Maraton pisarski czas zacząć…

Od pewnego czasu nie piszę nowych opowiadań – usiłuję stworzyć bowiem Wielkie Dzieło, książkę, powieść – bo w końcu pisarz, to ktoś, kto pisze, i to pisze nie streszczenia lektur, blogi czy też listy do redakcji – ale pisze książki właśnie. Zabrałem się do pracy początkowo z zapałem, pisałem dużo i wytrwale, i szybko nastukałem rzecz dosyć pokaźnej objętości.

Zacząłem 30 grudnia 2016 roku – skończyłem w marcu 2017. Dałem następnie książkę do przeczytania testowym czytelnikom i… po zebraniu krytycznych uwag wróciłem do pracy. Najpierw krótko w maju, później miałem długą przerwę  – i na dobre wróciłem do pracy w listopadzie uprzedniego roku. W styczniu 2018 skończyłem kolejną wersję, łącznie milion dwieście tysięcy znaków (jakieś sześćset-siedemset stron). Dałem do przeczytania czytelnikom, zebrałem krytyczne uwagi… i usiadłem, zrezygnowany totalnie. Mniejsza już o to, że jedni mówili „za mało opisów” a inni „za dużo opisów, straszne przegadane”. Gorzej, że wielu wskazywało te same rzeczy; że akcja miejscami siada. Że niektórzy bohaterowie mówią tak samo. Że trudno niektórych zapamiętać i odróżnić.

Wreszcie uznałem, że trzeba całość mocno przerobić. Część wyciąć, część skrócić, część dopisać. Niektórzy mi radzili wycięcie całości wątków pobocznych – bo rozpraszają – ale akurat tego bym nie chciał, bo tam wprowadzam wcześnie bohaterów, którzy mają być ważni w dalszej części. Niemniej uznałem, że niektórych bohaterów wyciąć trzeba; że sceny w których bohaterowie gadają, wyjaśniając pojęcia itd trzeba zminimalizować i pozamieniać.

Dzisiaj zacząłem. Bardzo skromnie; tysiąc znaków dodanych, jeszcze nic nie usuniętego.

Mam nadzieję, że do września skończę i zacznę wtedy molestować najpierw znajomych, a potem wydawnictwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *