„Gdyby przed mundialem ktoś mi powiedział, że zajdziemy tak samo wysoko jak Niemcy, nie posiadałbym się z radości” – i tylko tym jednym nie do końca śmiesznym cytatem skomentuję wyniki naszej kadry. Pozostało kibicować dzielnym krewniakom z południa, którzy awansowali do jednej-ósmej w pięknym stylu, zdobywając komplet punktów.

Dygresja językowo-genetyczna: Chorwaci są ciekawym narodem. Właściwie mają trzy języki (co najmniej), które są, tak dla jaj, nazywane dialektami. Znajomy twierdzi, że kiedy jakiś Chorwat z Istrii zacznie nawijać  po swojemu, to nijak go nie zrozumie ktoś znający tylko język oficjalny.  Za podstawę języka oficjalnego został ponoć kiedyś wybrany dialekt najbardziej zbliżony do dialektów serbskich, w imię jedności Słowian południowych – a później, po nie do końca udanym zjednoczeniu i rozczarowaniu zaczęto go czyścić z serbizmów i zastępować nowymi słowami – ot tak, by się odróżnić (to z kolei opinia pewnej Serbki, z którą króciutko kiedyś korespondowałem).

Genetycznie, składają się z dwóch grup. Jedna (zachodnia) bliska jest Słowianom Zachodnim. Druga (reszta Chorwatów) z kolei jest grupowana przez algorytmy genetyczne wspólnie z resztą Bałkanów.

Tak czy inaczej: gratulacje Chorwatom. Poniżej Płomienne Serce (Srce Vatreno), już dosyć stare, ale wciąż jare. Chociaż przyznam, że chorwackie słowo oznaczające „kibica” nieodmiennie mnie śmieszy.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *