie ochota (na przykład, gdy słońce jednak przypali). Mnóstwo wolnego czasu. W sam raz, by pisać po dwadzieścia do czterdziestu tysięcy znaków dziennie, a potem szlifować, poprawiać, heblować, cyzelować… Kasować i pisać od nowa.

Pisałem cały czas od poprzedniego wpisu, dodając nowe wątki, poprawiając nieścisłości i tak dalej. Poprzedni beta-czytelnicy (hi, uniwers! Hi, Wolha! i hi, Escort, chociaż Twoje poprawki to już dawno uwzględniłem przy którejś tam poprzedniej wersji) domagali się więcej introspekcji, retrospekcji, prospekcji i ekstraspekcji (no dobra, te dwa ostatnie zmyśliłem. Nie mam pojęcia, co to jest). Uwzględniłem. Chcieli więcej miejsca dla Moany, by nie była tylko rekwizytem. Ma więcej miejsca kobieta. Wywalenia rozwiązań typu deus ex machina. Część wywaliłem. I z dumą stwierdzam, że Wielkie Dzieuo właściwie skończone.

Continue reading „Maraton pisarski zbliża się do końca”