Wakacje zbliżają się nieuchronnie i ponuro do połowy, ludzie wracają z urlopów nad morzem pełnym sinic i opowiadają, jak to zimno było w Maroku albo jak niemożebnie gorąco w Finlandii. Tymczasem ja siedzę, obmyślając już akcję nowej powieści i czekając na opinie od ostatnich beta-czytelników.

Zanim lato się skończy, zanim się wszyscy potrujemy bakteriami coli w niegazowanej wodzie mineralnej, czas przeczytać nieco ciekawych artykułów.

Continue reading „Linkownia półwakacyjna”

Wakacje. Pora, gdy studenci nie przeszkadzają, gdy można się zamknąć w pokoju, zasunąć zasłony (żeby słońce nie przypalało) i bezwstydnie włazić pod prysznic, kiedy tylko najdzie ochota (na przykład, gdy słońce jednak przypali). Mnóstwo wolnego czasu. W sam raz, by pisać po dwadzieścia do czterdziestu tysięcy znaków dziennie, a potem szlifować, poprawiać, heblować, cyzelować… Kasować i pisać od nowa.

Pisałem cały czas od poprzedniego wpisu, dodając nowe wątki, poprawiając nieścisłości i tak dalej. Poprzedni beta-czytelnicy (hi, uniwers! Hi, Wolha! i hi, Escort, chociaż Twoje poprawki to już dawno uwzględniłem przy którejś tam poprzedniej wersji) domagali się więcej introspekcji, retrospekcji, prospekcji i ekstraspekcji (no dobra, te dwa ostatnie zmyśliłem. Nie mam pojęcia, co to jest). Uwzględniłem. Chcieli więcej miejsca dla Moany, by nie była tylko rekwizytem. Ma więcej miejsca kobieta. Wywalenia rozwiązań typu deus ex machina. Część wywaliłem. I z dumą stwierdzam, że Wielkie Dzieuo właściwie skończone.

Continue reading „Maraton pisarski zbliża się do końca”

Ostatnio na moim ulubionym forum pisarskim pojawił się temat dość ciekawy. Wszystko zaczęło się od tego, że powiedziałem, że piszę dla pieniędzy. Moją ambicją nie jest tworzenie literatury wysokich lotów, tylko dostarczanie rozrywki – książek do przeczytania w pociągu, albo na wczasach, gdy akurat padła sieć, a na dworze plucha. Jeden z użytkowników był wstrząśnięty.

Pisanie, to powinno być hobby, powiedział. Pasja. Powinniśmy tworzyć, by przelać na papier nasze emocje, marzenia, by innym coś przekazać, zainspirować do czegoś. Jednym słowem – pisanie to misja. Jeżeli zapowiadasz, że piszesz dla kasy, dodał, i to jeszcze przed debiutem książkowym, to możesz się mocno rozczarować.

Continue reading „Ile kosztuje pasja? O zarobkach pisarzy i nie tylko.”

Dzisiaj bardzo skromnie.Najpierw o tym, że mamy w Polsce (ale i na całym świecie) pełzający kryzys małżeńskim. Oczywiście, mnóstwo kobiet jest szczęśliwa bez facetów, jednakże jest też sporo takich, co chętnie jednak by z jakimś zawiązały małżeński węzeł. Problem jednak jest taki, że nie bardzo mają z kim (w wersji marketingowej dla kobiet; w wersji dla facetów: bo mają wygórowane wymagania, he, he).

Continue reading „Kolejny piątek, kolejne linki…”

Dzisiaj na początek parę linków dość już leciwych (w kategoriach internetu). Najpierw tekst sprzed lat blisko czterech: Piotr Muszyński o katanie i dlaczego nie jest to taki super miecz, jak niektórzy twierdzą. Następnie sprzed lat trzech, ładna infografika o filmach Noir: o ich typowych elementach i gdzie takich elementów znaleźć najwięcej.

Starocie mamy za sobą, to nieco aktualności. Wszyscy pamiętamy sprawę Jacka Piekary, który niezbyt kulturalnie wyraził się o Dorocie Wellman (imputując jej nieatrakcyjność). Jak wszyscy dalej pamiętamy, wezwanie do sądu dostarczono pod adres, gdzie Piekara ponoć nigdy nie mieszkał, chociaż jest tam zameldowany — wyjaśnienia pisarza są tutaj nieco mętne, ale sens jest taki, że ów o procesie się nie dowiedział. Skoro się nie zjawił, z automatu sąd przyznał rację pani Wellman.

Continue reading „Zbiór wiadomości pożytecznych i ciekawych…”

Dawno, dawno temu, gdy schylając głowę jeszcze widziałem paluszki u stóp bez konieczności wciągania brzucha, przeczytałem w „Nowej Fantastyce” opowiadanie fantasy. Opowiadanie naprawdę słabe. Warsztatowo – bez zarzutu, językowo poprawne. A mimo to słabe – bo też cały pomysł miałem wrażenie, że widziałem już gdzie indziej, znacznie lepiej przedstawiony.

Continue reading „Dwóch Jacków: Komuda i Piekara („Warchoły i pijanice” oraz „Szubienicznik”)”

Razib Khan pisze o napojach, które towarzyszyły ludziom od wieków… lub od niedawna, oraz o genetycznych zmianach, które są powiązane z ich spożywaniem.

Znalazłem stary, ale ciekawy post Scotta Alexandra o jego doświadczeniach jako lekarza w Haiti: o nieznośnych pacjentach, gotowych powiedzieć wszystko, byle tylko dostać jakieś leki (łącznie z facetem upierającym się, że ma upławy z pochwy).

Mury w przeszłości oznaczały wolność, a nie jej brak. Dzięki murom można było się bronić przed bandytami. Oznaczały niezależność. Zwycięzcy często rozkazywali pokonanym zburzyć mury.

Continue reading „Linki, linki wszędzie…”

Od pewnego czasu nie piszę nowych opowiadań – usiłuję stworzyć bowiem Wielkie Dzieło, książkę, powieść – bo w końcu pisarz, to ktoś, kto pisze, i to pisze nie streszczenia lektur, blogi czy też listy do redakcji – ale pisze książki właśnie. Zabrałem się do pracy początkowo z zapałem, pisałem dużo i wytrwale, i szybko nastukałem rzecz dosyć pokaźnej objętości.

Continue reading „Maraton pisarski czas zacząć…”